Jako teoretyk i praktyk rolnictwa, absolwent studiów w zakresie rolnictwa ekologicznego, od blisko piętnastu lat w moim najbliższym otoczeniu staram się promować idee życia zgodnego z naturą - pisze czytelnik.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z wielkim zaciekawieniem przeczytałem polemikę Jacka Hutyry z prof. Agnieszką Wierzbicką odnośnie do hodowli mięsnej, wegetarianizmu i jego kosztów dla środowiska.

Jako teoretyk i praktyk rolnictwa, absolwent studiów w zakresie rolnictwa ekologicznego, od blisko piętnastu lat w moim najbliższym otoczeniu staram się promować idee życia zgodnego z naturą. Czyniłem to, zanim jeszcze pojawiła się moda i celebryci świata eko.

W argumentacji obu stron znajduję dużo niedopowiedzeń i twierdzeń, które wymagają szerszego kontekstu. Chciałbym więc przedstawić kilka argumentów odnośnie do zrównoważonego podejścia do diety człowieka i hodowli mięsnej.

Człowiek zawsze wpływa na środowisko

Po pierwsze, pozbawionym większego sensu jest mówienie, że człowiek wegetariański, niczym ideał witruwiański da Vinci, nie wywiera negatywnego wpływu na środowisko i jest spójny z tym, co głosi. Pełny wegetarianizm oznaczałby znaczne zwiększenie areałów upraw roślin. Oczywiście mogłoby się to odbywać kosztem zmniejszenia produkcji zwierzęcej i przeznaczenie ziemi, na której rosną dziś rośliny paszowe, na uprawę roślin jadalnych dla człowieka. Czym jednak te rośliny byłyby nawożone? W rolnictwie ekologicznym, zrównoważonym, odchody zwierzęce służą do nawożenia ziemi. Zabronione jest stosowanie odchodów ludzkich, więc alternatywa to chemia i wynalazki firm specjalizujących się w produkcji syntetycznych nawozów. Dodatkowo różne gatunki zwierząt mają różne preferencje żywnościowe. Na przykład trawy, tak powszechnie konsumowane przez przeżuwaczy, nie są trawione przez ludzki układ pokarmowy. Tym samym produkcja rolna, ukierunkowana na człowieka, jeszcze bardziej ujednorodniłaby i tak małą różnorodność zasiewów. Zwierzęta potrafią także wyrządzać ogromne szkody (przyznać trzeba, że i korzyści) w uprawach. Wraz z zakazem ich odstrzału mielibyśmy pola ze znacznie ograniczonymi zbiorami. Jeśli ktoś nie widział, co dziki potrafią zrobić na plantacjach, albo jak szpaki oczyszczają drzewa owocowe, nie wie, jak ważne jest zachowanie pewnych granic w ekspansji zwierząt na ludzkie uprawy. Nie łudźmy się także, że w pokojowym świecie, jeśli my damy zwierzętom spokój, to one dadzą go nam. Zasiewy dokonywane przez człowieka to jak stół obfitości dla zwierząt walczących o byt. Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie większej liczby drapieżników, które potrafią utrzymywać populację roślinożerców zagrażających uprawom. Przykłady, że to działa, możemy znaleźć w książce Enrica Sala „Natura natury. Dlaczego potrzebujemy dziczy”. Ale czy rzeczywiście zaakceptowalibyśmy więcej wilków w naszych lasach i czy nie zagrażałoby to ludzkiej obecności w tychże?

Pies je więcej mięsa niż jego pan

Wegetarianizm - tak, ale pozbawiony skrajności. Z pewnością jest to dieta zdrowa i może być stosowana przez wielu ludzi, ale nie powinniśmy uciekać w przesadę, bo to trąci hipokryzją.

Przykładem niech będzie nasza miłość do zwierząt domowych. Czym chcemy wykarmić naszych pupili, jeśli zakażemy produkcji zwierzęcej?

Załóżmy, że przeciętny pies zjada dziennie 400 g mięsa. Oznacza to 146 kg rocznie. W jego 13-letnim życiu byłoby to około 2 ton mięsa.

