Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

ANITA KARWOWSKA: Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko pisarzowi Jakubowi Żulczykowi w związku z jego wpisem na Facebooku, w którym stwierdził: "Andrzej Duda jest debilem". Skomentował w ten sposób zwlekanie przez prezydenta RP z gratulacjami dla Joego Bidena po wygranych wyborach prezydenckich w USA. Co pan o tym sądzi?

MEC. JACEK DUBOIS: Uważam, że sformułowanie użyte przez pana Żulczyka definiuje decyzję w tej sprawie podjętą przez organy ścigania. Wniesienie oskarżenia w tej sprawie jest kompromitujące i dla prezydenta, i dla prokuratury.

Mecenas Jacek DuboisMecenas Jacek Dubois Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Za publiczne znieważenie głowy państwa pisarzowi grożą trzy lata więzienia. Czy prezydent potrzebuje takiej prawnej ochrony?

- Przepis 135 § 2 kodeksu karnego wydaje się nieco archaiczny ze względu na to, że przekazuje on obronę czci prezydenta w ręce organów państwa, zamiast pozostawić to do decyzji samego prezydenta. Jeśli poczuje się on znieważony jakąś wypowiedzią, powinien złożyć w tej sprawie zawiadomienie. Pozostawienie tego urzędnikom nie wzmacnia wizerunku głowy państwa.

Ale sam przepis mówiący o ochronie godności organu państwowego ma w pewnych sytuacjach uzasadnienie. Np. gdy ktoś w chuligański, złośliwy sposób na szeroką skalę atakuje prezydenta. Godność głowy państwa ma bowiem przełożenie na godność całego narodu, powinna więc podlegać ochronie.

Co będzie rozstrzygał sąd? Czy samo sporne słowo "debil" będzie podlegać ocenie?

- Pojęcie "debil" ma rzecz jasna definicję słownikową, jednak nikt rozsądny nie dopuści do tego, by właśnie ocena tego, czy Jakub Żulczyk użył trafnego określenia wobec prezydenta, stanowiła przedmiot oceny sądu.

Ważny będzie więc kontekst, w jakim padło stwierdzenie. A nie było ono oceną stanu umysłu prezydenta, ale komentarzem do jego działań w polityce zagranicznej.

Pan Żulczyk zareagował na to, że prezydent Duda nie składa gratulacji nowemu prezydentowi USA. Myślę, że gdyby powołać biegłych ds. międzynarodowych czy dyplomacji, to każdy ekspert stwierdziłby, że takim postępowaniem prezydent działa na szkodę państwa. Jakub Żulczyk też tak to ocenił.

Ocenił to dosadniej.

- Wiele na ten temat mówi orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wynika z niego, że nie powinno się karać za opinie na temat polityków, bo są one z natury subiektywne. Postępowanie powinno dotyczyć tylko wypowiedzi, które da się ocenić pod względem zgodności z prawdą, czyli np. oskarżenie prezydenta, że jest złodziejem.

Trybunał zwracał również uwagę właśnie na to, że liczy się kontekst danej wypowiedzi.

Słowa Jakuba Żulczyka wynikają z postawy obywatelskiej czy nawet patriotycznej, można je odbierać jako krzyk rozpaczy wobec niszczenia stosunków międzynarodowych Polski.

Gdzie kończy się wolność słowa, jeśli chodzi o ochronę godności głowy państwa?

- Ta granica nie jest jednoznaczna, a przesuwalna w zależności od okoliczności. Nie bez znaczenia jest, że to konkretne słowo wypowiedział pisarz. Mnie, jako prawnikowi, mało kto wybaczyłby użycie takiego stwierdzenia, ale mieści się ono absolutnie w kanonie publicznej narracji pisarza, którego zawodem jest przekazywanie emocji, również krytycznych.

Mamy bogate orzecznictwo dotyczące ochrony dobrego imienia polityków, z którego wynika, że muszą oni mieć skórę grubą jak u nosorożca, ponieważ częścią życia politycznego jest krytyka, często nieprzyjemna, a nawet wulgarna.

Wejście do polityki oznacza przyjęcie tych reguł, ponieważ prawo do krytyki jest prawem większym niż ochrona dobrego imienia. Mówiąc inaczej - chroniąc dobre imię prezydenta Dudy, tracimy więcej, bo prawo do krytyki polityków.

