Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

25 lutego br. Rada Konsultacyjna przy Ogólnopolskim Strajku Kobiet przedstawiła postulaty dotyczące praw osób LGBT żyjących w Polsce. O szczegółach propozycji oraz o życiu osób LGBT+ w Polsce rozmawiamy z Teo Łagowską* i dr Anną Strzałkowską** z zespołu, który przygotował te postulaty.  

Anita Karwowska: Kiedy Rada Konsultacyjna przedstawiała postulaty dotyczące praw osób LGBT+ podczas konferencji w Strajku Kobiet, pierwszą informacją było to, że powstał słownik "Jak mówić i pisać o LGBT?". To dobre pytanie również na początek tej rozmowy.

Anna Strzałkowska: – Polskie społeczeństwo uczy się mówić o osobach LGBT+ i to bardzo potrzebny proces. Język kształtuje naszą rzeczywistość, może być włączający wszystkich i wszystkie, albo przeciwnie – może wykluczać i przyczyniać się do pogłębienia dyskryminacji.

Jak mówić, czego unikać?

Anna Strzałkowska: – Zależy nam, by mówić "osoby homoseksualne", a nie "homoseksualiści" i "homoseksualizm", ponieważ wszelkie "-izmy" wskazują na jakiegoś rodzaju zaburzenia. Chcemy, by używać określeń "osoby transpłciowe" i "korekta płci" zamiast "zmiana płci" lub "uzgodnienie płci", ponieważ tu nie chodzi o zmianę, ale skorygowanie do płci psychologicznej, z którą urodziła się dana osoba.

Organizatorzy Trójmiejskiego Marszu Równości ze Stowarzyszenia Tolerado na rzecz osób LGBT. Od lewej: Anna Strzałkowska, Marta Magott, Nikidem Mrożek, Bogna Listewnik Organizatorzy Trójmiejskiego Marszu Równości ze Stowarzyszenia Tolerado na rzecz osób LGBT. Od lewej: Anna Strzałkowska, Marta Magott, Nikidem Mrożek, Bogna Listewnik  JAN RUSEK

Teo Łagowska: – Bardzo ważne jest dla nas, by po prostu przyjmować, jak osoby chcą się określać. Używamy takich zaimków i końcówek, jakich osoba używa, pytamy się o nie i prosimy o ustawianie ich obok imienia na spotkaniach online. Jeśli czegoś nie wiemy, prosimy o wytłumaczenie, akceptujemy, że można nas poprawić.

Często mówimy „osoby robiące coś” lub „osoby z jakąś cechą”, bo to najprostszy gramatyczny sposób uwzględniania wszystkich. Strajkowi Kobiet zarekomendowaliśmy i zarekomendowałyśmy używanie w odniesieniu do praw reprodukcyjnych określenia „osoby mogące być w ciąży”.

Mówimy "osoby transpłciowe" lub "osoby interpłciowe", a nie "osoby transseksualne" czy "interseksualne", bo to zagadnienie wykraczające poza seksualność.

Zmorą naszego środowiska jest sprowadzanie naszego życia do tego, kto z kim śpi i jaki ma seks. Tym bardziej w takim społeczeństwie jak nasze, w którym powszechna jest obawa przez ekspresją płciową.

Seks jest dla nas ważny i mówimy o nim z otwartością, jednak bardziej zależy nam na tym, by opowiadać o naszej codzienności: o wspólnym gotowaniu zupy, zakupach, wychodzeniu z psem, bo to jest nasze życie.

Jakie skutki ma to, że osoby LGBT postrzega się w Polsce głównie przez sferę seksu?

Teo Łagowska: – Sposobem na dialog, a zależy nam na nim, jest dostrzeżenie podobieństw i rozmowa o rzeczach, które są wspólne. Jeśli sprowadzimy nasze życie do sfery seksu i różnicy w tej kwestii, umknie to, co nas łączy. A przecież w życiu osób heteronormatywnych i LGBT jest takich wspólnych rzeczy co niemiara.

