Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W naszym kraju chyba standardem jest nieprzestrzeganie zasad nawet dotyczących programów prozdrowotnych, jakimi są szczepienia. Mnie samego dotknęła podobna sytuacja przy programie szczepień przeciwko meningokokom, jaki zorganizował Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego.

Udało mi się zapisać synka do programu szczepień w jednej z przychodni w nim uczestniczących. W ramach programu synek miał dostać 3 dawki. Na pierwszą i drugą dawkę zgłosiliśmy się w terminach wyznaczonych przez przychodnię. Niestety po podaniu drugiej dawki usłyszeliśmy, że trzeciej dawki nie dostaniemy, bo nie ma już pieniędzy. Jak dowiedzieliśmy się pocztą pantoflową, przychodnia samodzielnie uznała, że zmieni zasady programu i zamiast podać 3 dawki, to poda mniej dawek większej liczbie dzieci. Próbowaliśmy interweniować, ale usłyszeliśmy, że mamy się cieszyć z dwóch dawek. Co z tego, że nawet na swojej stronie przychodnia informowała o tym, że będą podane 3 dawki w ramach programu. Dla przychodni nie było niczym niewłaściwym, że zmieniła zasady w trakcie trwania programu ani że wprowadzone przez nią zmiany nie były zgodne z zasadami określonymi przez urząd marszałkowski.

Jak widać, w naszym kraju nieprzestrzeganie zasad jest czymś powszechnym.

Moim zdaniem nie jest problemem, że zaszczepiła się Janda czy Miller, ale problemem jest, że instytucja przeprowadzająca szczepienia złamała wcześniej ustalone zasady. Moja żona, lekarka POZ, też ma być szczepiona przez WUM, ale jakoś nikt nie zaproponował jej szczepienia. Dalej nie zna terminu. Czeka...

Czytelnik

Czekamy na Wasze opinie, komentarze. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.