I w końcu, prawo do swobody wypowiedzi gwarantuje konwencja o ochronie praw człowieka. Właśnie do tych przepisów odwołał się strasburski trybunał w sprawie dotyczącej znieważenia nieżyjącego już lidera Austriackiej Partii Wolności Jörga Haidera. Jeden z dziennikarzy nazwał go idiotą, za co został skazany. Kiedy sprawa trafiła do Strasburga, trybunał orzekł, że ograniczenie prawa do wypowiedzi dziennikarza było naruszeniem praw człowieka.

A co politycznie oznacza postępowanie prokuratury w sprawie Żulczyka?

- Jak pisał w "Sile bezsilnych" Vaclav Havel, autorytarna władza w pewnym momencie nie musi być już autorytarna, bo wyręczają ją w tym podwładni, aby się tej władzy przypodobać.

Myślę, że żaden urzędnik państwowy nie konsultował tego kroku z prezydentem Dudą. Przecież gdyby tak było, to oznaczałoby, że Jakub Żulczyk miał rację.

___ ___ ___

DZIŚ ZA "DEBILA". KIEDYŚ ZA "DURNIA", "NAJWIĘKSZEGO NIEROBA", "DUPĘ". ZA JAKIE JESZCZE SŁOWA O PREZYDENTACH III RP PROKURATURA ŚCIGAŁA OBYWATELI

Od 1997 r. zgodnie z treścią art. 135§2 kodeksu karnego ten, kto publicznie znieważa prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do trzech lat. Wcześniej regulowały to inne przepisy karne.

W lipcu 2011 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepis z 1997 r. jest zgodny z konstytucją. Uzasadniając orzeczenie, stwierdził, że “sankcjonowanie znieważenia urzędującego prezydenta RP wiąże się nie tylko z szacunkiem należnym najwyższemu urzędowi w państwie, ale także z szacunkiem do samego państwa, które jest dobrem wspólnym”. Jeden z sędziów w uzasadnieniu wyroku stwierdził również, że: „Dokonanie czynu określonego w tym przepisie jest jednocześnie znieważeniem samej Rzeczypospolitej”.

O prezydencie Lechu Wałęsie

Lech Wałęsa w Hucie Warszawa; kampania wyborcza w maju 1989 r.Lech Wałęsa w Hucie Warszawa; kampania wyborcza w maju 1989 r. KRZYSZTOF MILLER /AGENCJA GAZETA

1992 r.: "Nadaje się na wójta w gminie, a nie na głowę państwa"

Kilku czytelników przemyskiego tygodnika "Pogranicze" uznało, że prezydenta Wałęsę należałoby "zdekretynizować". Prokuratura rozpoczęła postępowanie wyjaśniające przeciwko tygodnikowi.

Zaczęło się od tego, że "Pogranicze" zainspirowane wypowiedzią posła Aleksandra Małachowskiego o potrzebie powszechnej dekretynizacji ogłosiło konkurs pod hasłem "Kogo należałoby zdekretynizować w województwie przemyskim". Czytelnicy nie ograniczyli swoich propozycji do województwa. Niektórzy z nich zgłaszali kandydaturę prezydenta Lech Wałęsy.

Argumentowali, że "prezydent sprzeniewierzył się swoim ideałom", "nadaje się na wójta w gminie, a nie na głowę państwa".

Prokuratura w Jarosławiu umorzyła śledztwo, nie dopatrując się znamion przestępstwa.

O prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim

Wybory prezydenckie 2020. W czasie kampanii w 1995 roku Aleksander Kwaśniewski objechał Polskę autobusem wyborczym.Wybory prezydenckie 2020. W czasie kampanii w 1995 roku Aleksander Kwaśniewski objechał Polskę autobusem wyborczym. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

1998 r.: "Ty czerwony komunisto"

Prokuratura oskarżyła młodego mężczyznę Tomasza G., że znieważył prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wyzywając od komunistów i nie tylko. Według prokuratora podczas spotkania głów państw Trójkąta Weimarskiego w 1998 r. na poznańskim Starym Rynku Tomasz G. krzyczał: "ty czerwony komunisto, ty ch..., ty k......". Oskarżony zaprzeczał. - Krzyczałem co innego. "Trójkąt tak, ale w łóżku" - przekonywał. Sąd Rejonowy w Poznaniu uniewinnił go z braku dowodów.

