Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest wiceprzewodniczącą Komitetu Obrony Demokracji

Co jakiś czas słyszymy, że KOD umarł, poniósł porażkę, jest cieniem samego siebie. To trochę boli, ale nie ma znaczenia.

Organizacja właśnie obchodziła piąte urodziny, żyje swoim życiem, przechodzi kolejne stadia rozwoju i jest dzisiaj dokładnie w tym miejscu, w którym powinna być.

Przeszliśmy poważne kryzysy - frustrację i poczucie porażki po euforii wielkich demonstracji, które nie osiągnęły natychmiastowego celu, ogromny kryzys wizerunkowy, mocny podział wewnętrzny zakończony gwałtownym odejściem wielu działaczy, naszych przyjaciół - a mimo to jesteśmy.

Gdy zgasły światła reflektorów i zamilkły telefony z zaproszeniami do "Faktów po Faktach" czy na sesję zdjęciową na okładkę "GW" – zaczęliśmy budować struktury, doskonalić wewnętrzną demokrację, procedury i transparentność i - co może najważniejsze - współpracować i budować relacje z innymi środowiskami, grupami, organizacjami.

Dzisiaj mamy ponad 8 tys. członków, 16 regionów i niemal sto grup lokalnych, 20 biur w całej Polsce, całkowicie wolontariackie statutowe władze wszelkiego szczebla. Mamy zdolność błyskawicznej mobilizacji – w ciągu kilku dni jesteśmy w stanie postawić demonstracje w ponad 200 miejscowościach w całej Polsce.

Albo zorganizować akcje pisania maili do parlamentarzystów. Jeżeli gdzieś w Polsce jest pikieta czy demonstracja - najprawdopodobniej ją współorganizowaliśmy, a jeszcze pewniej w niej uczestniczyliśmy. W okresach kampanii wyborczych nasza aktywność na rzecz frekwencji i prodemokratycznych kandydatów jest codzienna. Nasz sztandarowy projekt Obywatelska Kontrola Wyborów zgromadził w ostatnich wyborach 4 tys. wolontariuszy obserwujących wybory. W regionach toczy się bardzo intensywne, oddolne życie dostosowane do lokalnych potrzeb. Często spieramy się, czy wykluczenie komunikacyjne, likwidacja szkoły, wycinka drzew to sprawa KOD? Uważam, że tak, ponieważ na takich przykładach pokazać można moc sprawczą obywateli, a co więcej, związek tych spraw z politycznymi wyborami. Dzisiejsza siła KOD to obok zdolności mobilizacyjnej elastyczność i zdolność do tworzenia sojuszy.

Rozumiemy, że Polska potrzebuje nowej wizji państwa, dlatego wspieramy debatę jako podstawową formułę współpracy.

W listopadzie zaprosiliśmy do wspólnego stołu dwóch najważniejszych kandydatów na prezydenta Polski (Rafał Trzaskowski, Szymon Hołownia), liderkę kobiecych protestów (Marta Lempart), lewicową wicemarszałkinię Senatu (Gabriela Morawska-Stanecka), szefa Zielonych (Wojciech Kubalewski) i lidera Obywateli RP, ulicznika (Paweł Kasprzak). Przygotowujemy kolejne spotkanie.

Czy popełniliśmy błędy? Wiele. I właśnie świadomość błędów i zrozumienie źródeł kryzysów są naszą siłą.

Wymienię trzy lekcje, które nas kształtują i budują przyszłość organizacji.

Lekcja pierwsza ma związek z początkiem organizacji. Gwałtowny wzrost, intensywna działalność, komunikacja na Facebooku stworzyły specyficzną rzeczywistość, w której trudno o namysł czy pogłębioną debatę, a łatwo o oskarżenia. Organizacja działała pod ogromną presją czasu i oczekiwań, siłą rzeczy nie było miejsca na niuanse i pluralizm, dominowało raczej oczekiwanie jednomyślności.

Nie udało się więc stworzyć szerokiej platformy z różnymi frakcjami, działacze z innym nastawieniem, pomysłem, wizją musieli odejść i zakładać własne formacje.

Dzisiaj wiemy, że różnorodność jest wartością, odmienne opinie nie są zagrożeniem, a umiejętność przyjmowania krytyki ważną cechą liderów. Uczymy się od innych, szanujemy ich odmienność i współtworzymy sieć prodemokratycznych środowisk. Nie ma sensu licytować się na odwagę, determinację, poświęcenie – każda bowiem forma działania jest potrzebna i ma sens. Frakcyjność ożywia organizacje, a różnorodność postaw – w tym oferty politycznej – stymuluje rozwój.

Wiem, że brzmi to banalnie, ale doprawdy jest to trudna do przyswojenia lekcja w polskim życiu społeczno-politycznym. Zbyt często obserwujemy opisany przez prof. Andrzeja Rycharda mechanizm selekcji liderów: „Tą selekcją rządzi taka oto prawidłowość, że grupa skupiona wokół lidera partyjnego ścina głowy, które wyrastają ponad średnią. Przez co, nawiasem mówiąc, poziom samej średniej również się obniża”.