Podobnie będzie u kotów, mniejszych zwierząt, ale bardziej mięsożernych. Nie znalazłem nigdzie rzetelnej informacji ile na świecie jest psów i kotów, ale jeśli jest to około miliarda, jak podają niektóre źródła, daje to 146 mln ton mięsa rocznie. Być może ta kalkulacja jest nieprecyzyjna, ale myślę, że właściwie oddaje skalę. Gdzie znaleźć taką masę mięsa w naturze? Wegetarianin z 3 psami i 2 kotami zużywa 3-4 razy więcej mięsa niż przeciętny Kowalski, który je parówki na śniadanie, kotleta na obiad i kanapki z szynką na kolację. Według danych GUS z 2018 roku Kowalski zjadał 80,2 kg rocznie, znacznie mniej niż jego pies.

Wegetarianizm jest bardziej odpowiedzialny niż nieskrępowana konsumpcja mięsa

Produkcja zwierzęca na szeroką skalę jest dehumanizująca, drenująca środowisko, niedbająca o zwierzęta.

Każdy, kto przeczyta choćby „Farmagedon. Rzeczywisty koszt taniego mięsa”, z pewnością zastanowi się, czy zasługujemy na ten świat. Wielkie koncerny monopolizują „przemysł mięsny” i nie pozostawiają nam zbyt wielu wyborów, jednocześnie dążąc do maksymalizacji korzyści z przemysłu. Pomaga im prawodawstwo wielu krajów. Dziś produkować wyroby mięsne w Polsce mogą tylko odważni, którzy przedrą się przez zasieki przepisów i ograniczeń. Duzi sobie poradzą. Mięsożercy nie mają racji, mówiąc, że mięso stanowi fundament ludzkiej diety. Może, ale nie musi. W XXI wieku da się je swobodnie zastąpić. Coraz więcej jest także naprawdę dobrych dań wegetariańskich, więc jestem przekonany, że niedługo łatwiej będzie o uniknięcie mięsa w naszej diecie.

A zatem, co robić? Czy wegetarianizm zbawi planetę? Z pewnością nie, ale jest bardziej odpowiedzialny niż nieskrępowana konsumpcja mięsna. Musi tylko uciekać od schizofrenii w zakresie hodowli. Zwierzęta domowe były i nadal są potrzebne.

Pies w mieście to luksus. Jeśli nie chcemy hodowli mięsnej, to powinniśmy ten luksus opodatkować tak wysoko, żeby niewielu mogło sobie na niego pozwolić.

Należałoby także zastanowić się nad bioróżnorodnością naszych upraw oraz jakości ziemi.

Eko przede wszystkim

Jest także alternatywa. Jest nią rolnictwo ekologiczne, w którym ogranicza się możliwości powstania wielkich koncernów. Jeśli nie będzie można hodować więcej niż, na przykład, 100 krów, siłą rzeczy poprawią się warunki ich hodowli i zmniejszy się ich negatywne oddziaływanie na środowisko.

Kiedyś nasze babcie miały przy domach na wsiach kury, czasem kilka świń czy królików i nie sądzę, że odbywało się to dużym kosztem dla środowiska. Człowiek, jedząc rośliny, generuje bardzo dużo odpadów, które mogą być konsumowane przez zwierzęta. Odchody tych zwierząt są znakomitym i naturalnym nawozem, który wzbogaca gleby. Hodując niewiele zwierząt, znamy je (jak w filmie Machulskiego, krowa też może mieć imię) i lepiej traktujemy. Oczywiście mogą się znaleźć tacy, którzy o zwierzęta nie dbają, ale to zawsze będzie mniejszość. Przy naszych domach mamy „pustynie” trawiaste, gdzie owadom trudno się pożywić, a wszelkie nadwyżki roślinne są wyrzucane, gleba zaś się degraduje bez nawozów. Ścinaną trawę wrzucamy do worków, a następnie odbiera ją wyspecjalizowana firma, która wyrzuca ją na wysypisko. Pomijając kwestię worków, w których jest ta trawa, w miejscu, gdzie składujemy tak dużo odpadów z silnie nawożonych ogrodów, będziemy mieli nadmiar azotu i innych składników mineralnych, a co za tym idzie, nawet przy biodegradacji odpadów będziemy niszczyć ziemię.Tak więc powinniśmy wrócić do skali mikro, do odpowiedzialności za najbliższe otoczenie i wspólnoty, w której biorę jajka od sąsiada, a on odbiera ode mnie wysokiej jakości odpady, które daje kurom.