1999 r.: "Największy nierób w Polsce"

Na konferencji prasowej w sierpniu 1999 r. Andrzej Lepper nazwał prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego "największym nierobem w Polsce", wicepremiera Leszka Balcerowicza "bandytą ekonomicznym" i "idiotą ekonomicznym", a wicepremiera Janusza Tomaszewskiego "bandytą". Wypowiedzi te nagrała m.in. gdańska TVP. Prokurator żądał dla Leppera półtora roku pozbawienia wolności. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał polityka na rok i cztery miesiące więzienia bez zawieszenia, stwierdzając, że "dotychczasowa postawa życiowa oskarżonego przejawiająca się lekceważącym stosunkiem do systemu prawnego obowiązującego w Polsce." Ostatecznie Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmienił wyrok na 20 tys. zł grzywny.

O prezydencie Lechu Kaczyńskim

Prezydent Lech Kaczyński Prezydent Lech Kaczyński  Fot. Sławomir Kamiński/AG

2007 r.: "Durnia mamy za prezydenta"

Po ujawnieniu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych b. prezydent Lech Wałęsa powiedział w TVN 24, że "durnia mamy za prezydenta". Według raportu "szczególną odpowiedzialność" za nieprawidłowości w WSI ponoszą prezydenci Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, a także byli szefowie MON i WSI.

Zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa znieważania głowy państwa złożyło do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry dwoje posłów Prawa i Sprawiedliwości. Podobne zawiadomienie wpłynęło także od mieszkańca Piły.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo. Uznała, że wypowiedź Wałęsy była emocjonalna, ale nie znieważająca i nie nosiła cech przestępstwa. Kancelaria Prezydenta RP złożyła zażalenie. Gdy prokuratura go nie uwzględniła, sprawa - na wniosek prezydenta Kaczyńskiego - trafiła do gdańskiego sądu, który miał rozstrzygnąć, czy postąpiła zgodnie z prawem. W 2009 r. sprawa trafiła do Trybunału Konstytucyjnego. Gdański sąd zapytał, czy karanie za obrazę prezydenta nie jest sprzeczne z wolnością słowa?

W 2011 r. TK orzekł, że specjalna ochrona czci prezydenta nie narusza wolności słowa i debaty publicznej, ponieważ chodzi o "znieważenie", a debata publiczna i tak nie powinna polegać na znieważaniu, czyli używaniu obraźliwych słów czy gestów.

Trybunał orzekał w pełnym składzie. Zdanie odrębne - ale nie od wyroku, tylko od uzasadnienia - złożyli wówczas sędziowie Trybunału Stanisław Biernat i Piotr Tuleja.

2008 r.: "Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu?"

Janusz Palikot, wówczas poseł Platformy Obywatelskiej, na swoim blogu zapytał, czy prezydent Lech Kaczyński ma problemy z alkoholem. Dzień później przeprosił głowę państwa, jednak Kancelaria Prezydenta przeprosin posła nie przyjęła i zapowiedziała proces cywilny.

Sprawą z urzędu zajęła się prokuratura, która sprawdzała, czy doszło do znieważenia prezydenta. Ostatecznie śledczy odmówili wszczęcia śledztwa z powodu "braku interesu publicznego w objęciu ściganiem z urzędu występku ściganego z oskarżenia prywatnego".

Ta decyzja nie spodobała się adwokatowi Lecha Kaczyńskiego, który złożył do lubelskiej prokuratury zażalenie na tę decyzję. Chciał, by śledczy rozważyli, czy nie można było wszcząć śledztwa na podstawie innych przepisów (chodziło m.in. o art. 226 kodeksu karnego, który mówi o przestępstwie znieważenia bądź poniżenia organu konstytucyjnego RP). Prokuratura konsekwentnie uznała jednak, że wszystko było w porządku i sprawy Palikotowi wytaczać nie zamierza. Kancelaria złożyła kolejne zażalenie. Sąd rozpatrzył odwołanie i stwierdził, że sprawą domniemanego znieważenia prokuratura powinna się jednak zająć, ale prokuratura umorzyła śledztwo.

O prezydencie Bronisławie Komorowskim

Prezydent Bronisław Komorowski Prezydent Bronisław Komorowski  Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta

2011 r.: "K...as"

W 2007 roku 27-letni mężczyzna napisał program do pozycjonowania stron w internecie: po wpisaniu w wyszukiwarce słowa "kutas" na pierwszym miejscu pojawiała się oficjalna strona prezydenta Polski. Internauta został zatrzymany przez policję, a prokuratura oskarżyła go o znieważenie prezydenta. Akt oskarżenia trafił do sądu, proces rozpoczął się w 2008 roku.