Anna Strzałkowska: – Sprowadzanie mnie do sfery seksualnej jest czystą homofobią. W tym samym toku myślenia mieszczą się stwierdzenia, że osoby LGBT są owładnięte seksem, nie budują trwałych związków, są niestabilne emocjonalnie. Ja jestem dziesięć lat w małżeństwie, wychowujemy syna. Z jednej strony niczym nie różnię się od innych, z drugiej – moja sytuacja społeczna jest znacząco różna od sytuacji heteroseksualnych matek.

Teo Łagowska: – Przez kilkanaście lat funkcjonowałam jako osoba uznawana za heteroseksualną, miałam męża poślubionego w kościele, z tego związku mam już dorosłą córkę.

Kiedy związałam się z kobietą, pod wieloma względami zostałam tą samą osobą co wcześniej, niektóre rzeczy się zmieniły. Moje życie jest dziś znacznie bardziej uporządkowane niż kiedyś.

Nie chcę przez to powiedzieć, że tylko normalsowość i średniość charakteryzuje środowisko LGBT, bo jest też dużo eksploracji nowych tożsamości, jest poliamoria, nie wszystkie osoby są w stałych związkach lub w ogóle chcą związków. Ale przecież to również dzieje się wśród osób heteroseksualnych.

Anna Strzałkowska: – Dlatego sugerujemy, żeby mówić nie o orientacji seksualnej, ale o orientacji psychoseksualnej.

Teo Łagowska: – Od dłuższego czasu zmienia się sposób komunikacji środowiska LGBT. Żądanie nowego języka, od którego zaczęła się nasza rozmowa, wynika ze zmiany naszej narracji.

Wydaje mi się, że jednym z impulsów był post Moniki Pacyfki Tichy, która napisała prowokacyjnie, że jeśli kolorowe marsze równości i manifestowanie naszej różnorodności są niezrozumiałe dla innych i nie do przyjęcia, to może powinniśmy robić „marsze trumien” i zacząć mocno pokazywać krzywdę, która nas spotyka.

Na to nałożyło się aresztowanie Margot, polityczna presja i odczłowieczanie osób LGBT. To wszystko przyniosło zmianę narracji naszego środowiska. Dziś mówiąc o naszych sprawach, kładziemy nacisk na prawa człowieka.

Opowiadamy, jak wygląda życie w Polsce osób pozbawianych tych praw. I to sprawia, że zaczynamy być rozumiani, a nasze starania są postrzegane jako dążenie do tego, by dorównać do reszty społeczeństwa, a nie zdobyć jakieś przywileje.

Inaczej wyglądają też dziś rozmowy w ruchu równościowym. Jeszcze kilka lat temu było mnóstwo dyskusji o tym, jak skutecznie komunikować i w jakiej kolejności układać nasze postulaty. Dominował ton ostrożności, by nikogo nie zrazić.

Teraz nie ma takich rozmów, bo to postępowanie okazało się nieskuteczne. Nie znalazła się partia polityczna, która doprowadziłaby do przyjęcia chociaż jednej ustawy, na której nam zależało.

Anna Strzałkowska: – Ale dokonał się też ogromny krok wstecz. Pamiętam, jak w 2003 r. niszczona była wystawa ze zdjęciami kampanii społecznej "Niech nas zobaczą". Wtedy pierwszy raz osoby LGBT pokazały się publicznie na billboardach w kilku dużych miastach. I niestety mam smutną konstatację, że dziś jesteśmy w sytuacji, w której nie znaleźlibyśmy tęczowej rodziny, która dałaby sobie zrobić zdjęcie i pokazać na billboardzie w dużym mieście. To jest znak czasu.

Teo Łagowska: – Tamta kampania była taka normalsowa: pary stojące obok siebie, niektórzy w "strasznym" geście trzymania się za rękę. I te zdjęcia były niszczone, bo niby brukały polskie świętości. 18 lat później znów jesteśmy w miejscu, gdy na udział w kampanii zdecydują się tylko osoby aktywistyczne.

