Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest adwokatem, działa w inicjatywie  #WolneSądy

W sytuacjach ekstraordynaryjnych włodarze państwa mają jak najbardziej prawo ograniczyć nasze prawa. Tyle tylko, że zgodnie z zasadą legalizmu mogą to robić wyłącznie na podstawie i w granicach prawa. Tymczasem ekipa rządząca naszym krajem, kierując się wyłącznie kalkulacją polityczną i własnym interesem, postanowiła od samego początku pandemii postawić na głowie ramy ustrojowe przygotowane na taką sytuację. To spowodowało, nadal powoduje i będzie skutkować w przyszłości, niewyobrażalnym chaosem prawnym, ogromną skalą nadużyć państwa działającego ewidentnie wbrew przepisom oraz w konsekwencji wielkimi, liczonymi w miliardach odszkodowaniami, które zapłaci skarb państwa, czyli my – podatnicy.

Twórcy konstytucji z 1997 roku przewidzieli w niej trzy stany nadzwyczajne, odpowiadające sytuacjom absolutnie wyjątkowym. Pandemia, z którą borykamy się już niemal od roku, z pewnością taką nadzwyczajną okolicznością jest. No bo jeśli nie, to co nią jest?

Oczywiście w realiach, w jakich znajduje się Polska i świat, każdy demokratyczny, myślący odpowiedzialnie, racjonalnie oraz kategoriami propaństwowymi rząd wprowadziłby przewidziany w art. 228 konstytucji stan klęski żywiołowej. Powoduje on bowiem z jednej strony pewne istotne ograniczenia dla władzy, ale z drugiej pozwala jej całkowicie zgodnie z prawem wprowadzać restrykcje, które są konieczne, aby należycie zarządzać sytuacją kryzysową. Tak to zostało właśnie wymyślone przez projektodawców ustawy zasadniczej. Jako umowa społeczna, która pozwala rządzącym i obywatelom wspólnie i solidarnie, ale w zgodzie z regułami, przejść przez trudny czas.

W stanie nadzwyczajnym nie można jednak przeprowadzać wyborów, na których ekipie PiS bardzo zależało, więc stanu klęski żywiołowej nie wprowadzili, wykręcając się jakimiś nonsensownymi, pozbawionymi racji argumentami. A potem, po przeprowadzeniu na siłę elekcji swojego prezydenta, najwyraźniej zauważyli, że rządzenie w chaosie, bez ustalonych reguł, jest im na rękę. Więc tak już zostało. Funkcjonujemy zatem jako państwo w stanie permanentnej konstytucyjnej dysfunkcji, która wpływa bardzo negatywnie na wszystkie sfery naszego życia oraz umożliwia rządzenie w stylu dyktatorskim, pod przykrywką potrzeb wynikających z epidemii.

Jedną z tych sfer, niezwykle ważną dla gospodarki państwa, jest prywatny biznes, który za sprawą rządowego bezprawia i braku jakiegokolwiek realnego, systemowego wsparcia, doprowadzony został na skraj rozpaczy i upadku. Pamiętamy, jak na początku pandemii wicepremier Gowin opowiadał nam, że wprowadzenie konstytucyjnego stanu nadzwyczajnego byłoby niekorzystne z uwagi na konieczność wypłaty przez państwo – w tym na rzecz przedsiębiorców – wielkich odszkodowań, na co nie możemy sobie pozwolić.

