Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na karę aresztu Paweł Kasprzak został skazany wyrokiem nakazowym za przejście przez jezdnię (ul. Górnośląska w Warszawie) w miejscu niedozwolonym podczas powrotu z zabezpieczanej przed duże siły policyjne demonstracji w obronie Sądu Najwyższego 8 grudnia 2017 r.

"Zarzut był absurdalny na poziomie faktów, skoro wszystkie oznaczone przejścia w promieniu kilkuset metrów ode mnie były w tym czasie zablokowane przez policję" – argumentował opozycjonista w oświadczeniu opublikowanym przed odbyciem kary.

Kara zamieniła się w areszt, bo, jak mówi lider Obywateli RP, sam wymusił taki bieg zdarzeń.

Najpierw odmówił przyjęcia mandatu w wysokości 50 zł, sprawa została więc skierowania do sądu. Tam wyrokiem nakazowym (na posiedzeniu bez udziału w stron) w styczniu 2020 r. sąd ukarał Kasprzaka 300 zł grzywny i 100 zł kosztów sądowych.

Działacz opozycji celowo tego nie zapłacił, sąd zamienił mu więc sankcję na karę ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 godzin, co też Kasprzak zignorował. Efektem tego był wyrok sądu z grudnia 2020 r., w którym zamienił karę na 48 godzin aresztu.

– Tak będzie teraz za każdym razem. Każda z licznych interwencji policji, których doświadczam, skończy się w areszcie. Chcę powiedzieć sędziom, którzy orzekają w trybie nakazowym, że to nie są drobne sprawy. Gdy policja regularnie działa przeciwko obywatelskiej wolności do zgromadzeń publicznych, wy, sędziowie, stajecie się przedłużeniem policyjnego państwa. Takim, jakim były kolegia orzekające w PRL. Przeciw temu protestuję. Dwa dni to żaden dramat. Ale idę siedzieć będąc niewinnym, nie mając procesu – mówił już Siedlcach.

 

Jak napisało OKO.Press, Kasprzak każdego tygodnia dostaje po kilka pism dotyczących postępowań policji, prokuratury i sądów w jego sprawie. W toku jest kilkadziesiąt spraw związanych z jego udziałem w demonstracjach, które policja uznaje za nielegalne. Dopóki chodził na rozprawy, poza jednym wyjątkiem, zawsze był uniewinniany. Sąd wymierzył mu karę jedynie za przeklinanie na kontrmiesięcznicy 10 marca 2017.

Współzałożyciel Obywateli RP spędził dwa dni w areszcie na Białołęce

W zeszłym tygodniu dwa dni spędził w areszcie również współzałożyciel Obywateli RP Tadeusz Jakrzewski.

Aktywista został zatrzymany 20 stycznia wieczorem podczas protestów Strajku Kobiet w centrum Warszawy i zabrany na komisariat policji przy ul. Wilczej. Tam usłyszał zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej policjanta i znieważenia policjanta. – Dowiedziałem się również, że jestem poszukiwany w związku z wyrokiem nakazowym Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim – opowiada "Wyborczej".

Chodziło o niezapłacony mandat 100 zł wypisany przez policję podczas protestu przeciwko Marszowi Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce trzy lata temu (aktywiści usiedli na drodze, próbując w ten sposób blokować marsz). Jakrzewski również zignorował nakaz prac społecznych, pozostał więc areszt.

– Z komisariatu na Kruczej przewieźli mnie na "dołek" do Pałacu Mostowskich [siedziba Komendy Stołecznej Policji], stamtąd następnego dnia rano do Zakładu Karnego w Białołęce – opowiada Jakrzewski. Dodaje:

Po przekroczeniu bram aresztu czułem się człowiekiem innej kategorii. Z wyjątkiem jednej funkcjonariuszki wszyscy zwracali się do mnie na "ty". Z racji tego, że zostałem ściągnięty z ulicy, nie miałem przy sobie własnych rzeczy. Dostałem więc przybory toaletowe, bieliznę, pościel. Noc spędziłem w czteroosobowej celi, na górnym łóżku. Godzinę byłem na spacerniaku.

Zapowiada, że w przypadku kolejnych wyroków nakazowych również gotowy jest pójść do aresztu. – Będziemy protestować w ten sposób przeciwko tej formie karania obywateli – podkreśla.

W zeszłym roku działająca przy ruchu Obywatele RP ObyPomoc wystosowała do Rzecznika Praw Obywatelskich pismo w sprawie nadużywania trybu nakazowego w sprawach dotyczących zagadnień związanych z wolnością zgromadzeń publicznych. W odpowiedzi RPO napisał, że należałoby postulować wprowadzenie przepisu, który ograniczałby możliwość zastosowania trybu nakazowego w sprawach, w których główny materiał dowodowy stanowią zeznania funkcjonariuszy policji kwestionowane przez obwinionego.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.