Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z danych opublikowanych przez Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiesna” wynika, że w białoruskich więzieniach i koloniach karnych przetrzymywanych jest obecnie 262 więźniów politycznych. Wśród nich znajdują się opozycyjni politycy, dziennikarze niezależnych mediów, aktywiści, pracownicy sztabów niedoszłych kandydatów na urząd prezydenta, wykładowcy, nauczyciele, lekarze, prawnicy, a przede wszystkim – uczestnicy pokojowych protestów. Większość z nich została pozbawiona wolności na skutek represji, za pomocą których Aleksander Łukaszenka stara się zdusić działalność demokratycznej opozycji.

Białoruskie społeczeństwo obywatelskie dąży do tego, by ci, którzy zostali uwięzieni z powodu walki z reżimem, nie pozostali w celach całkiem sami. Oprócz Cichanouskiej z prośbą do osób z całego świata o pisanie listów do więźniów politycznych zwracają się białoruscy aktywiści i obrońcy praw człowieka. „To sygnał dla reżimu, że za murami więzienia pozostają ludzie, którzy uważnie obserwują sytuację i nie godzą się na łamanie praw człowieka”, tłumaczy białoruska dziennikarka Jewgienija Dołgaja, a działacze z Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiesna” dodają: „Każdego dnia budzimy się, odświeżamy Facebooka, odpowiadamy znajomym w komunikatorach, wymieniamy uprzejmości z sąsiadami – już w ciągu jednego ranka mamy masę interakcji ze światem. Więźniowie polityczni przez cały okres odbywania kary kontaktują się ze światem tylko przez adwokata, rzadkie widzenia z rodziną i listy. Takie listy są dla nich ogromnym wsparciem”, tłumaczy Aleś Bialacki, dyrektor Wiesny.

By ułatwić obcokrajowcom więzienną korespondencję, aktywiści stworzyli kilka platform internetowych, za pomocą których każdy może wysłać list wybranej osobie, a często też zapoznać się z jej historią, dowiedzieć się szczegółów jej zatrzymania, a nawet obejrzeć zdjęcie. Jedną z najprostszych w obsłudze dla obcokrajowców i wielokrotnie zweryfikowaną platformą jest serwis „Listy do klateczki” znajdujący się pod adresem www.vkletochku.org. W odróżnieniu od pozostałych stron dostępna jest także w języku angielskim. 

„Otrzymujemy listy w mailach, drukujemy je i wysyłamy, a później, jeśli przychodzi odpowiedź, skanujemy ją i odsyłamy, by umożliwić wymianę korespondencji. To najlepszy sposób dla osób z zagranicy. Listy można pisać też po angielsku, nasi wolontariusze tłumaczą je na rosyjski lub białoruski”, opowiada Jana Gonczarowa, współzałożycielka „Listów do klateczki”.

Michnik pisze do Cichanouskiego

Szanowny Siarhieju Leonidowiczu  

Przyjmij, proszę, pozdrowienia, słowa przyjaźni i otuchy od nieznanego Ci Polaka, który pilnie śledzi Twoje losy.

Wiem, że stoisz przed trudną próbą. Ta próba będzie z pewnością dla Ciebie egzaminem. Znam

egzaminy. Uwierz, że można z takiej próby wyjść zwycięsko.

Życzę Ci zdrowia, siły, dobrego samopoczucia. Wykorzystuj czas na lekturę ciekawych książek. Ja tak robiłem.

Pozdrawiam Cię serdecznie

Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”

(List Adama Michnika przetłumaczymy i wyślemy do Siarhieja Cichanouskiego)

List Adama Michnika do Siarhieja CichanouskiegoList Adama Michnika do Siarhieja Cichanouskiego Fot. Gazeta Wyborcza

Język listu

Z kolei działacze Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiesna” podkreślają, że listy można tłumaczyć na rosyjski lub białoruski nawet przez tłumacza w przeglądarce Google. „Więzień polityczny musi otrzymać list po rosyjsku lub białorusku, ze względu na więzienną cenzurę listy napisane w innych językach nie dotrą”, czytamy na stronie Wiesny. Także i z tego względu nie piszmy listów po polsku.

Ważny jest jednak nie tylko język. Cenzorzy nie przekażą listów, w których omawiane będą tematy polityczne, protesty oraz jakiekolwiek, nawet najbardziej subtelne, nawiązania do nich. Odrzucone mogą zostać też załączone lub cytowane fragmenty literatury czy prasy, w których strażnik dopatrzy się aluzji do białoruskiej sytuacji politycznej. Zdaniem Jewgienji Dołgiej, pisząc list, powinniśmy wyobrazić sobie, że wysyłamy wiadomość do znajomego na czacie, w który wgląd ma także osoba trzecia. Jeśli cokolwiek będzie dla niej niezrozumiałe, usunie liścik, zanim nasz znajomy go przeczyta.

Samocenzura

Ekspertka ds. korespondencyjnej etykiety Tatiana Gładkaja wyjaśnia: „W liście przedstawmy się, napiszmy, dlaczego zdecydowaliśmy się wysłać list, opowiedzmy, co wiemy o osobie, do której piszemy, ale nie zapominajmy o autocenzurze: możemy napisać, że wierzymy w to, co najlepsze, ale nie że w zwycięstwo i nowe wybory. Zadawajmy pytania, wspierajmy, opisujmy naszą codzienność, a nawet sytuacje, które nam, będącym na wolności, mogą wydawać się banalne. Dla osadzonego więźnia nawet śpiew ptaków czy zaobserwowana na podwórku kłótnia kotów to obrazki z innego świata. Nie używajmy słów, które podkreślą tragizm sytuacji. Każdy zdaje sobie z tego sprawę, naszym zadaniem jest wsparcie osoby, która będzie czytać wiadomość od nas”.

Ze swojego doświadczenia wiem, że bardzo ważne jest numerowanie i datowanie listów. Starajmy się też wybierać (listę nazwisk znajdziemy w serwisie „Listy do klateczki”) nie tylko najbardziej znanych więźniów politycznych, w rodzaju Siarhieja Cichanouskiego, Wiktara Babaryki czy Maryi Kalesnikawej. Ze względu na swoją rozpoznawalność i zasługi otrzymują znacznie więcej listów. Warto napisać i do nich, i do nieznanych, anonimowych dla nas osób, które być może nie mają żadnego wsparcia z zewnątrz.

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.