Pewnie kiedyś zaczniemy jeść owady, na razie jest to jednak pieśń przyszłości. A możemy coś zrobić tu i teraz, nie rezygnując z mięsa, ale dbając o jego wysoką jakość.

Marcin Uścinowicz

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    ? Z wielkim zaciekawieniem przeczytałem polemikę Jacka Hutyry z prof. Agnieszką Wierzbicką odnośnie do hodowli mięsnej?
    Artykuł sponsorowany przez hodowców bydła nazywasz ?polemiką??
    Pani profesor (ciekawe kto jej nadal ten tytuł) od lat zajmuje się lobbingiem, i jej działalność z naukąnie ma nic wspólnego.
    Cytuję jej wypowiedź z 2013 roku ?Zwierzę, które jest poddawane ubojowi rytualnemu w bardzo krótkim czasie, traci przytomność jeśli jest obracane o 180 stopni, ono nie wie co się dzieje, ono na krótki czas traci przytomność i następuje ten ostatni moment, wiec bólu nie odczuwa, jeżeli bardzo szybko następuje obrócenie w klatce obrotowej traci przytomność (zwierze), tak jak człowiek, który traci przytomność wówczas bólu nie odczuwa.?
    Pani profesor pracowała wówczas nad projektem ?Optymalizacja produkcji wołowiny?

    Dalej czytam że przeciętny pies zjada dziennie 400 g mięsa? To na poważnie? Mój pies zjada 1 saszetkę mokrego pokarmu dziennie - zawiera ona 24 gramy produktów pochodzenia zwierzęcego (czytaj - odpadów), ale z pewnością nie mięsa. Jest to ponad 20 razy mniej niż 400 g.

    Dziki, które wchodzą w szkodę i koniecznie trzeba do nich strzelać, nie będą tak uciążliwe jeśli myśliwi zaprzestaną je dokarmiać.

    A tzw rolnictwo ekologiczne jest możliwe tylko w przypadku zmniejszenia ludzkiej populacji. Jeśli wszyscy zaczniemy stosować rolnictwo ekologiczne, bez kanibalizmu się nie obejdzie.
    już oceniałe(a)ś
    15
    3
    Już Gomółka mówił: "Chłop jadł kurę, gdy był chory, albo gdy kura była chora".
    @PanStan2
    Chodzi o Władysława Gomułkę czy o Mikołaja Gomółkę?
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    W komentarzach czytam jak ludzie, którzy nigdy ziemi nie uprawiali uważają, że wiedzą lepiej od człowieka, który jest samowystarczalny. Łatwo jest snuć teorie kupując wszystko w sklepie. Nawet jak kupujecie ekologiczną żywność to przy tej liczbie ludzi na świecie jest to fanaberia. Radykalizm jest groźny nawet w słusznej sprawie.
    już oceniałe(a)ś
    8
    3
    Nie doczytałam do końca. Abstrahując od tamtej żałosnej "polemiki", można zacząć zbijać argumenty od pierwszego akapitu.

    Przejście na weganizm (nie wegetarianizm, ale także) zmniejszyłoby totalnie ilość powierzchni potrzebnej do karmienia 200 MILIARDÓW zwierząt ROCZNIE hodowanych na spożycie. Nawet gdyby 3/4 to byłby drób, to błagam. Rośliny dla 50 MILIARDÓW ssaków kontra wyżywienie 8 miliardow ludzi (tak, też ssakow). Nie mówiąc o tym, że gdyby unikać marnowania żywności, potrzbnego nam jedzenia trzeba by produkowac jeszcze mniej.

    Nie chcesz mieć nadmiaru dzika? Nie dokarmiaj na zimę i nie siej coraz więcej kukurydzy, od której dzik się szybciej rozmnaza. Chyba, że kukurydzę siejesz na pasze, to walić logikę.

    Trzymanie w domu drapieżników w postaci psa, kota czy innego pytona to odpowiedzialnosc za te wyhodowane i nie kastrowane (hmm, na wsi chyba nie za bardzo się o to dba, co nie?), a najważniejszym w tym zajmowaniu się domowymi zwierzętami jest ich nie rozmnażanie! Wszystkie zwierzęta jakie się przewinęły w domu to przygarniete, skrobane z asfaltu ofiary ludzkiej głupoty.
    I pies nie je 400g mięsa dziennie, chyba, że umiesz barf albo chcesz go zabić. 150tysiecy polskich bezpanskich psów w schroniskach NA PEWNO nie zjada 400g mięsa dziennie. Psy żrą zbożowe chrupki z domieszką odpadów poprodukcyjnych ubojni.

