Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

otrzebuje W szkole zaufania ludzie się nie boją – siebie nawzajem w szczególności. Bo się znają, czasem się lubią, czasem się rozumieją, zawsze się szanują, zawsze próbują zrozumieć. W szkole zaufania nie ma pogardy ani nienawiści, bo nie ma wrogów. Życie bez wrogów nie jest łatwe wbrew pozorom. Wymaga nieustannej interpretacji, empatii, szczególnie dla myślących inaczej. Wymaga akceptacji – dla różnorodności, inności, odmiennych opinii. Wymaga nieulegania stereotypom i podawania w wątpliwość utartych prawd. Wymaga dobrej woli. Szkoła zaufania potrzebuje niestandardowych rozwiązań, bo zaufanie to w polskiej szkole towar deficytowy. Jeśli chcemy taką szkołę mieć, musimy pomyśleć, co w niej zmienić, jakie lęki uśmierzyć, jakie widma odegnać. Na co postawić.

Po pierwsze, na autonomię

Żeby poczuć, że mamy ją naprawdę, musimy pozbyć się lęku przed kontrolą. Autonomię w szkole mogą mieć i nauczyciele, i uczniowie, i rodzice. Tylko muszą pamiętać, że ona kończy się tam, gdzie ich kompetencje. Autonomia to prawo do decydowania – nauczyciele decydują, czego i jak uczą – bo to ich kompetencje, kto wie lepiej, jak uczyć niż nauczyciele? Rodzice zdecydują, czy ich dziecko pójdzie na zajęcia z religii lub wychowania do życia w rodzinie – bo to ich kompetencje, oni wiedzą, co dobre dla dziecka i na co dziecko jest gotowe. Samorząd uczniowski ma prawo formułować opinie, petycje, proponować rozwiązania potrzebne w szkole – bo ma kompetencje, kto zna lepiej potrzeby szkoły niż uczniowie? Przecież szkoła jest dla nich.

Autonomia daje poczucie własnej wartości – bo oznacza, że to, jak działa nasza szkoła, jaką kulturę organizacyjną w niej mamy, jaki model komunikacji i relacji – zależy tylko od nas. To my je tworzymy.

Jeśli nam jest dobrze – to znaczy, że dobrze to sobie wymyśliliśmy, jak źle – to znaczy, że trzeba coś zmienić. I nikt za nas tego nie zrobi.

Nie musimy się bać, bo jesteśmy kompetentni, musimy wiedzieć, co robić. Nie potrzebujemy kontroli – umiemy zarządzać sobą. Również w szkole. W autonomicznej szkole widma kontroli i wyuczonej nieudolności znikają. Tylko autonomiczna szkoła ma sens.

Po drugie, na demokrację

Demokratyczną szkołę tworzą podmioty – nauczyciele, uczniowie, rodzice. Nie wszyscy mogą wszystko, ale wszyscy mogą zabierać głos w sprawach szkoły i mają prawo być wysłuchani.

Czy uczniowie mogą używać tabletów i telefonów na lekcji? Tak – tylko do celów lekcyjnych i za zgodą nauczyciela. A co jeśli rodzic uzna, że to źle? Że trzeba zakazać telefonów w ogóle? Ma prawo zwrócić się z tym do Rady Rodziców. Jeśli Rada ustali wspólne stanowisko w tej sprawie – może je przedłożyć dyrektorowi. On powinien konsultować się z samorządem uczniowskim i wziąć pod uwagę jego zdanie. Następnie w porozumieniu z Radą Pedagogiczną może ustalić, jaka zasada ma obowiązywać.

Tak, to trwa i zabiera czas. Ale jest bezcenne. Wzajemne słuchanie się w szkole – uczniów, rodziców i nauczycieli – wzajemne branie pod uwagę swoich opinii, wspólne wypracowywanie rozwiązań, oczywiście tych, które leżą w kompetencjach poszczególnych podmiotów, jest bezcenne. I czyni szkołę terenem współpracy, a nie walki, podchodów, oszustw czy uników. Tylko szkoła, w której jest współpraca ma sens.

Po trzecie, na rozmowę

W szkole rozmowa jest najważniejsza – nauczyciela z uczniem, rodzica z wychowawcą, dyrektora z nauczycielami. I najważniejsze jest założenie, że zawsze rozmawiają ze sobą ludzie rozumni, których łączy wspólny cel. Dobro dziecka, edukacja na wysokim poziomie, rozwój zainteresowań, wspieranie dziecka z trudnościami – te cele są przewidywalne i powtarzalne. We wszystkich szkołach nauczyciele, uczniowie i rodzice mają mnóstwo problemów. Co zrobić z uczniem, który przeszkadza na lekcjach? A jak sobie poradzić z roszczeniowym rodzicem? A jak z nauczycielem, który ciągle krzyczy i nie słucha uczniów? Jak znaleźć wyjście z tych sytuacji? Jak dotrzeć do ucznia, żeby zrozumiał, że jego zachowanie krzywdzi innych? Jak przekonać rodzica, że dla jego dziecka, pełnego lęków i niewiary w siebie, wysoki poziom nauczania nie jest w tej chwili najważniejszy? Jak sprawić, by nauczyciel zrozumiał, że okazywanie siły i wyższości to nie są dobre metody pracy z uczniami?

