Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem od lat czytelnikiem, a także stałym prenumeratorem "Gazety Wyborczej", a także innych pism, np. "Tygodnika Powszechnego" i "Polityki".

Z przerażeniem przeczytałem kilkanaście komentarzy prenumeratorów "GW" do wspólnego oświadczenia wolnych mediów i akcji protestacyjnej.

Czyżby niektórzy moi "współobywatele" i "współprenumeratorzy" nie rozumieli, że ta akcja jest podjęta w naszym imieniu i w naszym interesie?

Tego problemu nie można spłycać i odnosić do finansów, twierdząc, że "media protestują w swoim interesie za pieniądze prenumeratorów". To jest jakieś szaleństwo, które, mam nadzieję, stanowi tylko margines wszystkich komentarzy.

Osobiście całkowicie popieram akcję protestacyjną i oczekuję, że powstanie wspólna platforma, na której będzie można podpisać się pod obywatelskim protestem przeciwko niegodziwym projektom rządowym, kopiującym rozwiązania węgierskie, które w krótkim czasie doprowadziły do niemal całkowitego zniszczenia prywatnych, wolnych mediów.

Zgoda, a więc brak obywatelskiego protestu na rządowe plany dotyczące obłożenia haraczem podatkowym "wolnych", prywatnych mediów byłby początkiem zakończenia wywalczonej przy Okrągłym Stole wolności mediów i likwidacji cenzury. Mam nadzieję, że większość naszego społeczeństwa to zrozumie.

Choć dziś jestem emerytem, przez kawał życia byłem zaangażowany w budowę wolnej i bezpiecznej Polski oraz zjednoczonej Europy. Jako poseł na Sejm II kadencji głosowałem za uchwaleniem Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 r., a następnie przez prawie 7 lat, reprezentując Rzeczpospolitą Polską (przy trzykrotnie zmieniających się rządach), jako jej ambasador w Bratysławie - wspierałem naszego południowego sąsiada w przyswojeniu na trwałe euroatlantyckich i europejskich wartości, które dla nas były wywalczoną i przyjętą powszechnie świętością, ale w tym czasie także "chlebem powszednim", na którym bazowała Polska, przy zmieniających się rządach i prezydentach. Aż po dzień dzisiejszy, no może niestety także "wczorajszy"...

Dziś myślę o moich wnukach i prawnukach; - czyżby nasza, w tym "wolnych mediów", walka o wolną i demokratyczną ojczyznę miała być daremna, a my (w tym także starzy i starsi) obywatele RP mielibyśmy się temu biernie przyglądać?

Moja odpowiedź jest stanowcza: Nie! Nie wolno pozwalać na takie "zawracanie kijem" naszej historii, żeby nasze wnuki i prawnuki miały przeżywać "doświadczenia" niszczonej systematycznie w PRL wolności słowa i praw człowieka w latach 50., 60., 70. i 80. ubiegłego wieku.

Mam nadzieję, że na to nie pozwolimy.

Jan Komornicki

W latach 1993-97 poseł II kadencji, w l.1997-2003 ambasador RP w Bratysławie

listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.