A jak jest naprawdę? No więc po kolei. Otóż wdrożenie przez rząd stanu klęski żywiołowej powoduje wejście w życie zapisów odpowiednich ustaw z 2002 roku, które określają precyzyjnie zasady działania organów władzy oraz zakres ograniczeń praw i wolności obywatelskich w takim czasie, a także reguły wyrównywania strat majątkowych wynikających z restrykcji w czasie stanu nadzwyczajnego. Wszystko pod kontrolą, z zachowaniem rozsądku i poszanowaniem równowagi stron w takiej trudnej sytuacji. Przepisy te przewidują, że państwo może w zgodzie z konstytucją wprowadzić ograniczenia lub zakazy m.in. w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej, ale także, że każdemu, kto poniósł w związku z ograniczeniami szkodę majątkową, przysługuje odszkodowanie od skarbu państwa. Zakres tych roszczeń jest ograniczony do rzeczywistej straty (damnum emergens), z wyłączeniem możliwości dochodzenia utraconych korzyści (lucrum cessans). Do tego przysługuje szybka ścieżka administracyjna w zakresie otrzymania odszkodowania. Prosty wniosek do wojewody, decyzja najdalej w trzy miesiące i po 30 dniach wypłata. Niezadowoleni z wysokości mogą złożyć powództwo do sądu i tam dochodzić wyższej kwoty.

System ten przewiduje więc fair kontrakt z obywatelami. Państwo wprowadza legalnie konieczne restrykcje, a obywatele, w tym biznesmeni, otrzymują sprawnie odszkodowania, choć w istotnie ograniczonej wysokości, co także chroni interesy skarbu.

Zaniechawszy wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, ekipa rządowa wszelkie zakazy i ograniczenia wprowadziła nielegalnie. Rozporządzenia Rady Ministrów, konferencje prasowe czy apele premiera nie są źródłem prawa mogącym w konstytucyjny sposób sankcjonować wolność prowadzenia działalności gospodarczej czy swobodę zgromadzeń lub przemieszczania się. Można to zrobić tylko ustawą i to w sytuacjach bardzo restrykcyjnie określonych w konstytucji, proporcjonalnie do zamierzonych celów i w taki sposób, aby nie godzić w istotę ograniczanych praw i wolności. Taką właśnie sytuacją, uzasadniającą systemowo obostrzenia, jest stan nadzwyczajny. Ustawa zasadnicza jest bardzo ostrożna w szafowaniu uprawnieniami dla rządzących, co służy zdecydowanie naszej ochronie. Po to, aby władza nie mogła tego robić dowolnie.

W zaistniałej sytuacji prywatni przedsiębiorcy pozbawieni możliwości prowadzenia działalności, w sposób naruszający podstawowe standardy konstytucyjne, a ponadto pozbawieni możliwości dochodzenia należnego im w pełni odszkodowania lub jakiejkolwiek realnej rekompensaty umożliwiającej choćby głodowe przetrwanie (nie mówmy o niepoważnych jednorazowych wypłatach 5 tys. złotych), już z końcem lata ubiegłego roku zapowiedzieli masowe wystąpienia do sądów powszechnych o zasądzenie odszkodowań na zasadach ogólnych prawa cywilnego, biorąc za podstawę art. 417 kodeksu cywilnego, który stanowi, że za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność skarb państwa. Nielegalnie wprowadzone obostrzenia i zakazy to właśnie niezgodne z prawem wykonywanie władzy publicznej. Szkoda przedsiębiorców – oczywista. I co się wtedy dzieje? Jak reaguje władza? Otóż premier Morawiecki składa natychmiast do podległego całkowicie obozowi rządzącemu tzw. Trybunału Konstytucyjnego wniosek o uznanie za niekonstytucyjny owego art. 417 k.c. Premier nie chce, aby o odpowiedzialności skarbu państwa mógł decydować samodzielnie niezależny od władzy sąd powszechny, zanim o niezgodności rządowego rozporządzenia wprowadzającego zakazy z konstytucją nie zdecyduje marionetkowy Trybunał. W oczywisty sposób „orzeczenie” TK ma zablokować poszkodowanym przedsiębiorcom drogę do otrzymania odszkodowań zasadnych w sytuacji bezprawnego zamknięcia na klucz całej gospodarki. Szczyt impertynencji. Nie wprowadzić stanu nadzwyczajnego umożliwiającego normalne dochodzenie ograniczonych kwotowo odszkodowań, a jak biznes chce upomnieć się o słuszne prawa w sądzie, to próbuje się im zamknąć drogę instrumentalnym wykorzystaniem organu, który w teorii służyć przecież ma ochronie praw obywatelskich przed zaborczymi zakusami władzy. Do takiej sytuacji doprowadziło niszczenie podstaw państwa prawa.