Ale mamy przecież okładki gazet z parami LGBT, są kampanie społeczne wspierające to środowisko. Pewnie wielu powiedziałoby, że osoby LGBT są dziś bardziej widoczne niż były kiedyś.

Teo Łagowska: – Razem z moim dzieckiem byliśmy na okładce lokalnej "Wyborczej" po atakach na nasze środowisko w czasie kampanii prezydenckiej w zeszłym roku. Ale nie wiem, czy teraz zdecydowałbym się na pokazanie na billboardzie. To ryzykowne.

Anna Strzałkowska: – Mamy ogromne wsparcie od "Wyborczej", ale to tylko wycinek naszej ponurej rzeczywistości. Powtarzane co roku badanie ILGA na temat homofobii wskazuje, że Polska w 2020 r. była najbardziej homofobicznym państwem w Europie.

Sytuacja tęczowych rodzin bardzo się pogorszyła. Gdy dziennikarze proszą nas o pomoc, trudno nam dziś znaleźć chętnych do udzielenia wywiadu.

Na ile polska homofobia jest generacyjna? Rozmawiałam kilka miesięcy temu z reżyserką serialu "Kontrola" Nataszą Parzymies, która stwierdziła, że w pokoleniu dzisiejszych 20-latków coraz mocniejsza jest niezgoda na dzielenie i wartościowanie ludzi.

Anna Strzałkowska: – Młode pokolenie, ale głównie w grupie studentów z dużych miast, w większości odrzuca nienawiść wobec osób LGBT i w ogóle nie pojmuje, że można być homofobem. Nie zdarza mi się spotkać studenta, który nie zna bezpośrednio osoby LGBT, dla nich to naturalny świat. Ale znów – to tylko wycinek naszej rzeczywistości.

Jaka jeszcze jest ta rzeczywistość osób LGBT w Polsce?

Anna Strzałkowska: – Gdy o tym opowiadam, to słyszę czasem kontrargument, że ciężko jest tu nie tylko osobom LGBT, bo przecież atakowane są również inne mniejszości. Nasze monokulturowe społeczeństwo nie lubi różnorodności.

Ale osobom LGBT, szczególnie młodym, jest podwójnie trudno. Kiedy mamy mniejszość etniczną, narodową czy religijną, to dziecko wywodzące się z tej mniejszości jest narażone na wykluczenie ze strony świata zewnętrznego, ma jednak oparcie w rodzinie, takiej samej jak ono.

Osoby LGBT muszą konfrontować się zarówno z wrogością świata, jak i własną rodziną, która rzadko akceptuje ich orientację, próbuje zmusić je do zmiany albo ostentacyjnie okazuje dezaprobatę.

Kto odpowiada za rekordowy poziom polskiej homofobii?

Anna Strzałkowska: – Dziś to przede wszystkim Kościół formuje postawy homofobiczne społeczeństwa. Przeżywam mocno najnowszą informację o abp Tadeuszu Wojdzie, który został mianowany na nowego metropolitę gdańskiego. Myślałam, że po Sławoju Leszku Głódziu nic gorszego nas nie może spotkać, a tu bp Wojda, który w ubiegłym roku wydał decyzję, zgodnie z którą we wszystkich parafiach archidiecezji białostockiej mogły być zbierane podpisy pod projektem ustawy zakazującej organizacji Marszów Równości.

Teo Łagowska: – To, co mówią biskupi jest niestety wciąż ważne, to wyznacza, co się robi i jak się myśli w parafiach w całej Polsce. Postępowanie polskiego Kościoła sprawiło, że nawet już nie zwiedzam budynków kościołów, bo symbole wiary katolickiej stały się dla mnie opresyjne i reaguję na nie psychosomatycznie. Odreagowuję to, tworząc queerową sztukę.

Anna Strzałkowska: – Przypomnę, że w zeszłym roku został wydany dokument Episkopatu w sprawie osób LGBT, którym biskupi odmawiają bycia w Kościele. To stanowisko jest niebezpieczne również dlatego, że zapowiada systemowe wprowadzenie tzw. praktyk reparatywnych, czyli jakichś przychodni przyparafialnych, które będą zmieniały orientację psychoseksualną. W niektórych krajach jest to uznawane za formę tortur i surowo karane.

