Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam 48 lat, pracuję jako przedstawiciel w branży obróbki skrawaniem. Mam rodzinę, dwójkę dzieci. Od 2016 roku walczę z czerniakiem, teraz jestem w stanie remisji.

9 czerwca 2020 r. otrzymałem ostatnią dawkę chemii. Z powodu sarkoidozy przerwano podawanie leku. Jestem tylko pod obserwacją.

Według rozporządzenia prezesa Rady Ministrów kwalifikuję się na szczepienie w grupie pacjentów z chorobami przewlekłymi.

Od kilku dni, dokładnie od poniedziałku, staram się dowiedzieć na infolinii 989, w jaki sposób otrzymam skierowanie na szczepienie.

Poniedziałek: pani nic nie wie, radzi zadzwonić za kilka dni.

Środa: Dowiaduję się, że skierowanie nie trafi automatycznie na moje IKP, mam się po nie zgłosić do lekarza pierwszego kontaktu.

Telefonuję więc do tegoż lekarza. Pani w rejestracji nic nie wie o tym, że lekarz ma obowiązek wystawić mi takie skierowanie. Zirytowana radzi mi nie przeszkadzać, bo zajmują się szczepieniami covidowymi.

NFZ od grudnia 2016 r. do dzisiaj wydał na moje leczenie 518 tys. zł.

Od marca do czerwca w 2020 r. przebywałem w domu wraz z rodziną jak w oblężonej twierdzy. Wyjście poza teren ogródka tylko raz w tygodniu, ale jak długo pracodawca będzie przymykał oczy na moje słabości.

Szczepionka jest moją jedyną nadzieją na w miarę normalne życie.

Wasz czytelnik

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.