Zupełnie nie należy się więc dziwić prowadzącym działalność gospodarczą, że próbują ratować swoją egzystencję, korzystając ze swoich konstytucyjnych uprawnień. Zostali potraktowani jak wrogowie, więc albo kreatywnie szukają dróg wyjścia z impasu – vide kwiaciarnia na środku lodowiska etc., albo po prostu otwierają swoje biznesy wbrew nielegalnym zakazom.

Do tego występują do sądów o odszkodowania nie zważając na zabieg premiera z Trybunałem. Sądy bowiem mogą uznać ewentualny „wyrok” TK będący po myśli władzy (blokujący roszczenia) za nieistniejący (sententia non existens), z uwagi chociażby na dublerów i bezprawnie powołaną prezes w składzie.

Mamy już pierwsze wyroki sądów potwierdzające, że to przedsiębiorcy, a nie rząd, mają rację. Mamy do czynienia z ewidentnym judykacyjnym napiętnowaniem wadliwego, pozakonstytucyjnego sposobu zamrożenia gospodarki. A tak nie może się dziać w demokratycznym państwie prawnym. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu uchylił karę 10 tys. złotych nałożoną przez sanepid na fryzjera, który uruchomił swój zakład pomimo rządowego zakazu. WSA uznał, że rozporządzenie zakazujące funkcjonowania zakładów fryzjerskich zostało wydane na podstawie ustawy służącej zapobieganiu chorób zakaźnych, co nie pozwalało rządowi na skuteczny i całkowity zakaz prowadzenia działalności. Niezależnie więc od oceny, czy obostrzenia są słuszne z epidemicznego punktu widzenia, Rada Ministrów, policja i sanepid działają nielegalnie piętnując przedsiębiorców.

WSA w Warszawie z kolei jednoznacznie stwierdził, że inny zakaz wydany przez władzę, czyli obowiązek zakrywania nosa i ust, wprowadzony drogą rozporządzenia, jest sprzeczny ze standardami i normami przewidzianymi przez ustawę zasadniczą. Sprawa nie dotyczy tym razem działalności gospodarczej, ale mechanizm jest dokładnie ten sam. Konstytucyjne prawa i wolności są ograniczane wbrew prawu.

Ruszyły też pełną para pozwy zbiorowe przeciwko skarbowi państwa. Jak donoszą media, złożyli je przedstawiciele branży turystycznej i właściciele siłowni, a w kolejce są już prowadzący dyskoteki i kluby nocne.

Rządzący nagrabili sobie arogancją i bezprawiem wobec prywatnej gospodarki i przelali chyba czarę goryczy. To, co prawnicy zapowiadali już na początku pandemii, kiedy władza nie chciała wprowadzić stanu klęski żywiołowej i w sposób ustrojowy uregulować problemu, stało się faktem. Przedsiębiorcy są wściekli i nie należy się im dziwić.

Przez nieodpowiedzialnych zarządców naszego państwa podatnicy zapłacą teraz wysoką cenę w formie odszkodowań skarbu państwa dla biznesu. A to potężna armia kilku milionów ludzi. I ich insurekcja dopiero się zaczyna. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się na Podhalu, gdzie powstała inicjatywa Góralskie Veto, w ramach której tamtejszy biznes hotelarski i turystyczny zapowiedział otworzenie kwater i wyciągów narciarskich po 17 stycznia. Obserwując obławy policji i sanepidu w reakcji na otwieranie lokali można dojść do wniosku, że władza zamiast pójść po rozum do głowy i zdecydować się na konstytucyjne rozwiązania, postanowiła postawić na swoim i iść z przedsiębiorcami na konfrontację.

 Piszcie, komentujecie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.