Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pracuję w szkole podstawowej w Warszawie. Nie dotyczy mnie nauczanie zdalne, bo terapię prowadzę na terenie szkoły dla wszystkich klas. Ale sytuacja uczniów i kadry pedagogicznej w czasie pandemii żywo mnie interesuje.

Ostatnio wróble ćwierkają o powrocie do szkół uczniów z klas ósmych i maturzystów. Świetnie - to jest bardzo potrzebne. Pomyślałam jednak - choć nie jestem dyrektorem - jak to zorganizować w szkołach, w których jest 700-1000 uczniów?

Wielu nauczycieli prowadzi zajęcia w klasach na różnych poziomach. Przy nauczaniu stacjonarnym nie ma z tym problemu (nauczyciel przechodzi z klasy do klasy), przy zdalnym też nie, bo godzina po godzinie spotyka się z kolejną klasą online.

Gdy wrócą uczniowie ósmych klas, wrócą i nauczyciele... Ale oni za 45 minut mogą mieć lekcję zdalną w klasie siódmej czy szóstej i co mają zrobić?

Dojechać do domu raczej nie zdążą w 10 minut. Prowadzić zajęcia ze szkoły? Raczej nie znajdą wolnej sali, bo ósmoklasiści mają inne lekcje (przynajmniej 3-4 sale zajęte).

Dodatkowo maluchy w kolejnych salach i ci uczniowie, którzy nie mogą logować się z domu i okupują w pojedynkę dodatkowe sale - w jednej piątoklasista ma matematykę, a w sali obok inny - historię, dwóch czwartoklasistów analizuje budowę rośliny...

Niektórzy szczęściarze będą mogli uczestniczyć w lekcji online i jednocześnie patrzeć, jak nauczyciel ją prowadzi, siedząc obok. Nauczyciel, który nie da rady dojechać do domu, może jeszcze prowadzić lekcję z wykorzystaniem własnego smartfona, siedząc na korytarzu. Ale korytarze są tylko dwa (bo na parterze kręcą się maluchy), a nauczycieli więcej. To może szatnia albo gabinet dyrektora, który cichutko będzie pracował, a do godziny 11 może stołówka szkolna lub inne ciche pomieszczenie, o którym nie wspomnę? Nie oceniam jakości takich lekcji.

Można też zmienić plan lekcji i wtedy albo ósmoklasiści i ich nauczyciele będą przychodzić do szkoły po 16 i mieć lekcje do 22, albo trochę młodsi uczniowie z klas IV-VII będą mieli lekcje poprzetykane okienkami przez cały dzień, a nauczyciel będzie pracował z przerwami od 7 do 22.

To jest perspektywa nauczyciela, który pracuje w jednej szkole, a przecież wielu (po likwidacji gimnazjów) pracuje w co najmniej dwóch. Wtedy będzie jeszcze lepsza zabawa.

Ewa Górecka-Król

pedagog terapeuta

Czekamy na Wasze listy, opinie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.