Rozmowa czyni cuda, bo ten, kto rozmawia, nie poniża, nie umniejsza znaczenia, nie gardzi. Ten, kto rozmawia, próbuje zrozumieć czyjeś racje, nawet jak się z nimi nie zgadza, szuka argumentów, by wpłynąć na zmianę przekonań, zachowań adwersarza. Do rozmowy potrzebne jest zaufanie i wiara w człowieka.

Bez zaufania i wiary nie ma rozmowy – jest pouczanie, walka, przemoc, manipulacja, gniew, notatki służbowe, może nawet nagrania. Rozmowa jest trudna, wymaga wejścia z rozmówcą w relację, wymaga szczerości, kontaktu, pozytywnego nastawienia. Ale to nie są Himalaje, tego się można uczyć, nad tym można pracować. Trzeba tylko chcieć i widzieć potrzebę. W szkole, w której ludzie rozmawiają ze sobą widmo beznadziejności znika. Tylko taka szkoła ma sens.

Po czwarte, na wolność

W szkole wolno pytać, wolno prosić o radę, wolno dzielić się wątpliwościami. Nauczycielowi, który ma problemy z klasą wolno o tym porozmawiać z kolegą czy z dyrektorem. Oni są po to, żeby poradzić, wesprzeć, znaleźć rozwiązanie. Uczniowi, który ma kłopoty z koncentracją wolno o tym porozmawiać z wychowawcą, pedagogiem. I to tak, żeby mógł poczuć wsparcie, pomoc. W wolnej szkole nie ma miejsca dla widm, bo one są irracjonalne. A wolna szkoła jest rozumna. Wymaga myślenia, decyzji, wyborów. To trudne – robić coś, działać. Ale jak się już zrobi i widać efekty, można poczuć dumę, można mieć poczucie sensu.

Monteskiusz mówił, że wolność nie polega na tym, że się robi co chce. Wolność polega na tym, że się robi to, co się robić powinno. W szkole zaufania nauczyciel powinien dobrze uczyć, powinien być zaangażowany, szukać jak najlepszych sposobów pracy z uczniami. Powinien mieć możliwość doboru form i treści nauczania do realizacji wytyczonych celów edukacyjnych (nie jest do tego potrzebna zbyt szczegółowa podstawa programowa). Powinien mieć swobodę organizacji lekcji i nie musieć poświęcać zbyt dużo czasu na sprawozdawczość, bo ona nie jest najważniejsza – najważniejsze jest dobre przygotowanie do lekcji. To nam wolno.

Inne spojrzenie

Dyrektorka szkoły w Lahti nie rozumiała pytania o to, czy nie obawia się skarg rodziców do władz oświatowych z powodu wyprowadzania małych dzieci na zajęcia terenowe w czasie kilkunastostopniowego mrozu. I czy nie będzie awantury na wywiadówce, że pozwala się dzieciom biegać po schodach, gdzie mogą się uderzyć. Usłyszałam, że jeśli się raz uderzą, to jest szansa, że następnym razem będą uważać. Wywiadówki, czyli spotkania w szkole z rodzicami, są raz w semestrze. Nie ma powodu organizowania ich częściej, preferowany jest kontakt indywidualny rodzica z konkretnym nauczycielem w związku z konkretną sprawą. Władze oświatowe? Tak, są potrzebne, bo wspierają dyrektorów w zarządzaniu szkołami, pomagają znaleźć rozwiązania problemów. Wyobraźmy sobie, że dyrektor szkoły lub nauczyciel idzie do kuratorium z problemem i słyszy: jak możemy ci pomóc?

Dyrektorka szkoły w Lahti nie bała się kontroli, nie znała jej, nie wierzyła, że mogłaby czemuś służyć. To oczywiste, że dobrej szkoły nie robi się ze strachu przed kontrolą, ale z przekonania, że warto coś robić dobrze. Nauczyciele wiedzą, jak to robić, a wiedzą bardziej, gdy im się nie mówi, co mają robić, jak postępować, jak pracować. I gdy wiedzą, że mogą o to zapytać, jak będą mieli wątpliwości.

Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Milton Friedman, mówił, że podstawowym warunkiem odrodzenia się gospodarki jest głęboka reforma oświaty. Ale nie chodziło mu zapewne o likwidację gimnazjów czy zmiany podstaw programowych. Polska szkoła ma dość tego typu reform.

Celem reformy systemu edukacji powinno być budowanie szkoły zaufania. Tego się nie da zadekretować, wprowadzić ukazem, to trzeba wypracować, ale to rządzący muszą otworzyć szansę na zmianę utartych zwyczajów, to oni powinni szkoły motywować do takiej zmiany. Potrzebne nam inne spojrzenie na reformowanie edukacji.

Powinni dać szkołom autonomię, przestać je kontrolować planowo, wyznaczyć standardy pracy szkoły i wspierać w ich osiąganiu. Powinni promować demokratyczne zachowania – dyskusję, pisanie petycji, przestrzeganie prawa, może powołanie przez samorządy rzeczników praw ucznia w szkołach.

Polska szkoła potrzebuje wolności. Polska szkoła potrzebuje autonomii. Polska szkoła potrzebuje demokracji. Polska szkoła potrzebuje rozmowy. Polska szkoła potrzebuje zaufania. Po pierwsze, władz. Po drugie, obywateli.

Czekamy na Wasze listy, komentarze, opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.