Lekcja druga uświadomiła nam, że pokonanie PiS nie wystarczy. W przerwie między protestami rozejrzeliśmy się wokół i zobaczyliśmy krajobraz, którego większość z nas się nie spodziewała. Dramatycznie niski kapitał społeczny, w tym stowarzyszeniowy (zaledwie 12 proc. mieszkańców Polski w wieku 16 lat i więcej jest członkami świeckich organizacji pozarządowych lub odczuwa przynależność do nich), niemal najniższe w Europie zaufanie społeczne, słabą wiedzę o demokracji i jej instytucjach, brak szacunku dla wspólnego dobra, żenujący poziom debaty publicznej i powszechną niechęć do partii politycznych (najniższy wśród instytucji poziom zaufania, płytka struktura - wszystkie partie w Polsce mają tylko 241 tys. członków, co nie sprzyja żywej debacie, rozwojowi, konkurencji).

Zobaczyliśmy demokrację bez demokratów.

Może więc cierpliwe budowanie idei społeczeństwa obywatelskiego, edukacja demokratyczna są równie ważne jak walka na ulicznej barykadzie? Dojrzałe obywatelsko społeczeństwo jest mniej podatne na manipulacje, fałszywe obietnice, teorie spiskowe i mądrze korzysta z demokratycznych narzędzi. Dojrzali obywatele pokonają imperium.

Organizacja o rozbudowanych strukturach może podjąć się takiego zadania.

Lokalne struktury KOD mają ogromną wartość, jeżeli uświadomimy sobie charakter społecznego zaufania w naszym kraju. Prawie 46 proc. badanych (w wieku 16 lat i więcej) deklaruje brak zaufania wobec osób nieznajomych. Instytucje (poza strażą pożarną) też nie cieszą się zaufaniem.

Polacy ufają rodzinie i sąsiadom, ewentualnie kolegom z pracy, co zwiększa szanse edukacji społecznej na lokalnym poziomie. Szczególnie na tzw. PiS-owskich terenach jak ściana wschodnia czy Podhale.

Temu służą PIKOD-y (punkty informacyjne KOD), czyli rozdająca ulotki czy materiały edukacyjne grupa aktywistów, z którymi można porozmawiać czy się posprzeczać. Przy okazji dowiadujemy się sporo o sobie: czy potrafimy argumentować, jak radzimy sobie w stresie? PIKOD-y podobnie jak nasz nowy projekt: „300 spotkań wiejskich KOD” wstrzymała pandemia.

Lekcja trzecia - chyba najtrudniejsza - zrozumieliśmy, że przed nami długi marsz, na zwycięstwo czeka się czasem przez całe pokolenia, a raz zdobyte jest kruche i potrzebuje ochrony.

Tę naturę aktywizmu pięknie opisuje Rebecca Solnit w książce „Nadzieja w mroku”: „Aktywizm to nie wyprawa do sklepu za rogiem, to skok w nieznane. Przyszłość zawsze pogrążona jest w mroku. (…) Nadzieja tkwi w założeniu, że nie sposób przewidzieć, co się stanie w przyszłości, i że w tej szczelinie niepewności pojawia się przestrzeń do działania. (…) Nadzieja to przekonanie, że to, co robimy, ma znaczenie, nawet jeśli nie sposób z góry przewidzieć, jakiego i kiedy znaczenia nabierze, na kogo i na co może wpłynąć. W istocie być może nigdy się tego nie dowiemy, nawet po fakcie, co nie umniejsza znaczenia naszych działań”.

Niewątpliwie jesteśmy obecnie świadkami antysystemowej rewolucji, głośnego żądania zmiany cywilizacyjnej, nowego porządku. Obrazuje to jeden z transparentów z protestu Strajku Kobiet, na którym napisano „Nam już chodzi o wszystko”.

Jaki jest związek miedzy rewolucją a pracą u podstaw? Protest czy praca? Akcja czy ciągłe działanie? Gwałtowne wydarzenie czy długi proces?

Prawda jest taka, że się nie wykluczają. Zmiany potrzebują przygotowania.

Rewolucja wymaga długofalowych zmian społecznych. Każde działanie ma sens. Wierzę, że nawet w najciemniejszej chwili, po wielu porażkach, gdy w deszczu stoi na ulicy garstka uliczników – to ta garstka podtrzymuje płomyczek.

KOD – jak wielu naszych przyjaciół z innych organizacji – ma zdolność rozpalania, podtrzymywania płomyczka, ale też wzniecania wielkiego ognia, który może dokonać przełomu.

Dlatego nie wrócimy do domu, bo na to - jak mówi Rebecca Solnit - jest zawsze za wcześnie.

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.