Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

13 marca wybrałem się na zakupy do hipermarketu Bi1 w Centrum handlowym M1 w Czeladzi. W tym dniu padł tegoroczny rekord zakażeń Sars-CoV 2. Tymczasem połowa obecnych w centrum klientów paradowała z niezasłoniętym nosem, a co 10 osoba z zupełnie odsłoniętą twarzą. Wśród sprzedawców na wyspach wyglądało to jeszcze gorzej. To pokazuje, gdzie społeczeństwo ma życie i zdrowie współobywateli.

Ale przy tej okazji chciałbym zwrócić państwa uwagę na co innego – na udział policji w rozprzestrzenianiu się zakażeń.

Zapytałem ochronę, czy w centrum pojawiają się patrole policji, nie pojawiają się. Gdyby jednak jacyś policjanci pojawili się podczas mojej godzinnej wizyty w M1, mogliby wystawić około 300 mandatów. Dlaczego nie zadzwoniłem na policję? Bo uczyniłem to już podczas  poprzedniego pobytu w tym miejscu, a wcześniej kilkakrotnie gdzie indziej i doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Przytoczę dwa przykłady:

W listopadzie 2020 r., kiedy robiłem zakupy w sklepie Biedronka w Będzinie, poinformowałem telefonicznie policję o tym, że klienci sklepu nie noszą maseczek. Po kilkunastu minutach do kas podeszła pracownica sklepu z ostrzeżeniem "maseczki na nosy!". Po upływie kolejnych kilku minut zauważyłem funkcjonariuszy opuszczających... zaplecze sklepu.

17 lutego stojąc w kolejce do wyciągu Nowa Osada w Wiśle zaobserwowałem kilkanaście osób ignorujących obowiązek zasłaniania ust i nosa. Wykonałem telefon do tamtejszego komisariatu. Po kilku minutach dwóch pracowników wyciągu zaczęło biegać wzdłuż kolejki ostrzegając, że "policja i sanepid przyjadą". Nie ulega wątpliwości, iż policjanci ostrzegli o swojej interwencji. Dzięki temu mogli zapewne odnotować, że wszystko jest w porządku.

To są sytuacje, które zaobserwowałem osobiście. Jaka jest skala tego zjawiska i jak wysoko sięga przyzwolenie na taką karygodną praktykę, trudno mi ocenić.

To, co robi policja, można określić mianem antyprewencji. Funkcjonariusze stwarzają powszechne poczucie bezkarności.

Tymczasem sytuacja staje się krytyczna. Szpitale tymczasowe wypełniają się po brzegi, brakuje lekarzy,  trwa walka o ludzkie życie. Tymczasem policja nie reagując na ignorowanie przepisów pandemicznych w praktyce przyczynia się do rozprzestrzeniania epidemii.

Proszę nie dać się zwieść obrazkom, na których policjanci wypisują mandaty za brak maseczki. Jest to tzw. prawda ekranu. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Piotr Ufel

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.