Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pod tekstem o tajnych imprezach prosiliśmy o Wasze listy. Oto odpowiedź Pawła.

Teraz żyję od pierwszego do pierwszego

Swoją przygodę z graniem zacząłem jakieś pięć lat temu. Pieniądze z występów były zawsze dla mnie ważnym uzupełnieniem comiesięcznej pensji. Na co dzień pracuję w publicznej instytucji kultury, więc ta pensja jest niezbyt wysoka.

Przy pierwszym lockdownie jeszcze jakoś dawałem radę, żyłem przede wszystkim z niewielkich oszczędności, później pomogli mi rodzice, teraz żyję od pierwszego do pierwszego.

Trzymam się jakoś dzięki temu, że przeprowadziłem się do tańszego mieszkania, wziąłem dziekankę na uczelni, żeby nie płacić czesnego, a mój ogólny standard życia znacznie się obniżył. Zbliżający się powrót na studia przeraża mnie, bo nie wiem, skąd wziąć kolejne 800 złotych miesięcznie. Zdarza mi się oszukiwać rodziców, że pieniądze, o które proszę, są na leki, tymczasem wydaję je na żywność.

Graniem potrafiłem sobie dorobić i drugą pensję. Te pieniądze przeznaczałem na kupno sprzętu, jakieś drobne przyjemności. Teraz czekam na premię w pracy, żeby kupić odpowiedni kabel audio.

Po wybuchu lockdownu z didżejki przerzuciłem się na wideo. Rzeczywiście wierzyłem, że strimy są przyszłością. Niestety zrobienie czegokolwiek w wideo jest o wiele droższe, a spieniężyć strima nie jest łatwo. Nie wspominając już o mniejszych wpływach. Strimy muzyczne nie działają jak Netflix, a wpływy z nich opierają się na dobrowolnych datkach, więc to zawsze rosyjska ruletka. Przykro mi, ale strimy nie są realną alternatywą dla imprez i twardych stawek, na które się umawiało jeszcze przed graniem.

Didżeje, którzy mówią "sprzeciw", to często osoby, dla których granie na imprezach to przede wszystkim forma spędzania wolnego czasu. Ja na swój sprzęt długo zbierałem i choć na początku kolejne "bukingi" były okazją do zabawy, to bardzo szybko zorientowałem się, że to ważny filar mojego budżetu.

Poza tym wiele osób, które prowadzi krucjatę przeciwko nielegalnym imprezom, prowadzi bogate życie towarzyskie, tylko zamiast chodzić na duże imprezy, odwiedza codziennie znajomych.

Wiem, że bardzo łatwo postrzegać środowisko klubowe jako amalgamat zła oraz cynizmu. Szczególnie teraz w trakcie w epidemii, ale poza "polskimi didżejkami mieszkającymi w Berlinie" jest rzesza artystów, którym rzeczywiście żyje się niełatwo.

Paweł P.

 Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.