W postulatach Rady Konsultacyjnej mowa jest o zakazie takich praktyk. Jak często do nich dochodzi?

Teo Łagowska:Polskie Towarzystwo Seksuologiczne i Polskie Towarzystwo Psychologiczne wydały stanowiska przeciwko takim praktykom. Potępiają je WHO, organy ONZ i Parlament Europejski. Tymczasem Kościół w Polsce zapowiada, że będzie nas leczył.

Osoby LGBT wymieniają się kontaktami do sprawdzonych osób prowadzących terapię i leczenie psychiatryczne, aby nie trafić na kogoś, kto będzie chciał "leczyć" naszą orientację. Takich osób jest niestety wiele – ich postępowanie to pochodna uprzedzeń i braku edukacji na temat osób LGBT.

Dziś w programach studiów na kierunkach medycznych i psychologicznych jest góra kilkanaście godzin takich zajęć. Ale kto ma wymagać od szkół i uczelni uwzględnienia tej tematyki w programie? Minister Czarnek, który mówi, że nie jesteśmy równi ludziom "normalnym"?

Postulujecie również zrównanie praw tęczowych rodzin. Jakie zmiany w prawie są potrzebne?

Anna Strzałowska: – Mamy w Polsce ok. 50 tys. takich rodzin. W hierarchii wartości Polaków i polityków zawsze bardzo wysoko ulokowane jest dobro rodziny i dobro dziecka, mówi o tym również konstytucja. Niestety, nie dotyczy to rodzin tęczowych. One pozbawione są jakiejkolwiek ochrony.

Odbieranie praw nam jest odbieraniem praw naszym dzieciom. Dlatego mamy postulat równości małżeńskiej i wprowadzenia związków partnerskich.

Nasze dzieci powinny być uznane przez prawo, m.in. przez możliwość przysposobienia przez partnera/partnerkę. To daje możliwość opieki, odwiedzin w szpitalu – takich sytuacji jest mnóstwo, jak w każdej rodzinie.

Teo Łagowska: – I jeszcze te rozmowy o „zakazie posiadania dziecka”… Jakbyśmy nie byli i były rodzicami, tylko czekały na pozwolenie.

Anna Strzałkowska: – Toczy się dyskusja, czy osoby LGBT mogą mieć dzieci. Tym samym na nas składa się odpowiedzialność za homofobię wobec naszych dzieci. Komunikuje się nam, że to my jesteśmy winni temu, że powołujemy na świat dzieci, które doświadczają wykluczenia ze względu na to, że są w tęczowej rodzinie. To tak, jakby Polakowi w Wielkiej Brytanii powiedzieć, że nie może mieć dziecka, bo narazi się je w ten sposób na dyskryminację ze względu na pochodzenie.

Z czym muszą mierzyć się dzieci z tęczowych rodzin w Polsce?

Anna Strzałkowska: – Trzy lata temu zorganizowaliśmy w Sopocie piknik tęczowych rodzin. Na imprezie było ich ok. 30. Przez trzy godziny byliśmy przetrzymywani przez działaczy „Fundacji PRO – Prawo do życia”, którzy przyszli manifestować przeciwko nam.

Byliśmy w przeszklonym pomieszczeniu, oni stanęli tuż przy szybach, pokazując transparenty o treści: „Nigdy nie będziecie prawdziwą rodziną”, a także „Tacy chcą edukować twoje dzieci. Powstrzymamy ich” ze zdjęciem dwóch nagich mężczyzn niosącą tęczową flagę. Były też okrzyki o „dewiacji” i „obrzydlistwach”, a także o tym, że „pedałów trzeba zap**ć”. Przyjechał prezydent Sopotu, który też został zwyzywany, że ma pedalską fryzurę. Jego interwencja w końcu przyniosła skutek, wydał zarządzenie rozwiązania zgromadzenia. To był ostatni piknik, baliśmy się go powtórzyć.

