Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nigdy nie odważyłam się poprosić Go o rozmowę

Wiadomość o śmierci Adama Zagajewskiego mocno mnie dotknęła, bo znałam Go dobrze z widzenia (mieszkam przy tej samej ulicy) i z czytania oczywiście. Lubiłam sobie wyobrażać, że kiedyś poproszę Go o rozmowę, ale nigdy się nie odważyłam. Z wykształcenia jestem plastykiem, architektem wnętrz po krakowskiej ASP, teraz na emeryturze. Trochę piszę, trochę maluję.

Ten wiersz napisałam dzisiaj rano (22 marca)

Śmierć poety

Poeta nie żyje.

Bezpańskie słowa w popłochu rozsypały się i potoczyły po podłodze, każde w inną stronę.

Co teraz? Koniec wyobrażania sobie, że rozmawiamy i układamy je z namysłem w przegródki pudełek, robimy kolorowe, błyszczące kolekcje. Każdy swoją. Spieramy się, które miejsca są dla nich najbardziej właściwe, jakie sąsiedztwo najpełniej podkreśli ich walor i wagę.

Przepadło.

Czarny kot niespokojnie obwąchuje każde, ostrożnie stąpa między nimi i nieskończenie delikatnie niektórych dotyka. Sprawdza. Może popchnięte potoczą się we właściwym kierunku. Po chwili rezygnuje. Chyba wie, że one bez Pana to chaos.

A my? Nam pozostaje nadzieja na jakiś znak, podpowiedź, wskazówkę stamtąd, coś w rodzaju „Druga strona dla początkujących”.

Anna Ostrowska-Jewuła

Mądry spokój podziwiałem w nim chyba najbardziej

Mam 22 lata, studiuję i  spotykałem się z Nim dwa razy do roku od paru lat. Był dla mnie autorytetem i chyba także Mistrzem.

Zapewne macie państwo już niejedno wspomnienie od wielkich tego świata. Może jednak zainteresuje was parę słów od kogoś z zewnątrz, kto napisał list do AZ jeszcze jako maturzysta i od tego czasu utrzymywał z Nim niecodzienną znajomość.

Ostatni raz widzieliśmy się zeszłym latem. „Z chorobą jest jak z poezją - trzeba do niej podchodzić spokojnie, trochę jak do nieoswojonego konia” - powiedział. Ten mądry spokój podziwiałem chyba w Nim najbardziej. Za Niego i za wiele więcej dziękuję.

A oto wiersz, który Mu zadedykowałem:

Cztery potężne drzewa

Tu, za oknami o zielonych framugach, mieszkała

noblistka, mówił mi Pan. Pamięć umarła, ale żyje

niejedno drzewo, które przecież musi ją wspominać.

Taka rola drzew, i kamieni, i żwirku pod nogami,

i kostki brukowej, wody, mebli, ścian, luster

nieustająco zaskoczonych naszymi spojrzeniami.

Drzewa wielkie, dostojne, my mali - taki banał.

Ale ile pociechy, gdy przypominają nam o tym

i wiąz, i dąb, i jesion, i ten czwarty, którego imienia

nie pamiętam.

Wojtek Wieczorek

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.