Proces zawieszono. Dwa lata czekano na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w podobnej sprawie: Sąd Okręgowy w Gdańsku rozpatrywał zażalenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego na umorzenie śledztwa dotyczącego znieważenia go w lutym 2007 roku przez Lecha Wałęsę słowami: "durnia mamy za prezydenta". 6 lipca 2011 r. TK orzekł, że przepis przewidujący karę do trzech lat więzienia za publiczne znieważenie prezydenta RP jest zgodny z ustawą zasadniczą.

Po tym orzeczeniu sąd skazał na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na trzy lata mężczyznę.

2011 r.: Antykomor.pl

Robert Frycz został zatrzymany przez ABW w maju 2011 r. jako autor strony internetowej, na której gromadzone były materiały o prezydencie Bronisławie Komorowskim, w tym gry polegające na strzelaniu do jego wizerunku.

Internauci nie kryli oburzenia. Śmiali się z nadgorliwości służb, zamieszczając w sieci m.in. satyryczne obrazki. Prezydent, komentując sprawę, przekonywał, że z akcją ABW nie miał nic wspólnego. Zwrócił uwagę na to, że choć potrafi z dystansem i autoironią podchodzić do satyrycznych materiałów, również na swój temat, warto odróżnić żart od tego, co jest przejawem nienawiści bądź zwykłego chamstwa.

Po zatrzymaniu Frycz na krótko zamknął stronę, ale szybko wznowił jej działalność, umieszczając ją na serwerze w USA.

Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim uznał twórcę AntyKomor.pl za winnego znieważenia prezydenta - skazał go na rok i trzy miesiące ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania 40 godzin prac społecznych miesięcznie. Od tego wyroku odwołali się zarówno Frycz, jak i prokurator.

Sąd Apelacyjny w Łodzi uchylił wyrok, uznając, że nie można mrozić krytyki, a politycy powinni liczyć się z tym, że mogą być obiektem żartów.

2013 r.: "Polską rządzą dwa ruskie cwele"

Legnicki sąd okręgowy zajmował się sprawą blogera Matka Kurka, który w 2012 r. na swoim blogu zamieścił tekst "Polską rządzą dwa ruskie cwele - Tusk i Komorowski".

- Nie potrzeba specjalnej wiedzy, żeby ocenić, że w artykule znajdują się inwektywy i że została przekroczona granica swobodnej krytyki - argumentowała prokurator Danuta Górecka.

Sąd uznał, że znieważył prezydenta, ale warunkowo nie wymierzył blogerowi kary.

2014 r.: "Gorzała z mordercami niewinnych cywilów"

W 2012 r. po raz pierwszy obchodzono Dzień Weteranów Działań poza Granicami Państwa. Prezydent Bronisław Komorowski spotkał się w Poznaniu z pięcioma weteranami rannymi podczas misji w Afganistanie i Iraku.

Pod relacją ze spotkania na internetowym forum poznan.gazeta.pl pojawił się komentarz (pisownia oryginalna): "panie prezydencie - specjalnie z małej litery. Nie życzę sobie, aby za moje podatki finansował sobie łyk alkoholu - vel gorzały z mordercami niewinnych cywilów. Ich miejsce jest na haniebnym śmietniku historii. Należę do większości Polaków wstydzących się za udział naszego kraju w wojnach o wpływy USA w tym regionie. Skoro, jako wcześniej decydent armii polskiej i szef WSI nie był pan w stanie zapobiec udziałowi Polski w tej hańbie, to i teraz, jako prezydent mojego kraju, na którego głosowałam, proszę nie roztrwaniać moich podatków, bo i tak pan i koledzy z PO dostatecznie dużo ich zmarnowaliście!".

Autorką wpisu była Anna Łojewska, działaczka społeczna z Poznania. Sprawą zajęła się prokuratura w Olsztynie, bo tam trafiło zawiadomienie o przestępstwie znieważenia prezydenta RP. 

Śledztwo trwało ponad półtora roku, w końcu prokuratura je umorzyła. Powód: brak znamion przestępstwa. - Zamiarem internautki nie było znieważenie prezydenta, lecz krytyka jego działań - stwierdziła prokuratura.

2015 r.: "To jest gorzej jak Hitler"

Gdy prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o in vitro, słuchacze Radia Maryja mówili na antenie: "Kpią z nas, prawdziwych katolików, on nie jest katolikiem, jemu tylko przykleić wąsa, to jest gorzej jak Hitler", "To rosyjski agent pochodzenia ukraińskiego", a o. Tadeusz Rydzyk dorzucił: "Hitler też miał profesorów i tę machinę zbrodni dokonywali". Prowadzący o. Benedykt Cisoń nie hamował słuchaczy.

