Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest nauczycielką

A więc rozpoczęło się szczepienie nauczycieli. Pedagodzy są zmotywowani i gotowi. Fantastycznie.

To po prostu obowiązek państwa. Nie ma sensu wracać do całego początku akcji szczepienia Polaków: nieudolnej, rozchwianej i coraz bardziej egoistycznej.

Od razu powiedzmy – wszyscy w tej operacji są ważni. Czas liczy ofiary, trzeba się spieszyć. Czy tak się dzieje? Medycy ciągle czekają w kolejkach, seniorzy są ciągle niezaszczepieni. Tymczasem rząd wcześniej zrezygnował z piętnastu milionów szczepionek Moderny. Brakuje dalekowzrocznego planu, na bieżąco, spontanicznie dopisuje się obywateli do list szczepiennych. Efekt: pojawia się coraz więcej  złości i wzajemnych animozji.

A było tyle czasu na sensowny plan. Panowie: Dworczyk, Niedzielski, Morawiecki. My już wam nie wierzymy. 

Chcemy sami wziąć sprawę w swoje ręce. Czy jest problemem dla rządzących zaszczepić w terminie (jak obiecywano) nauczycieli wszystkich etapów edukacyjnych łącznie z personelem żłobków, przedszkoli, skoro uznano, że to placówki oświaty są korytarzem dla koronawirusa?

Dlaczego pracownicy szkół już na wstępie zostali podzieleni ze względu na swój status, choć wszyscy spotykają się z uczniami? Czym różni się kontakt z uczniami i uczennicami niepedagogicznego personelu szkolnego od pedagogicznego?

Nauczyciele szybko docenili wagę szczepień: osobiście, zawodowo i społecznie. Odpowiedzieli na apel lekarzy.  Zadeklarowali uczniom i uczennicom: jesteśmy. Pokazaliśmy solidarność. Rządzących to najwyraźniej zdenerwowało.

Wszystkie społeczeństwa buntują się przeciw restrykcjom, to naturalne. Ale jeśli jest plan, realna rekompensata i decyzje o obostrzeniach poprzedzone są sensownym tłumaczeniem, opór obywateli staje się proporcjonalny do rozsądku. Natomiast w Polsce słyszymy ciągle sarmackie fanfary.

Nauczyciele domagali się spójnej akcji szczepień. Jeśli chcemy podjąć stacjonarny tryb nauki, jeśli to prawda, że wtedy pracujący będą bezpieczniejsi, szczepmy i nie odwlekajmy tego.

Tu przecież chodzi nie o tonę szczepionek do rozdania, tylko spokojne, niepolityczne zaszczepienie społeczeństwa: od najstarszych do młodszych grup wiekowych. A co mamy? Bardzo toporną politykę zdrowotną, przez którą cierpią wszyscy.

Kiedy nauczyciele zdalni wrócą do szkół? A jeśli wkrótce, to już będą zaszczepieni? Przecież zbliżają się egzaminy, wszyscy przedmiotowcy muszą być wręcz nadaktywni, bo poziom w zdalnym nauczaniu spadł o blisko trzydzieści procent. Studenci mają dość, uczniowie mają dość.

Spadła motywacja do nauki, sens, cel edukacji. Mamy  alarm psychologiczno-wychowawczo-poznawczy!

A Ministerstwo Edukacji i Nauki jak mantrę powtarza, że już, lada chwila chcieliby zaproponować stacjonarne nauczanie. Ale najpierw musimy się pozaszczepiać! I tak w kółko.

Podłe jest to skłócanie społeczeństwa, także w dostępie  do szczepionek. Francuski filozof Emile-Auguste Ch. Alain powtarzał: "myśleć to mówić 'nie'" przesądom, nieprawdom, manipulacjom. My – nauczyciele – to wiemy.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.