    Panie, dobierasz sobie argumenty i liczby z czapy. Kurde, może też będę wysyłać listy do GW za każdym razem pisząc na wstępie, że mam z czegoś dyplom.
    @klementynaja
    "psa, kota czy innego pytona to odpowiedzialnosc za te wyhodowane i nie kastrowane (hmm, na wsi chyba nie za bardzo się o to dba, co nie?),"
    Kastracja/sterylizacja kosztuje kilkaset złotych. Wielu osób na to nie stać. Gdyby sterylizacje były dofinansowywane, bardziej dostępne, to i w miastach i na wsiach inaczej by to wyglądało.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @_sparrow_
    Albo jesteś trollem, albo jesteś zbyt głupi/leniwy zeby poszukać prawdziwych informacji na temat kastracji/sterylizacji zwierząt domowych. Bardzo często gminy oferują dopłaty do tych zabiegów, co konczy się tym, ze to koszt rzędu 40zl. Zwierzęta oddane do schroniska, o ile ktoś nie pojawi się po zgubę, są z automatu kastrowane/sterylizowane. Nie spotkałam się też, żeby w 4.-tym największym mieście Polski zabieg kosztował u weta powyżej 200zl, a tematem się dość interesuję, więc dla mnie Twoje twierdzenie zostało wyjęte z tej samej czapy co autora listu.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Jak rozumiem, tekst miał robić wrażenie wyważonego.

    1. Obszar upraw. Pańskie wykształcenie usprawiedliwiałoby założenie, że zna Pan reguły rządzące przepływem materii i energii pomiędzy organizmami. Stałocieplne zwierzęta ponoszą ogromne wydatki energetyczne związane z podtrzymaniem funkcjonowania własnego ciała - jedynie znikomy procent pochłanianego przez nie pokarmu zmienia się w zjadane później przez ludzi tkanki. To dlatego żywienie się mięsem jest tak nieekonomiczne - większość zużywanego do hodowli zwierząt pokarmu roślinnego "znika". Osoba na diecie bezmięsnej potrzebuje o wiele mniejszej powierzchni upraw, niż osoba żywiąca się mięsem. Bardziej ekonomicznie jest samemu zjeść kukurydzę czy soję, niż karmić niż zwierzę na ubój - bo w tym drugim przypadku finalnie uzyskamy mniej pożywienia.
    Niesłusznym jest więc argument, że przejście ludzkości na bezmięsną dietę spowoduje konieczność powiększenia areału upraw. I nawet jeśli nie zjemy siana z łąki, to nie będzie takiej konieczności - wystarczy wyprodukowanymi zbożami, warzywami itd. nie karmić zwierząt, tylko ludzi.
    2. Ładne te zielononóżki na zdjęciu. Też mam takie. Można mieć zwierzęta, korzystać z wytwarzanego przez nie nawozu, ale tych zwierząt nie hodować na gigantyczną skalę, nie hodować w nieludzkich warunkach, nie zabijać i nie zjadać. Nie postuluję, by każdy strzygł trawnik z użyciem królika, chcę jedynie wskazać, że trudno jest nieraz szukać rozwiązań, kiedy zabraknie nieszablonowego myślenia.
    Owszem, istnieje olbrzymi, a nie dostrzegany powszechnie, problem degradacji gleb. Ale odchody z przemysłowej hodowli zwierząt nie są na niego odpowiedzią, tu się zgadzamy. Natomiast pogląd, że powinniśmy za wszelką cenę unikać sztucznych nawozów, stoi w sprzeczności z wiedzą naukową. Szkodliwe jest stosowanie nawozów niezgodnie z zaleceniami. Chcąc rozwiązać problem utraty gleb, trzeba by się skupić raczej na tym, by ich dalej nie niszczyć, chociażby nie zostawić na długie miesiące odsłoniętej gleby, tylko utrzymywać roślinną okrywę, ściółkować, i tak dalej.
    3. Dzikie zwierzęta mogą powodować szkody. U mnie też szpaki zjadają czereśnie na wyścigi. Mamy niepisaną umowę - ludzie jedzą z najniższych gałęzi, ptaki z całej reszty. Sąsiedzi zakrywają drzewa siatkami - czyli da się ochronić te uprawy, nie jest to jakoś szczególnie pracochłonne czy drogie. Widzę w okolicy pola przy lesie ogrodzone pastuchami elektrycznymi. To również nie jest szczególnie drogie rozwiązanie, a zwierzęta trzymają się z daleka. Pod każdym względem jest to lepsze rozwiązanie niż pijacy z bronią. Upada więc argument o zbiorach ograniczanych przez fakt, że zabronimy strzelać do zwierząt.
    4. Wilki nie stanowią zagrożenia dla człowieka. Pełnią niezwykle pożyteczną rolę w ekosystemach leśnych. Czy potrafilibyśmy zaakceptować ich obecność? Owszem, istnieje problem braku wiedzy o wilkach, prowadzący do niechęci do tych zwierząt. Można to rozwiązać dzięki edukacji.
    5. Jeśli posiadanie psów i kotów będzie zagrażać środowisku naturalnemu, należy ograniczać ich liczebność (tak dzieje się w wielu miejscach na świecie i tak powinno być także w Polsce) i wdrażać alternatywne sposoby żywienia. Większość psów i kotów przychodzi na świat w przypadkowy sposób, a nie dlatego, że ktoś na te kociaki i szczeniaki czeka. Trzeba ograniczać to zjawisko, a nie używać jako argumentu do produkcji mięsa. Nota bene, jak już wiele osób tu wspominało, psy jedzące 400g mięsa dziennie to zdecydowana mniejszość. Opisuje Pan realne zjawisko, ale znacząco przekłamuje jego skalę i czyni fałszywe założenia do obliczeń. Nie jest tak, że przejście ludzkości na dietę bezmięsną będzie wiązało się z posiadaniem 5 zwierząt przez każdą osobę. Ale rozumiem - próbował Pan wykazać, że to głównie wege hipokryci wspierają produkcją mięsną, a jedzący po bożemu mięso na każdy posiłek i nie lubiący zwierząt Kowalski bardziej dba o los planety. Pech, że prawdziwe liczby temu przeczą.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    " Pełny wegetarianizm oznaczałby znaczne zwiększenie areałów upraw roślin."

