Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Krystyną Kacpurą, dyrektorką Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która monitoruje dostęp do legalnej aborcji i pomaga kobietom.

Anita Karwowska: Pani w ogóle sypia?

Krystyna Kacpura: Niesie mnie adrenalina. Od opublikowania uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji cały czas, w dzień i nocą, odbieram telefony od pacjentek, lekarzy i mojego zespołu.

O czym są to rozmowy?

- Zaraz po ogłoszeniu uzasadnienia wyroku wieczorem 27 stycznia, ale jeszcze przed publikacją w Dzienniku Ustaw, dzwoniły przerażone kobiety, które miały wyniki badań prenatalnych wskazujących na ciężkie nieodwracalne wady płodu ze skierowaniem na aborcję. Pytały, czy coś jeszcze można zrobić.

Miałam też telefony bezpośrednio ze szpitala. Zadzwoniła pacjentka, która właśnie tego dnia została przyjęta na oddział, z datą zabiegu wyznaczoną na kolejny dzień.

Zgłaszały się kobiety w czasie aborcji. Bo późna aborcja to nie jest kwestia jednego dnia, ale proces. Najpierw podaje się tabletki, a potem czeka na wywołanie poronienia. Potem oczyszczenie macicy.

Co chcieli wiedzieć lekarze?

- Znaleźli się w pułapce prawno-etycznej. Z jednej strony prawo, które zakazuje aborcji z powodów embriopatologicznych, z drugiej etyka lekarska, która mówi: pomagać, nie szkodzić.

Z punktu medycznego oni wiedzieli, co mają zrobić, ale cała ta sytuacja spowodowała, że zamarli ze strachu i nie byli w stanie podjąć decyzji. Jakby chcieli usłyszeć ode mnie: kończ, w razie czego będziemy cię bronić.

Jeden z lekarzy opowiadał o pacjentce, która dostała ataku szału, nie było z nią kontaktu. Powiedział mi: jeśli jej pomogę, to wyprowadzą mnie w kajdankach ze szpitala na trzy lata. Jeśli jej nie pomogę, stanie się jej coś strasznego.

Co mogła pani na to odpowiedzieć?

- Powiedziałam, by wszystko szczegółowo opisał w dokumentacji medycznej tej pacjentki, wezwał na konsultację psychiatrę, a do samego zabiegu aborcji zapewnił sobie obecność drugiego lekarza. Takich rozmów było tamtej nocy kilka.

W piątek już obowiązywały nowe przepisy. Czy wtedy były jeszcze jakieś okoliczności, które dawały prawo przeprowadzić zabieg aborcji z powodów embriopatologicznych?

- Wyrok już obowiązywał, nawet jeśli my go nie uznajemy. Konsekwencje prawne za jego złamanie byłyby na pewno wyciągnięte. Za wykonanie aborcji niezgodnie z prawem grożą od 28 stycznia trzy lata więzienia. Nie słyszałam o żadnym przypadku, by po tej dacie jakikolwiek lekarz się na to zdecydował.

Krystyna Kacpura, dyrektorka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania RodzinyKrystyna Kacpura, dyrektorka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny ALBERT ZAWADA

Czego pani dzisiaj oczekuje od lekarzy?

- Oczekuję od ginekologów opinii medycznej o zagrożeniach dla zdrowia i życia ciąży z płodem obarczonym ciężkimi i letalnymi wadami. Taka ciąża w niektórych przypadkach jest zagrożeniem dla kobiety, m.in. przepuklina rdzeniowo-mózgowa, brak powłok brzusznych u płodu, bezmózgowie, bezczaszkowie.

Chcę, żeby dotarło do polityków i rządzących, że donoszenie takiej ciąży wpłynie na zdrowie fizyczne i psychiczne kobiet, do czego obecne prawo je zmusza.

Uzasadnienie TK do wyroku jest przedziwne, nie przypomina opinii prawnej, ale jakieś ideologiczne wystąpienie. Mówi np. o tym, że nie można zabijać dzieci, które są tylko trochę inne od innych dzieci. Z medycznego punktu widzenia to bezwartościowe.

Politycy mówią dzisiaj - nie ma całkowitego zakazu, przecież jest przesłanka ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia kobiety.

- Ale to wymaga doprecyzowania. Musimy zmusić polityków do przyjęcia przepisów, które określą lekarzom, co im wolno, z jakiego powodu mogą dokonać legalnej aborcji. Aby nie bali się, że ktoś zakwestionuje ich decyzję.

Co oznacza dla kobiet ten brak doprecyzowania przepisów?

- Sankcje karne dla lekarzy, którzy zdecydują się ratować kobietę przez terminację ciąży, bo bez jasnych przepisów prokurator zawsze może stwierdzić, że dokonał nielegalnej aborcji. A więc zwiększa to nieufność lekarzy do systemu i sprawi, że będą się bać pomagać pacjentkom.

Jak długo zajmuje się pani ochroną praw kobiet?

