Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Protest wobec podatku od reklam płynie z wielu stron i z wielu stron także pokazuje jego możliwe skutki. Czytelniczka przypomina czasy PRL.

Nie chcę, by wszystkie wiadomości znów zaczynały się tak samo

10 lutego 2021 jako żywo przypomniał mi dzień wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

Zimno, głucho, pusto, smutno. A nad tym uczucie jakiegoś nie znikającego i nieprzewidywalnego zagrożenia. Bez wolnych mediów nasza przyszłość jest właśnie nieprzewidywalna i mało obiecująca.

Lata temu uczestniczyłam w szkoleniach dziennikarzy, którzy przyjeżdżali zza wschodniej granicy – z Białorusi oraz z Ukrainy, a nawet z Krymu. Byli zafascynowani, że media mogą być niezależne od władzy, pisać o niej krytycznie, bacznie patrząc na ręce.

Wtedy, w wolnej Polsce, wolne media stanowiły o jakości informacji i budowały naszą obywatelską świadomość. Były owocem ciężkiej pracy ludzi odważnych i nie raz narażonych na szykany w czasach PRL-u. To było jak zaczerpnięcie świeżego powietrza po latach mroku i rzeczywistości kreowanej w mediach rządowych.

Z dzieciństwa dobrze zapamiętałam obrazek – każdy dziennik telewizyjny o godz 19.30 rozpoczynał się od słów: Towarzysz Edward Gierek... A po tym nieustające pasmo sukcesów towarzysza. Były też sukcesy bratniego kraju.

Mnie, kilkuletniemu dziecku, już wtedy wydawało się to ściemą. Wielką ściemą, chociaż wyczuwalną intuicyjnie.

Nie dajmy sobie wmówić, że podatki od reklam publikowanych w niezależnych mediach w Polsce, to prawa rynku i jakiś wzorzec płynący z Unii.

Bo jeśli ulegniemy takim mirażom, wkrótce każde wiadomości będą zaczynały się od słów:

„Towarzysz ....”

Joanna Krawczyk

Prawniczki mówią o niedbałej legislacji i skutkach gospodarczych opłaty od reklam. 

Strumień cudzych pieniędzy

Pomysłodawcy wprowadzenia nowej opłaty od reklam uzasadniają ją potrzebą walki z unikaniem opodatkowania przez cyfrowych gigantów. Niestety, próbując opodatkowywać takie podmioty polski ustawodawca uderza bez zawahania w rodzime media tradycyjne (nadawców telewizyjnych i radiowych oraz wydawców prasy).

Nowa opłata nie jest też podatkiem. Wprowadzenie nowego podatku jest bowiem procedurą złożoną i wymagającą czasu, czym rząd nie chce sobie zawracać głowy. Opłata bowiem jako forma nieregulowana może być zdaniem projektodawców wprowadzona tu i teraz. Pomysł jednak idzie dalej – coś, co zostało nazwane opłatą podlegać miałoby przepisom Ordynacji Podatkowej ze wszystkimi instrumentami ścigania.

Aby uzyskać efekt akceptacji społecznej pomysłodawcy uzasadniają też opłatę potrzebami Narodowego Funduszu Zdrowia w dobie COVID-u. Nikt jednak nie mówi, że opłata pozbawiłaby wiele firm marży, co mogłoby doprowadzić do ich bankructwa i utraty pracy przez tysiące osób zatrudnionych w branży. Nikt nie mówi, że firmy, w które opłaty najbardziej uderzą, płacą w Polsce podatki i kontrybuują do składek społecznych. Nie mam zatem żadnego uzasadnienia, aby właśnie te podmioty kontrybuowały więcej.

Żaden biznes, w tym media, nie powinien być źródłem dodatkowego finansowania podmiotu publicznego, na rzecz działalności którego każdy pracujący obywatel tego kraju co miesiąc odprowadza niemałe składki, w sytuacji, kiedy państwo przestaje sobie radzić.

Szybka i niestety niedbała legislacja nie szuka rozwiązania problemu, a jedynie dąży do doraźnego skierowania strumienia cudzych pieniędzy do miejsca, w którym ich aktualnie potrzeba, nie licząc się z konsekwencjami. Czekamy na ocenę skutków regulacji, choć mamy nadzieję, że ta jednak nigdy nie powstanie.

Agnieszka Wiercińska-Krużewska

partner w kancelarii WKB, Wierciński, Kwieciński, Baehr

Paulina Maślak-Stępnikowska

radca prawny w kancelarii WKB, Wierciński, Kwieciński, Baehr

 Czekamy na listy, opinie, komentarze: listy@wyborcza.pl:

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.