Teo Łagowska: – A takie imprezy są bardzo potrzebne, żeby nasze dzieci dowiadywały, że nie jesteśmy sami, że są osoby podobne.

Czy rodziny tęczowe trzymają się razem, czy raczej żyją osobno?

Anna Strzałkowska: – Jedyne duże badanie na ten temat: "Rodziny z wyboru w Polsce" pokazywało, że tęczowe rodziny się nie znają. Są bardziej pochowane niż osoby LGBT żyjące samodzielnie i w parach ze względu na dodatkowy strach o dziecko i potrzebę większej ochrony prywatności.

Teraz to się powoli zmienia. Powstała Fundacja Tęczowe Rodziny, której celem jest wsparcie w zakładaniu grup rodzin w różnych miastach. Takie grupy działają już m.in. w Gdańsku, Poznaniu i Warszawie. Ale tabu wciąż jest obecne.

Dzieci to tabu przejmują? Opowiadają rówieśnikom o swoich rodzinach, czy zachowują to dla siebie?

Anna Strzałkowska: – Niestety najczęściej nic nie mówią. Nawet jeśli nie dostają takiego polecenia wprost, to wyczuwają, że taka informacja może je narazić na przykre konsekwencje.

To dramatyczne, bo ukrywanie tożsamości swojej rodziny jest niezwykle szkodliwe dla dziecka. Nabiera wtedy poczucia winy, wstydu i strachu przed ludźmi.

Gdyby nasze państwo było naprawdę zainteresowane wsparciem rodziny i dobrem dziecka, to dawno uregulowałoby już sytuację dzieci z tęczowych rodzin. Ale ważniejsze okazuje się to, by nie odstąpić od wzorca normatywnej rodziny. To, że poświęcamy przy tym dobro dzieci, państwa nie obchodzi.

Teo Łagowska: – Kiedy do kraju przyjeżdża para polska LGBT z dzieckiem i chce dokonać transkrypcji aktu urodzenia, gdzie są wpisane dwie matki, urzędnik odpowiada: takiego czegoś nie ma, bo nie ma odpowiedniej kratki w formularzu. Czyli nasze państwo mówi rodzicom LGBT: nie ma takich rodzin. Dziecko jest więc bezpaństwowcem, nie może skorzystać z opieki zdrowotnej, ani z przedszkola itd.

Podobnie wygląda sprawa dostrzegania potrzeb osób transpłciowych, interpłciowych czy niebinarnych, w kwestiach zdrowotnych czy np. zmiany imienia. Cała upokarzająca polska procedura uzgodnienia płci to sposób, w jaki państwo mówi do osób transpłciowych, że są nieważne, że im nie wierzy, że nie ma na nie miejsca i nie chce tego zmieniać.

Jeśli państwu i urzędowi wolno nas traktować źle, z uprzedzeniami, przemocą i lekceważeniem, to jaki przekaz idzie do obywatelek i obywateli?

Na ile wszystko to, o czym opowiadacie, jest możliwe do wprowadzenia? Co musi się zmienić w Polsce, żeby zmieniło się życie osób LGBT?

Anna Strzałkowska: – Szansę dostrzegam w działaniach samorządów, które zaczynają mierzyć się z problemem nierespektowania praw człowieka w Polsce. Na poziomie krajowym perspektywa zmiany jest odległa.

Teo Łagowska: – Partie, które mają w programie nasze postulaty, mogą obecnie liczyć na kilkuprocentowe poparcie. Dlatego nie mam nadziei na to, że zmianę tak po prostu przyniosą osoby zajmujące się polityką.

To kto?

Teo Łagowska: – Osoby heteronormatywne – wyborcy i wyborczynie. Widzę, że ta kościelno-państwowa nagonka na osoby LGBT spowodowała wzmożenie postaw sojuszniczych z naszym środowiskiem.

Podczas procesu w sprawie tęczowej Maryi w Płocku osoby wierzące, katolickie, nadsyłały do sądu oświadczenia, że obraz nie godzi w ich uczucia religijne. Sędzia zwróciła uwagę na to w uzasadnieniu. Podobnie jak za Margot, kiedy była w areszcie, poręczyły osoby wierzące.

