Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przez całe dorosłe życie towarzyszyła jej plotka: że z teściową Stanisławą Gierek jeździła na zakupy do Paryża, kąpała się w kryształowej wannie i że była córką Breżniewa. Niewiele osób pamiętało, jak wielkie rzeczy zrobiła dla pacjentów – napisali po śmierci 82-letniej lekarki Dariusz Kortko i Judyta Watoła.

Wasze komentarze

rfa3: Kondolencje dla rodziny pani prof. Gierek-Łapińskiej i podziękowania dla niej za rozwiniecie okulistyki na Śląsku. Nikt takich operacji w Polsce wtedy nie robił.

sfinks44: Pomagałem mojej już całkiem niewidomej prawie 90-letniej mamie w klinice Pani Profesor, po badaniach w sekretariacie ustalenie terminu operacji – prawie za dwa lata. Powiedziałem, że mama może nie dożyć, sekretarka poprosiła panią profesor. Wyszła, chwilę porozmawiała i powiedziała za dwa tygodnie. I te dwa ostatnie lata swego życia mama jeszcze widziała.

jer null: Wspaniała lekarz i człowiek. Moja żona w zaawansowanej jaskrze PEX, jak później stwierdziła pani profesor, leczyła się bez skutku u różnych okulistów i szpitalach. Za namową jednego z nich trafiliśmy do szpitala na Ceglanej. Przyjechaliśmy do Katowic z drugiego krańca Polski po wcześniejszym zarejestrowaniu wizyty. Tego samego dnia pani profesor po stwierdzeniu, że jest duże zagrożenie dla utraty wzroku skierowała żonę na oddział. Krótko mówiąc, po zabiegach i kolejnych wizytach w Katowicach żona od kilkunastu lat w miarę dobrze widzi.

N_7: Też miałam zabieg w tym szpitalu. Owszem, trzeba było na niego czekać ponad rok, ale było warto.

natassja: Uratowała mojemu tacie oko! Wspaniała specjalistka. Niech będzie jej spokojnie, gdziekolwiek jest.

Obywatel1313: Mądra, bezinteresowna pani profesor, która swoją karierę zawdzięcza sobie. Pomogła setkom tysięcy ludzi odzyskać wzrok.

bota: Pani prof. Ariadna Gierek wychowała całe pokolenia znakomitych okulistów, to prawda, ale i złamała kariery niejednemu. Najczęściej skutkiem impulsywnych działań pod wpływem choroby alkoholowej zakopywanej pod dywan przez współpracowników przez dziesiątki lat. Klinika katowicka była na skutek koneksji rodzinnych zaopatrywana regularnie w znakomity sprzęt, a personel miał okazje szkolić się w dobrych ośrodkach na świecie – stąd postęp wiedzy i umiejętności katowickich lekarzy odbywał się szczęśliwie z korzyścią dla pacjentów.

ambasador: Świetny lekarz, po jej odejściu z klinika została rozwalona przez układy i układziki.

Józef_K: Miała możliwości i korzystała z tego. Wielu ludzi postąpiło by podobnie. W dzisiejszych czasach pewnie zostałaby celebrytką i byłaby znana z tego, że jest znana. Ona rozwijała się zawodowo i rozwijała polską okulistykę. Zrobiła dużo dobrego jako lekarz, a jej życie prywatne to jej sprawa.

paella18: Genialny lekarz, szkoda. Z tych „możliwości” korzystało wiele ludzi, wszystko było osiągalne poprzez „znajomości” bądź powiązania rodzinne. A jej miłości czy flirty – to jej życie prywatne, ważne, że była szczęśliwa w trzecim związku.

Jael: Żeby trafić na leczenie do pani profesor, wcale nie trzeba było niewyobrażalnych znajomości. Wystarczyło mieć dość skomplikowaną wadę wzroku. Traktowała to jako rodzaj wyzwania. Pacjenci na tym nie tracili.

messie: Była kobietą, była genialna, była skomplikowana. Spoczywaj w pokoju.

piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.