    BZDURA!! areał na pasze dla zwierząt hodowlanych jest dużo większy i w efekcie się to zmniejszy. A na razie jakos ludzkość nie wyginęła od sztucznych nawozów jak również od sztucznych słodzików.

    Rozwiązaniem jest przejście na bezkręgowce, szybki przyrost biomasy bez sterydów i antybiotyków. I można z nich robić zdrowe chipsy i chrupki, jak z krewetek, od których się nie tyje!
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Bardzo trafne. Nie ma możliwości wprowadzenia idealnego świata, gdzie nikt nie będzie zabijać zwierząt, a i zwierzętom nie pozwolimy zabijać innych zwierząt. Słuszny jest postulat opodatkowania psów. Ale Ziemia i ludzkość na niej i tak skazana jest na zagładę :(
    @PaulKosoff
    Kto postuluje "zwierzętom nie pozwolimy zabijać innych zwierząt"? Sprowadzasz to do absurdu, a chodzi tylko o zaprzestanie przemysłowego chowu zwierząt, bo to wykańcza jedyną planetę, jaką mamy do dyspozycji.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Ten człowiek uparcie pisze o wegetarianizmie, jakby się urwał z XIX wieku. Wegetarianizm tak samo opiera się na holocauście zwierząt. Chodzi o WEGANIZM.
    W ogóle wywód odrażający, pozbawiony cienia empatii. To tak jakby bronić pedofilii przez argument, że dzieci miały dobrze, dostawały środki nasenne, nie czuły bólu.
    @lewicy.wolno.wszystko

    wpis jak zbyt pikantne nachos
    trochę za ostro ale trafnie.
    już oceniałe(a)ś
    3
    3
    @lewicy.wolno.wszystko
    Twój pies z głodu chyba najpierw odgryzie ci rękę...
    już oceniałe(a)ś
    3
    2
    @lewicy.wolno.wszystko
    Pedofilia? A może od razu hitlerowiec? Człowiek przedstawia różne, ciekawe aspekty produkcji mięsa, które warto wziąć pod uwagę. Przez takie tępe, doktrynalne dzidy jak ty, niemożliwa staje się jakakolwiek dyskusja.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0