Bardzo czekam na szerszy ruch osób wierzących świeckich, bo jak widać, mają one jakąś sprawczość. Spodziewam się, że zaczną wychodzić z mszy, na których szerzy się nienawiść do bliźniego, spodziewam się stawania koło nas i za nami.

Mówiąc na demonstracjach, zazwyczaj proszę o takie wsparcie i dostrzegam, że to się dzieje, m.in. w ruchu feministycznym czy demokratycznym.

Anna Strzałkowska: – Myślę, że katolicy są teraz w bardzo dużym dysonansie poznawczym. Jestem katoliczką i wiem, że ta nienawiść Kościoła katolickiego wobec osób LGBT jest nie do pogodzenia ze słowami Ewangelii.

Nie da się połączyć miłości Chrystusa, który mówił: "przyjdźcie do mnie wszyscy", z tym odrzuceniem i faktem, że nasz Kościół jest dziś najbardziej homofobiczną instytucją w Polsce, jeśli nie w całej Europie.

W społeczności LGBT jest wiele osób wierzących, oczekujących zmiany w Kościele, tworzymy grupę "Wiara i Tęcza". Mamy wsparcie laikatu. Przypomnę kampanię "Przekażmy sobie znak pokoju" z 2016 r., kiedy środowiska KIK, "Znaku", "Więzi", "Tygodnika Powszechnego" i "Kontaktu" upomniały się o osoby LGBT. To było dla nas bardzo ważne. Czuję, że idzie wiatr odnowy. Coraz więcej wierzących nie akceptuje homofobii hierarchów.

Rozmawiamy tu o wielu ważnych sprawach do załatwienia. Przyznajecie, że partie, które byłyby gotowe w pełni odpowiedzieć na te oczekiwania, mają niewielkie poparcie. Możliwe jednak, że do realizacji postulatów osób LGBT z czasem dojrzeją – przynajmniej w części – partie centrowe, tak jak Platforma Obywatelska po latach zmieniła zdanie w sprawie aborcji i dziś jest za wolnym dostępem do zabiegów do 12. tygodnia ciąży. Gdyby tak się stało, które postulaty powinny zostać zrealizowane w pierwszej kolejności?

Anna Strzałkowska: – Ustawa o uzgodnieniu płci czeka gotowa na przyjęcie. Obecna procedura łamie prawa człowieka. A druga rzecz to równość małżeńska oraz związki partnerskie wraz z przysposobieniem dzieci.

Teo Łagowska: – Dla mnie to bardzo trudne pytanie, bo wszystkie nasze postulaty są równorzędne, wszystkie dotyczą praw człowieka. Przez lata wskazywano nam, że nasze środowisko jest mniejszością, więc i nasze sprawy są mniej ważne.

Nie chcemy więc teraz jeszcze się dzielić wewnątrz naszej społeczności i sprawdzać, czyje sprawy są ważniejsze: tęczowych rodzin, osób transpłciowych, interpłciowych czy tych zmuszanych do terapii konwersyjnych.

O nie, prawa człowieka należą się wszystkim w wersji pełnej, bo wszyscy jesteśmy ludźmi.

***

*Teo Łagowska (ona/on) – wrocławska osoba aktywistyczna, psycholożka komunikacji i performerka polityczna. Działa na pograniczu ruchu równościowego, kłirowej sztuki i lewicowej polityki. Rodzic LGBT, drag king, współzałożyciel wrocławskiego kolektywu performerskiego “Drag King Heroes”, osoba niebinarna agender. Komoderuje pracę grupy LGBT w radzie strajku.

** dr Anna Strzałkowska (ona) – z zawodu psycholożka i socjolożka, nauczycielka akademicka, aktywna działaczka na rzecz praw człowieka. Założycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT+ Tolerado oraz Fundacji Tęczowe Rodziny. Współprzewodnicząca Gdańskiej Rady ds. Równego Traktowania przy Prezydencie Gdańska.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.