Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Usłyszałem ten tekst w pańskim wykonaniu, ale przecież wiem, że niekoniecznie pan go wymyślił. Wszyscy zdyscyplinowani członkowie waszej Zjednoczonej Partii zgodnie z ustaleniem i poleceniem jej Biura Politycznego jednolitym chórem powtarzają tę samą brednię. Bezwstydnie. Ale kto by tam u was zawracał sobie głowę wstydem. Otóż postanowione zostało w waszym kierownictwie, że dacie zgodnie odpór prowokacyjnym pytaniom o waszą opinię na temat napadu fanatycznego tłumu na Kapitol w Waszyngtonie (pierwsze takie wydarzenie w historii Stanów Zjednoczonych, jeśli nie liczyć spalenia budowli przez Anglików w 1814 roku). Otóż macie porównywać to wydarzenie do „równie karygodnego” incydentu w naszym parlamencie, do okupowania mównicy sejmowej przez opozycję (2016 rok) co spowodowało konieczność przeniesienia obrad do Sali Kolumnowej, gdzie już swobodnie mogliście sobie uchwalać, co chcecie, bez posłów opozycji.

Ja taką wypowiedź naprawdę usłyszałem. W osłupieniu. Cóż, wciąż jeszcze jesteście w stanie zaskoczyć absurdem. Przypomnę. Wzburzenie posłów opozycji i ich demonstracyjne zachowanie spowodowała nieuzasadniona i bezsensowna, kolejna już po wielu podobnych, reakcja marszałka Sejmu, pana Kuchcińskiego, który ukarał posła Szczerbę karą finansową za użycie grzecznego zwrotu, który przypomnę: „Panie marszałku, muzyka łagodzi obyczaje”. No i stało się to, co się stało, co wydarza się w wielu parlamentach na świecie, także europejskich (w Rzymie nieraz posłowie zachowywali się podobnie, w Londynie, sam widziałem, rzucających w siebie kulami ze zgniecionego papieru etc, etc.). To są wydarzenia, które można nazwać nagannymi – choć wspomniane wyżej zdarzenie w naszym parlamencie należałoby, opisując je, zacząć od nagannego zachowania marszałka – ale tyczą wewnętrznych sporów wewnątrz parlamentu, gdzie wszyscy adwersarze mają prawo tam przebywać.

Otóż porównanie tego do bandyckiego napadu rozwścieczonej tłuszczy, która napierając, niszczyła wszystko, co po drodze, zabijając ludzi, powtórzę, porównanie tych zdarzeń przez pana i resztę posłusznych funkcjonariuszy PiS-u, u człowieka normalnie myślącego, takiego jak ja, po prostu nie chce się pomieścić w głowie.

Dawno temu, przy okazji montowania sprawy „dziadka z Wehrmachtu”, padło powiedzenie, które, można powiedzieć, przeszło do historii: „ciemny lud to kupi”. Stało się ono jakby waszym mottem. Jego autor dumny jest pewno, że zajmuje jakby miejsce sławnego, nazistowskiego ministra propagandy. Oczywiście mocno się myli. Doktor Goebbels rzeczywiście należał do kształtujących politykę Trzeciej Rzeszy, gdy tymczasem Jacek Kurski jest tylko sługą-wykonawcą woli samotnika mizantropa z Żoliborza. Zaiste trzeba trwać w jakimś kompletnym zapamiętaniu, żywiąc zupełnie fałszywe wyobrażenie o stanie umysłów współobywateli, by potraktować ich (czyli nas) jak kompletnych idiotów, którzy zgodzą się z pańskim porównaniem hekatomby na Wzgórzu Kapitolińskim w Waszyngtonie z incydentem w sali plenarnej naszego Sejmu.

Ja wiem, że trudno wam przeżyć szok upadku waszego idola, to znaczy druzgocącej przegranej w absolutnie uczciwych wyborach, na rzecz człowieka, któremu przyjdzie z trudem odbudowywać etos Stanów Zjednoczonych, kraju wolności i demokracji, po tym jak ten wasz idol, utalentowany demagog, patologiczny narcyz, niezdolny do zaakceptowania jakiejkolwiek porażki, zrobił, co w jego złej mocy, aby co się tylko dało, zniszczyć. Cóż, podobny w tym do was. Może dlatego tak wam bliski. Jedyny, jak wam się wydawało, prawdziwy, wielki sojusznik. Pozostał już tylko ten mniejszy, Viktor Orban, przyjaciel Putina. Premier małych Węgier cynicznie manipulujący znacznie większym partnerem – Polską.

Donald Trump żył i żyje jakby odklejony od rzeczywiście istniejącego świata z jego dzisiejszymi problemami. Karmił swych fanatycznych zwolenników kłamstwami, które chłonęli w zachwycie.Co znaczy „Make America great again!” . Co znaczy „znów”? Jak dawniej? Istnieje czas przeszły, teraźniejszy i przyszły. Ani Ameryka nie może być „znów” jak kiedyś, ani Polska.

Rozsądni wiedzą, że dwa i dwa to cztery. Jemu i wam wychodzą liczby, jakie chcecie.

Człowiek o rozbuchanym ego rozparty w fotelu, siedzący w Gabinecie Owalnym w Białym Domu. Takim go zapamiętamy. Ze zgiętym w pół, obok, naszym prezydentem. Ten samiec alfa, handlarz, showman i – jak mu się wydaje – wizjoner, podjudzając tłumy, uparcie kłamiąc im o sfałszowanych wyborach i nawołując do marszu na stolicę – doprowadził do zbrodni. Odpowie za to. Pomyślcie o tym.

 Stanisław Brejdygant – ur. w 1936 r., aktor, reżyser, scenarzysta, pisarz i dramaturg.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.