Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ogólnopolski Strajk Kobiet zwołał konferencję w piątkowy wieczór, kilka godzin po tym, gdy sąd nie zgodził się na trzy miesiące aresztu dla aktywisty SK Wojciecha B.

Dziś rano mężczyzna w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Śródmieście Północ usłyszał zarzut czynnej napaści na funkcjonariuszy policji oraz kierowania w stosunku do nich gróźb spowodowania uszczerbku na zdrowiu, w celu zmuszenia policjantów do zaniechania wykonywanych przez nich prawnych czynności służbowych. Do zdarzenia miało dojść 29 stycznia, podczas protestu na ul. Marszałkowskiej. Grozi mu za to do 10 lat więzienia.

Według śledczych podczas protestu aktywista miał "zjechać na chodnik i kontynuować jazdę, najeżdżając na interweniujących funkcjonariuszy policji". 

Na przesłuchanie w stołecznej prokuraturze Wojciech B. został przywieziony z Wrocławia.

- Policja postanowiła urządzić show z mojego zatrzymania, zajmowało się tym w sumie 13 policjantów, zanim trafiłem do prokuratury w Warszawie - opowiadał.

Nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. - Wersja prokuratury nie zgadza się z wersją faktyczną. Nie dam się zastraszyć, mam prawo protestować, ma prawo do wolności słowa, będą musieli sfabrykować dowody, żeby mnie zamknąć w więzieniu - mówił. Wyjaśnienia, jakie złożył w prokuraturze, objęte są tajemnicą śledztwa. 

O zarzutach, jakie postawiła jej policja, opowiedziała też Klementyna Suchanow. - Mam dozór policyjny, raz w tygodniu muszę się meldować na Wilczej, nie mogę się pojawiać w odległości mniejszej niż 100 m od budynku TK, ani do niego wchodzić. Mam trzy zarzuty chuligańskie, o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta i zakłócanie miru domowego. Grozi mi do trzech lat więzienia - wyliczała. 

Według Marty Lempart zarzuty karne mogą się pojawiać wobec protestujących coraz częściej. - Zapadła decyzja polityczna w tej sprawie, bo dotychczasowe metody: wzywanie przez policję i próby nakładania mandatów z kodeksu wykroczeń są nieskuteczne. Policja masowo przegrywa te sprawy w sądzie. Sięgnięcie po kodeks karny ma nas przestraszyć - tłumaczyła. 

Sama trzy prokuratorskie zarzuty usłyszała w środę. Pierwszy zarzut dotyczy organizacji protestów związanych z zakazem aborcji. Jest najcięższy - Lempart grozi do ośmiu lat więzienia. Drugi zarzut dotyczy znieważenia policji. Trzeci - pochwalenia niszczenia kościołów. 

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.