Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Czuły narrator" Olgi Tokarczuk i polemika Romana Kuźniara to zderzenie dwóch, jakże niekompatybilnych, rzeczywistości.

Na jednym biegunie stoi bowiem ważny tekst kultury, niosący nową propozycję intelektualną. Składa się na nią autorski system filozoficzny, pisany z osobistej perspektywy, odległej od zapieczętowanego schematu, autoryzowanego przez naukowe centrum.

Istotę tego systemu stanowi syntetyczna wizja świata, w której to, co nieoczywiste, niemierzalne i nienazwane, jest nie mniej ważne od oczywistego, mierzalnego i nazwanego.

Wymaga ona twórczego otwarcia, przecierania szlaków i horyzontalnego spojrzenia, warunkującego odczytanie nowych sensów i znaczeń, wartości i antywartości, jednostkowego i zbiorowego przeżywania zamkniętego w gestach, kodach i rytuałach.

Drugi biegun sprowadza się do ustalonych paradygmatów i pozostaje mało wymagający wobec tego, co oryginalne i odkrywcze. Jego reprezentant – Roman Kuźniar – nisko ceni fikcję literacką, odmawiając jej walorów naukowych. Z wyżyn swojej akademickości strofuje noblistkę. Każe jej (i nam) widzieć osobno empirię i teorię. Zalegalizowane metody i wyniki badań prowadzone przez ośrodki uniwersyteckie stawia ponad poszukiwanie autorskich koncepcji wyjaśniania świata.

Tymczasem fikcja literacka tak jak utwór literacki może stanowić istotny punkt poszukiwań naukowych.

Pisał o tym Johan Huizinga, wskazując, że życie wprawdzie naśladuje literaturę, ale w końcu to literatura uczy się wszystkiego od życia.

Bronisław Geremek postulował wykorzystanie utworu literackiego jako źródła historycznego. Bez niego będziemy wprawdzie wiedzieć, czego ludzie doświadczali, ale nigdy nie poznamy ich wartości, nadziei i lęków. Na literaturze pięknej, zwłaszcza średniowiecznej, powstało także szereg cennych opracowań w ramach francuskiej szkoły Annales. Literatura jest więc istotnym zwierciadłem przeszłości i teraźniejszości, a tym samym ważnym odnośnikiem badawczym, który nie zasługuje na lekceważenie.

W tym kontekście ostrzeżenie Romana Kuźniara przed wykorzystaniem teorii Olgi Tokarczuk przez ,,niekontrolowane czynniki”, które mogą zagrozić ludzkości, brzmi dość groteskowo. Zwłaszcza że takie czynniki występowały od zawsze. Mało tego będą się pojawiały dalej, bez względu na to, czy "Czuły narrator" zostałby opublikowany czy też nie.

Na szczęście adwersarz noblistki nie ma monopolu na naukową prawdę. Na szczęście są takie indywidualności, które łamią zastane schematy i nie podporządkowują się jedynie słusznym celom. Taką postacią była niewątpliwie Susan Sontag, która z pozycji wolnomyślicielki pozostawiła dziedzictwo, które do dziś inspiruje ludzi nauki. Taką postacią jest też Olga Tokarczuk. Nie mieści się w ramach wszechobecnego pozytywizmu badawczego, w ramach działań wyznaczonych przez poprawne rzemiosło i jego kontynuację.

Nie wiążą jej grantoza, punktoza i oczekiwania recenzentów, od których zależy jej być albo nie być. Niezależność od gremiów i struktur jest warunkiem niezależności intelektualnej.

W takich warunkach rodzą się arcydzieła, które zapewne dłużej będą trwały niż polemiki pisane przez krytyków.

Urszula Świderska-Włodarczyk,

historyk, dr hab., prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.