Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wiem, że nie jesteście władni mi tego załatwić, ale możecie nagłośnić. Jestem rocznik 1941 i chcę się zaszczepić przeciw COVID. 

A właściwie muszę, bo mam sześcioletnią wnuczkę  w Niemczech i ona zaczyna zapominać mówić po polsku. Wystarczający powód, prawda?

No i czekam już 2 miesiące (Sosnowiec ) i nic. Podobno mogę czekać jaszcze kilka (jeśli doczekam). Jestem babcią dość jeszcze sprawną umysłowo (fizycznie – stosownie do wieku) i wydzwaniam do przychodni, na 989 i nic.

No, ale dość lamentu. Proszę, bo to możecie, pokażcie ten nonsens ze szczepieniami. Że staruszkowie to „sól ziemi” i „ukochany PIS” dba o nich z całych sił (oj, słabiutkie te siły), że już się szczepi 60+.

Wiem, że nie usprawnicie systemu, że nie jesteście fanami tej „dobrej zmiany”, ale piszcie, piszcie, bo tekst czasem trafia pod strzechy.

Ewa z Sosnowca

Nie chce mi się wierzyć, że w żadnej przychodni nie zwalniają się miejsca na szczepienia

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.