Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W mieście, w którym jest więcej aut niż ludzi, trzeba premiować transport zbiorowy, zadbać o miejsce dla rowerzystów, a na piedestale umieścić pieszych. Obecny prezydent to rozumie i podsuwa mieszkańcom małe niespodzianki: wyremontował za szeroką aleję Jana Pawła II, wyremontuje za szeroką Marszałkowską, będą przejazdy rowerowe przy rondzie Dmowskiego i nowoczesny plac "pięciu rogów". Od niedawna mówi się też o przygotowaniu szlaków Północ-Południe dla dwóch kółek wzdłuż Chałubińskiego/alei Niepodległości oraz Marszałkowskiej/Andersa.

To wszystko cieszy, choć jeśli chodzi szlaki rowerowe, to chyba najistotniejszy ciągnie się aż do Piaseczna, czyż nie? Szkoda, że prezydent nie miał odwagi zwęzić Puławskiej od Dolnej do Spacerowej i tam wygospodarować miejsca na cywilizowany przejazd dla rowerzystów, jak również przestrzeń dla pieszych, którzy mają tam w tej chwili do dyspozycji skrawek chodnika. W ramach swojej kampanii wyborczej Rafał Trzaskowski rozmawiał z wyborcami na ławeczce przy dawnym kinie Moskwa - szkoda, że nie przeszedł się chodnikiem na południe. Gdyby musnął go sfrustrowany rowerzysta albo zablokował parkujący samochód, może zmieniłby podejście do sprawy.

Trzeba poświęcić trzeci pas jezdni! Ratusz ocenił, że to dla niego zbyt duże ryzyko wizerunkowe, i schował głowę w piasek. Do tematu w ogóle nie wraca. W efekcie jakaś grupka rowerowych aktywistów proponowała poprowadzenie ścieżki okolicznymi uliczkami. Nie tędy droga!

Jeśli budujemy nową, zrównoważoną transportową hierarchię, to samochody mają zejść nam z drogi, a nie odwrotnie.

Zaniechanie widać też na Trakcie Królewskim. Planowane pasy rowerowe od placu Trzech Krzyży do ronda de Gaulle'a to miły akcent, ale co dalej? Powtarzana w kółko fraza o tym, że "na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu jest uspokojony ruch", to chybiony komunał. Autobusy i taksówki wystarczą, by było niespokojnie. A kiedy od święta ulica zamienia się w deptak, paradoksalnie  nie jest lepiej, gdyż przybywa ludzi, rowerów, deskorolek i hulajnóg i wszyscy jeżdżą, jak chcą.

Zbliżamy się do Wisły. Gdzie chciałby się dostać hipster na swoim rowerze? Oczywiście na Saską Kępę! Niestety, to jedno z najbardziej karkołomnych zadań. Na moście giną ludzie i nic się nie da z tym zrobić. Bo to zabytek, bo to oś transportowa, bo jeżdżą tamtędy 111, 117, 158 i 521... Były nawet pomysły, by kursował tam wahadłowo bus z przyczepą na rowery.

Trzeba być prawdziwym wizjonerem, żeby "zszyć dwa brzegi Wisły".

Ale uważny obserwator wyłowi rozwiązanie... w internecie. Propozycja pochodzi z 2018 roku i nazywa się "ludzki Poniatowski". W skrócie: z torowiska robimy trambuspas, obecny pas wewnętrzny zostawiamy dla samochodów, zewnętrzny dzielimy między rowerzystów a pieszych - powstaje pas dla cyklistów i szerszy chodnik. Prezydent to przeoczył. Miał lepszy pomysł.

Aby "połączyć rzeczy pozornie sprzeczne", "zszyć lewy i prawy brzeg", Rafał Trzaskowski wyciągnął z rękawa dżokera: zbuduje kładkę pieszo-rowerową za 180 mln zł!!!

Gdy myślę o tym moście, to boli mnie mostek. Co on ma łączyć? Brukowany ślimak przy Karowej z brukiem i szynami tramwajowymi na Ząbkowskiej? To jakaś "ścieżka zdrowia" dla rowerzystów?! Jaką funkcję ma pełnić zastawiona autami trzypasmówka na Okrzei?

Może po prostu cortenowska stal tak ładnie wyglądała na wizualizacji o zachodzie słońca, że prezydent zamarzył o kładce niczym urzędnicy obradujący przy Krakowskim Przedmieściu o cichych, elektrycznych autobusach?

Ale na  moście nie będzie wydzielonej przestrzeni dla rowerzystów! Chodzi o efekt Nowego Światu? Że wszyscy "chodzą jak po polu"? Któryś z urzędników stwierdził że, "przestrzeń rowerowa zaburzałaby przestrzeń dla pieszych". To dla kogo jest ta kładka???

Mam jeszcze jedną przykrą wiadomość: ten mostek nie przekroczy nawet Wisłostrady, bo jak mówią urzędnicy, byłby "za wysoko" tudzież "za blisko okien szpitala na Karowej". Jeden ze specjalistów widzi jednak rozwiązanie - pasy przez Wisłostradę! Jeszcze niedawno w ratuszu myślano o przedłużeniu tunelu Wisłostrady, a teraz nastąpił zwrot o 180 stopni: będą budować zebry!

Moim zdaniem najbardziej sensowna lokalizacja kładki tego typu to przedłużenie Ratuszowej. Wycieczka rowerem do zoo z pewnością byłaby atrakcyjna dla wielu warszawskich rodzin, tym bardziej że po praskiej stronie wytyczono już pasy rowerowe. Gdyby istotna część odwiedzających przerzuciła się na rowery, zapewne rozjeżdżanie tamtejszych okolic przez auta zostałoby zminimalizowane.

Przy schowaniu Wybrzeża Helskiego w tunel (aż trudno uwierzyć, że nie było nań pieniędzy!) powstałby rozległy park schodzący nad samą rzekę. Ale może połączenie parku fontann z ogrodem zoologicznym byłoby zbyt logiczne i w swej logice za mało spektakularne? Może most byłby tam krótszy i nie robiłby już takiego wrażenia?

Kaczyński ma swój przekop, Morawiecki wiertło, a Trzaskowski kładkę. Ładną. Ale niestety źle zaprojektowaną, bo niepraktyczną i w złej lokalizacji. Drogą. Z tego, co mówi prezydent stolicy, wynika, że sfinansowaną ostatkiem sił. Jej koszt będzie "rozłożony na raty" na najbliższe trzy-cztery lata! Najbardziej martwi mnie jednak to, co powiedział prezydent w ramach osobistej refleksji: "Ta inwestycja idealnie oddaje wizję Warszawy, w którą wierzę". Jeśli tak, to jako ten, który zagłosował na Rafała Trzaskowskiego, muszę wyznać z przykrością: "Panie Prezydencie, nasze drogi się rozchodzą".

Adam Torbus

Czekamy na listy, opinie, komentarze:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.