Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bezczelna wypowiedź TVP po przegranym procesie z profesorem Wojciechem Sadurskim wymaga natychmiastowego komentarza.

Choć prawo polskie jest dużo mnie kazuistyczne niż prawo anglosaskie, to jednak i w tym wypadku obowiązuje nas precedens sądowy.

W 2005 roku Sąd Najwyższy po dziesięcioletnim procesie między Ryszardem Benderem a Jerzym Urbanem – obaj nie są bohaterami mojego romansu – uznał dopuszczalność określenia Urbana mianem „Goebbelsa Stanu Wojennego“. Tym samym stworzono niekwestionowany wówczas przez nikogo – poza wąskim kręgiem Urbana – precedens prawny.

Przypomnijmy: Urban w trakcie stanu wojennego był pod względem formalnym rzecznikiem rządu, czyli tym samym nie obowiązywały go, jak każdego zresztą rzecznika rządu, zasady obiektywności, które obowiązują zgodnie z ustawami prezesa telewizji publicznej.

W dodatku każdy historyk godny tego miana wie, iż niezależnie od setek kłamstw i agresywnych polemik w obronie reżimu generała Jaruzelskiego Urban, zrywając z taktyką przemilczeń stosowaną nagminnie przez komunistów, paradoksalnie poszerzył obszar wolności w debacie publicznej.

Tak było niezależnie od tego, czy taki był pierwotny zamiar Urbana. Natomiast „wkład“ Jacka Kurskiego do debaty publicznej w Polsce polega dokładnie na efekcie odwrotnym. I stąd najzupełniej prawomocne jest nazwanie TVP w jej programach politycznych telewizją typu goebbelsowskiego.

Prof. dr hab. Sergiusz Michalski, członek PAU

 Czekamy na Wasze komentarze:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.