Toruńska prokuratura odmówiła śledztwa w sprawie znieważenia prezydenta. "Wypowiedzi każdego z uczestników audycji traktować należy jako wyraz negatywnej, wysoce emocjonalnej oceny uchwalenia ustawy o in vitro i udziału w procesie legislacyjnym tego aktu prawnego prezydenta. Audycja prowadzona była w formie dyskusji, stąd też wypowiedzi poszczególnych uczestników nie mogą być oceniane łącznie. Każda osoba ma prawo do korzystania z wolności wypowiedzi zawierających negatywne oceny zachowań innych osób, w tym polityków" - uzasadniła swoją decyzję prokuratura.

O prezydencie Andrzeju Dudzie

Prezydent Andrzej DudaPrezydent Andrzej Duda Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

2018 r.: "D...a"

Prokuratura oskarżyła szczecinianina o to, że 29 lipca 2018 r. publicznie znieważył prezydenta RP Andrzeja Dudę poprzez wystawione "na ogólny widok słowo wulgarne".

Było to słowa "d...a". Jackowski umieścił je w krótkim wierszu na niewielkiej (ok. 30 na 40 cm) tablicy. Brzmiał on: "Dzisiaj pałac, jutro ciupa, nie prezydent, tylko d...a" (w oryginale słowo nie było wykropkowane).

Jackowski stanął z taką tablicą przy trasie przejazdu prezydenckiej kolumny, gdy Andrzej Duda jechał w odwiedziny do obozu harcerskiego koło Nowego Warpna.

Po zakończeniu protestu do Jackowskiego podszedł policjant i spisał go. Dalej poszło już szybko: przesłuchanie w prokuraturze, zarzut i proces w Sądzie Okręgowym w Szczecinie.

Jackowski nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. - Przeciwstawiam się łamaniu demokracji i konstytucji - argumentował.

Sąd uznał, że choć transparent zawierał słowo obraźliwe, to mieścił się w prawie do krytyki i umorzył sprawę Pawła Jackowskiego.

2018 r.: "Kościółkowe ch..."

Podczas kampanii samorządowej w 2018 r. w Jastrzębiu-Zdroju rozdawano ulotki z napisami: "PiS odebrał podatnikom miliony i dał je dzieciom Grzegorza Matusiaka".

Chodziło o to, że syn posła PiS dostał kierownicze stanowisko w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Na innej ulotce napisano: "Co radny PiS Andrzej Matusiak mówi o ludziach uczęszczających do kościoła? Kościółkowe ch...". Została ona opatrzona zdjęciami radnego oraz klęczących przed ołtarzem Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Andrzeja Dudy wraz z małżonką.

Prokuraturę zawiadomił Matusiak. Janicki zapewniał, że nie miał zamiaru obrażać prezydenta, a obrazki polityków dał wyłącznie w celu wzmocnienia przekazu. - To był tylko wizualny performance - podkreślał.

Prowadząca śledztwo asesor początkowo przedstawiła Janickiemu zarzuty znieważenia prezydenta Dudy oraz zniesławienia Kaczyńskiego, Matusiaka i jego syna, po czym umorzyła postępowanie.

W listopadzie 2020 r. na polecenie Zbigniewa Ziobry prokuratura w Rybniku podjęła prawomocnie umorzone postępowanie. Proces rozpoczął się 1 marca br. w Sądzie Okręgowym w Rybniku.

2020 r.: "Mamy durnia za prezydenta"

Mirosław Iwański w lutym 2020 r. przyszedł na wiec Andrzeja Dudy w Łowiczu z transparentem. Napisał na nim "Mamy durnia za prezydenta", cytując słowa Lecha Wałęsy, który w 2007 roku w programie telewizyjnym powiedział w ten sposób o Lechu Kaczyńskim.

Policja zareagowała bardzo szybko - najpierw zabrała mężczyźnie transparent, a potem go zatrzymała. Ostatecznie prokuratura wszczęła przeciwko niemu postępowanie, oskarżając go o to, że publicznie znieważył prezydenta słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe i ośmieszające.

Sąd Okręgowy w Łodzi uniewinnił Mirosława Iwańskiego, a kosztami procesowymi obciążył skarb państwa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.