Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Refleksje po tekście Jędrzeja Dudkiewicza "Szczepionka będzie jednocześnie lekiem na wirusa oraz trucizną dla życia społecznego".

Trudno polemizować z pana słowami, że niemoralne jest szukanie dostępu poza kolejnością do limitowanych dóbr, wykorzystywanie znajomości czy uprzywilejowanej pozycji. Nie jestem jednak pewien, czy próba naprawy sytuacji powinna się zaczynać od tak grubej sprawy jak szczepienia przeciwko koronawirusowi.

W tekście napisał pan, zastanawiając się nad hipotetycznym rozwojem sytuacji: "(…) powiedziały głośno nie. Poinformowały o całej sprawie opinię publiczną”. Załóżmy, że tak się stało, i rozpatrzmy dwa możliwe scenariusze.

Szczepionki poszłyby do śmieci

Pierwszy scenariusz zakłada, że następnego dnia ukazuje się informacja WUM, że uniwersytet musiał zutylizować kilkanaście-kilkadziesiąt dawek szczepionki. Komunikat zawiera również informacje, że osoby, które poproszono o przyjęcie dawek, w ostatniej chwili odmówiły. Czy w notkach prasowych (raczej w sążnistych artykułach) podziwiano by moralne postawy celebrytów? Felietoniści skupiliby się na złej organizacji szczepień?

Uważam, że strumień pomyj wylany na te osoby byłby jeszcze większy, a np. w "Wyborczej" mielibyśmy artykuł mówiący, że celebryci nie mieli moralnego prawa odmówić i doprowadzić do wyrzucenia do śmieci deficytowego dobra.

Woda na młyn antyszczepionkowców

Scenariusz drugi ma mniejszy wpływ na postrzeganie celebrytów, ale sieje większe spustoszenie w społeczeństwie. Załóżmy, że po poinformowaniu o całej sprawie opinii publicznej w mediach społecznościowych pokazują się natychmiast komentarze dowodzące, że odmowa była spowodowana tym, że „elity wiedzą” o „prawdziwych” danych na temat szkodliwości szczepionki, że nie chcą być sterowani przez „szczepionkowe chipy”. Dołączają do tych głosów komentarze celebrytów antyszczepionkowców, które stwierdzają, że oni też dostali zaproszenie i odmówili, bo to zagrożenie życia. Kula śniegowa się toczy. Argumentacja jest nie do obalenia: przecież wiadomo, że gdyby szczepienie miało jakąś wartość, to w Polsce nikt by po znajomości nie odmówił, że elita wie więcej, tylko ściemnia dla dobra spisku.

Można jeszcze połączyć oba scenariusze razem. Wtedy ci, który uważają szczepionkę za dobro, przywalają celebrytom za wyniosłą postawę, a ci, którzy uważają za zło, używają tego jako koronnego dowodu na prawdomówność. Ogólnie sytuacja patowa.

Chyba że ma pan jakiś pomysł na rozwiązanie takich sytuacji bez wcześniejszego uwrażliwienia społeczeństwa na zachowania moralne.

Michał Gwiżdż

Odpowiedź autora tekstu

Wydaje mi się, że najlepszą opcją rozwiązania takiej sytuacji byłoby, gdyby celebryci głośno powiedzieli "nie" i jednocześnie wskazali, że należy w pierwszej kolejności szczepić pracowników ochrony zdrowia albo osoby pracujące lub przebywające w domach pomocy społecznej. Jednocześnie powinni równie głośno powiedzieć, że jak najbardziej popierają szczepienia i sami zaszczepią się w pierwszym możliwym terminie, ale wtedy, kiedy przyjdzie ich kolej.

Tymczasem, po pierwsze, z raportu WUM wynika, że nie dopełniono starań, by zaszczepić personel uczelni, który miał pierwszeństwo (jeśli nikogo nie było „pod ręką”, można było – ponownie – wpaść na pomysł, by odezwać się do DPS, a nie znajomych celebrytów). Po drugie, wystarczy posłuchać Marii Seweryn, która wpierw wyparła się szczepienia, potem powiedziała: „a, czyli jednak się wydało”, gdy dziennikarz ją przycisnął, a potem stwierdziła, że wydawało jej się, że „jest specjalna pula szczepionek dla aktorów”.

Dziękuję za ciekawy i kulturalny głos w sprawie mojego tekstu i pozdrawiam serdecznie

Jędrzej Dudkiewicz

Czekamy na komentarze: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.