- Prawie 30 lat.

Czy to, co się wydarzyło za sprawą wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jest dla pani zaskoczeniem?

- Nie przypuszczałam, że znajdziemy się w tym momencie, bo politycy wszystkich opcji uwielbiali pseudokompromis aborcyjny.

Ci, którzy dzisiaj go bronią, przez dwie kadencje nie zrobili nic, żeby przepisy tamtej ustawy antyaborcyjnej były realizowane.

Wściekałam się, że muszę monitorować realizację prawa, które uważałam za złe, ale jednak dające trzy przesłanki do wykonania zabiegu. Doszło do tego, że szpitale, które odmawiały aborcji, radziły pacjentkom kontakt z nami, mówiąc, że na pewno pomożemy.

Czy zagrożone są badania prenatalne?

- Na razie nie ma o tym mowy, ale kobiety się boją. I niestety słusznie, bo według Kai Godek i prawicy są to badania, które służą głównie aborcji, nie wykrywaniu wad w celu ich leczenia.

Większość wad widać już na USG, badania prenatalne i amniopunkcja są ostatecznym potwierdzeniem diagnozy. Czy w przypadku wykrycia bezczaszkowia, cyklopii czy innej nierokującej wady, one w ogóle się o tym dowiedzą? Może wcale nie dostaną skierowania na badania prenatalne, aby lekarz nie miał przez to problemów?

Czy pacjentka, która dowie się o wadach płodu i wyjedzie na aborcję za granicę, może ponieść w Polsce za to odpowiedzialność karną? W jej dokumentacji medycznej będzie informacja o ciąży.

- Zgodnie z prawem kobieta nie odpowiada ani karnie, ani w żaden inny sposób za swoją aborcję. Powtarzam to dziś również kobietom, które przechodzą poronienie.

Nie bójcie się iść do szpitala, każdy lekarz musi wam udzielić pomocy. Nic wam za to nie grozi. Podobnie jak kobietom wykonującym aborcję za granicą.

Ale tego, czy tak zostanie, nie jestem w stanie przewidzieć. Nie wiem, jak jeszcze ta władza zamierza skrzywdzić kobiety.

Co można dziś zrobić w obronie praw kobiet w Polsce? 

- Chcę zapewnić polityków, którzy urządzają dziś kobietom w Polsce życie, że poradzimy sobie. Coraz więcej państw europejskich będzie wykonywało bezpłatną aborcję dla Polek ze względów embriopatologicznych.

Poza tym wracamy z inicjatywą liberalizacji prawa. [Dziś organizacje kobiece i grupa posłanek przedstawią projekt ustawy "Legalna aborcja bez kompromisów", który zapowiadany był w listopadzie.]

Zdajemy sobie sprawę z tego, że w tej sytuacji politycznej nie mamy szans. Ale chcemy potraktować to jako edukację społeczeństwa w temacie prawa do aborcji. Potrzebujemy poparcia dla takiej zmiany, w tej chwili to ok. 60 proc. za legalizacją aborcji. Będziemy rozmawiać ze społeczeństwem.

Zmiana prawa w Irlandii i Argentynie była możliwa po wielkiej kampanii edukacyjnej. Argentyńskiej kampanii towarzyszyło hasło: "Edukacja, żeby wiedzieć, antykoncepcja, żeby się zabezpieczać, i aborcja, żeby mieć wybór". Powinniśmy używać go też w Polsce.

Poza tym społeczeństwu, które przez lata było poddawane ideologizacji, musimy uświadomić, że tu chodzi o zdrowie i życie kobiety, a nie sprawy światopoglądowe. W Argentynie, gdzie w grudniu zalegalizowano przerywanie ciąży, protestujący nieśli ze sobą portret kobiety, która zmarła w czasie ciąży, bo nie ratowano jej życia.

Polki też będą umierać z powodu nowego prawa?

- Mam nadzieję, że nie. To jednak nie Rumunia czasów Nicolae Ceausescu, gdzie kobiety były odcięte od świata, informacji i pomocy. My nie jesteśmy. Rumunki z mojego pokolenia do tej pory nie mogą patrzeć na szydełka i druty, bo mają traumę z czasów, gdy w ten sposób dokonywano zabiegów.

Jeśli jednak stanie się coś chociaż jednej z nas, nie wybaczymy tego polskiemu państwu nigdy. I nie zapomnimy nigdy tego, co zrobiła nam Polska. Musimy walczyć, nawet jeśli da to niewiele. Jesteśmy odpowiedzialne przed następnymi pokoleniami.

Na stronie Federacji www.federa.org.pl zamieszczamy szczegółowe informacje, jak możemy obecnie wspierać kobiety.

Można też do Federacji dzwonić: telefon zaufania działa codziennie w godz. 16.00-20.00 pod numerem: 22 635 93 92, rzetelne informacje i pomoc można też uzyskać, dzwoniąc do inicjatywy Aborcja bez Granic: 22 292 25 97

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.