Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

A gdyby tak wejść w ten rok inaczej niż zazwyczaj? Bez oczekiwań, bez czynionych głośno postanowień, bez niezdrowego podekscytowania podyktowanego ułożonymi w głowie planami. Bez nieustannego ucisku w trzewiach w związku z tym, co będzie, bez nastawienia, że „musi się udać”, bez wstydu, który czyha za rogiem, żeby tylko przydusić cię za możliwą porażkę, bez rozpamiętywania tych minionych przykrych doświadczeń. Bez poczucia straconych szans i czasu, bez pretensji do losu, Stwórcy i samego siebie, bez wypalających zazdrości, bez oglądania, co u kogo rośnie za płotem, bez rozgoryczenia i żalu.

Gdyby tak to wszystko zostawić w tym hardcorowym 2020. Gdyby tak zrzucić z siebie to, co uwiera. Gdyby tak odczepić od siebie te wszystkie zmory, które pazurami kurczowo od lat nas się trzymają, i wejść w kolejny rok lżejszym?

Wejść z nadzieją, z otwartością na siebie i innych, z akceptacją, z postawą „będzie dokładnie tak, jak ma być”.

Podarować sobie carte blanche? Nie da się? A może chociaż spróbować tam, gdzie się da?

Anna Maksymiliana

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.