Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

dr hab. nauk prawnych Rafał Adamus jest profesorem Uniwersytetu Opolskiego

Obraza majestatu?

„Polish writer Jakub Zulczyk charged for calling President Duda a 'moron'” podało BBC. W komentarzu zaznaczono, że „Polska ściga za obrazę przywódców państwowych i religii”. Światowe agencje prasowe i globalny internet to powieliły i nie da się ukryć, że powstał nowy „Polish joke”.

Fakty są takie, że zgodnie z art. 135 § 2 aktualnego kodeksu karnego, kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Krytycy tej regulacji zarzucają, że to anachronizm nawiązujący do historycznego crimen laesae maiestatis (zbrodni obrazy majestatu) albo do jeszcze wcześniejszego atawizmu, jakim była walka o przywództwo w stadzie i związana z tym potrzeba szczególnej ochrony samca alfa.

Adekwatna kara za mowę nienawiści, w stosunku do prezydenta jak i do zwykłego obywatela, niewątpliwie powinna być stosowana. Niemniej nazwanie polityka „a moron” (jak podało BBC), przy okazji rzeczowej krytyki jego zachowania, z pewnością nie jest bardzo eleganckie, ale czy aby na pewno jest przestępstwem?

W Polsce w sferze werbalnej różnie bywało z dbaniem o majestat władzy. Jeden z najwybitniejszych królów Polski ze względu na niski wzrost zwany był „Łokietkiem”. Książę opolsko-raciborski Mieszko I z racji kalectwa miał przydomek „Plątonogi”. Książę wielkopolski Władysław III znany jest potomności jako „Laskonogi”. Ostatni z małopolskiej linii Piastów, głównie z uwagi na wstrzemięźliwość żony Kingi, miał mało męski przydomek „Wstydliwy”. Przed defiladą przydomków czasu rozbicia dzielnicowego był jeszcze Bolesław III „Krzywousty” nazwany tak z uwagi na urodę twarzy. Oczywiście nie można współczesnej wrażliwości kulturowej porównywać z tą sprzed kilkuset lat. Niemniej bez popełnienia błędu ahistoryzmu można postawić tezę o raczej „umiarkowanym majestacie” niż „przesadzonym majestacie”.

Pewien dystans do majestatu widoczny był w Polsce nie tylko w królewsko-książęcej nomenklaturze. Stasiu Gąska z Proszowic – który przeszedł do naszej świadomości zbiorowej jako Stańczyk – znany był z niewyparzonego języka, a pomimo to miał za pracodawców aż czterech władców Polski. Od Jana Olbrachta po Zygmunta Augusta.

Swego czasu Zygmunt August zlecił franciszkaninowi Lismaninowi misję zakupu drogich ksiąg u zagranicznych księgarzy. Wyposażył w związku z tym posłańca w znaczne sumy pieniężne. W tym samym czasie król miał zapytać Stańczyka, czy ten zna większego (co BBC mogłaby przetłumaczyć jako „a moron”) od siebie. Stańczyk miał odpowiedzieć, że – w wolnym tłumaczeniu na angielski – „a moron” to sam król, skoro wyjeżdżającemu z kraju powierza taką fortunę. Jak się później miało okazać, franciszkanin zdefraudował depozyt.

Inny przykład. Podczas elekcji w 1573 roku kontrkandydatem Henryka z królewskiej dynastii Walezjuszy, panującej podówczas we Francji, był polski szlachcic – dziedzic skromnej wioski w powiecie inowrocławskim – Bandura Słupski. Rywalizacja pomiędzy przyszłym królem Francji a nikomu nieznanym szlachetką – choć miała pewną głębię polityczną – była wówczas nie lada dowcipem z majestatu.

Krytyka władzy publicznej, nawet przy użyciu mocnych słów, niebędąca jednak mową nienawiści, jest prerogatywą obywateli. Linia demarkacyjna pomiędzy znieważeniem prezydenta a dopuszczalną krytyką nie jest trudna do zauważenia.

Na zakończenie taka mała dykteryjka. Pewien C. K. oficer polskiego pochodzenia podobno wzniósł toast w kierunku obrazu cesarza Franciszka Józefa, mówiąc coś w rodzaju „zdrowie tego starego pierdoły”. Ponieważ w towarzystwie znalazł się ktoś taki, jak opisany przez Jaroslava Haška wywiadowca Bretschneider, to doniesiono komu trzeba i rozpoczęto proces. Z igły zrobiono widły. Oficera ostatecznie nie skazano, albowiem wytrawni biegli sądowi powołani do rozwikłania zawiłości językowych uznali, że po polsku „stary pierdoła” oznacza po niemiecku „dobrotliwego, przez wszystkich szanowanego staruszka”.

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.