Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dotychczas policja zwykle karała demonstrantów mandatami - ci najczęściej odmawiali ich przyjęcia i sprawy przekazywano do sądów. Teraz, wzmagając szykany, coraz częściej wnioskuje do sanepidu o kary administracyjne za złamanie przepisów związanych z walką z pandemią. To dotkliwe represje, bo grzywny są bardzo wysokie (do 30 tys. zł), a decyzje sanepidu uzyskują rygor natychmiastowej wykonalności i odwołanie się do sądu nie zapobiega ściągnięciu pieniędzy z konta.

Na początku grudnia urząd skarbowy, o czym tydzień przed świętami pisaliśmy w stołecznym wydaniu „Wyborczej”, zajął pieniądze osobom, które demonstrowały w maju.

Pani Ewa 6 maja uczestniczyła w organizowanym przez Obywateli RP milczącym proteście przed Sejmem. Trzymali duży baner z napisem „Konstytucja”. Policjanci ją spisali, a kilka dni później przynieśli do domu decyzję inspektoratu sanitarnego o grzywnie 10 tys. zł za nieprzestrzeganie nakazu przemieszczania się w odległości nie mniejszej niż dwa metry od siebie. Kobieta złożyła skargę do sądu administracyjnego, ale to nic nie dało. - Dzień po mikołajkach dostałam pismo o zajęciu wierzytelności na rachunku bankowym – relacjonuje. Sanepid doliczył sobie blisko tysiąc złotych odsetek i „kosztów egzekucyjnych”.

- Nie tylko zostałam ukarana, ale także pozbawiona prawa do obrony i innych konstytucyjnych gwarancji - opowiada na filmiku opublikowanym przez fundację Instytut Społeczeństwa Otwartego.

To niejedyny taki przypadek. W Wigilię branżowy portal Press.pl ostrzegł, że ukarano tak dziennikarzy obywatelskich Katarzynę Pierzchałę i Adama Wiśniewskiego (redaktor naczelny serwisu Wolne-Media.pl), którzy 10 maja relacjonowali happening Lotnej Brygady Opozycji w Warszawie. Policja spisała ich, choć pokazali legitymacje prasowe i tłumaczyli, że wykonują obowiązki służbowe. W notatce policjanci napisali, że dziennikarze złamali ograniczenia związane z pandemią.

Ile osób ukarał sanepid, ile spraw rozpatruje?

Liczbę wymierzonych ostatnio kar znamy m.in. dzięki interwencji senatora Bogdana Klicha z KO.

- W odpowiedzi na moją interpelację 21 grudnia Główny Inspektorat Sanitarny informował, że od 22 października [czyli od wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, który wprowadził de facto całkowity zakaz aborcji, co wywołało masowe protesty trwające do dzisiaj] takie kary zostały nałożone na 226 osób. Nie odpowiedział na pytanie, kto, jaką kwotą i w jakich okolicznościach został ukarany, zasłaniając się, że to dane osobowe i że dysponują nimi stacje powiatowe. To jest odpowiedź niewystarczająca, będziemy drążyć dalej - mówi Klich.

Możliwe, że część ukaranych osób nie miała nic wspólnego z demonstracjami. Ale nie wiemy też, ile wniosków przeciwko demonstrantom policja wysłała w tym czasie do sanepidu.

- Po 22 października policja spisała kilkadziesiąt tysięcy osób. Bardzo często policjanci kończyli swoje interwencje, zamykając ludzi w tzw. kotłach, wszystkich wychodzących spisywano. Zakładam, że wobec części tych osób policja może wnioskować o sankcje w sanepidzie - mówi Klich.

- Zgodnie z oświadczeniem rzecznika policji 20 listopada wysłanych zostało 277 wniosków policji do sanepidu, tydzień później 450. Mamy nadzieję, że w postępowaniu odwoławczym wojewódzkie sanepidy anulują bezzasadne kary nałożone przez jednostki powiatowe. Ale musimy być przygotowani, jeśli tak się nie stanie - mówi Michał Dadlez, członek rady fundacji Instytutu Społeczeństwa Otwartego.

Jego zdaniem jest wiele argumentów za anulowaniem kar. - Policja legitymuje i śle wnioski do sanepidu tylko w stosunku do krytyków władzy, a nie jej zwolenników, którzy publicznie łamią wszelkie obostrzenia. To pokazuje, że te działania służą tłumieniu opozycji, a nie ochronie zdrowia. W niektórych przypadkach policja wysłała wnioski o ukaranie zarówno do zwykłego sądu, jak i do sanepidu. Prawnicy zgadzają się, że karanie dwa razy za to samo jest bezprawne - dodaje.

Jest ObyPomoc

Dadlez (w zawodowym życiu jest naukowcem biologiem) współprowadzi ObyPomoc, którą można prosić o wsparcie prawników w razie problemów z prawem np. za udział w protestach.

- Do tej pory chodziło o pomoc osobom, przeciwko którym policja wysłała wnioski o ukaranie do sądów powszechnych. Współpracujemy z blisko 80 prawnikami, którzy pro bono pomagają protestującym, ale każda pomoc jest mile widziana - mówi Dadlez.

Sądy powszechne zwykle zgadzają się z argumentacją - podkreśla Dadlez - że protestującym chodziło o obronę konstytucji, a nie wybryki chuligańskie. Demonstranci przegrali pojedyncze procesy.

Prawdopodobnie dlatego obecnie władze próbują wykorzystać sytuację pandemiczną, by obejść kontrolę sądową i drakońskimi karami administracyjnymi stłumić opór.

- Ukarany przez sanepid obywatel trzy razy się zastanowi, zanim wyjdzie na ulicę. Przykłady działań władzy płyną z krajów takich jak Rosja, gdzie za złamanie ustawy o zgromadzeniach grozi nawet 30 tys. dol. kary. To bardzo osłabiło głos oporu, nie chcielibyśmy dopuścić do tego w Polsce - tłumaczy Dadlez.

I Wzajemna Pomoc

„Uruchomiliśmy zbiórkę pieniędzy na poczet kar i mandatów wymierzanych bezprawnie uczestnikom demonstracji. W ten sposób chcemy przeciwdziałać zastraszeniu społeczeństwa i ograniczeniu praw obywatelskich w Polsce. Pomoc będzie wypłacana osobom, które odmówiły przyjęcia mandatów i wykorzystały całą drogę odwoławczą przed polskimi sądami, a kara została wyegzekwowana. Takim osobom będziemy rekompensować straty finansowe” - napisał Jakub Bierzyński, prezes fundacji Instytut Społeczeństwa Otwartego, na jej stronie (instytutspoleczenstwaotwartego.pl.

Na stronie fundacji są odpowiednie formularze i zasady udzielania pomocy. - Generalnie pomagamy tym, którzy działają na rzecz wspólnego dobra, a nie wyłącznie we własnym interesie - tłumaczy Dadlez.

- Pieniądze pochodzą z datków, wkład początkowy zapewniła Fundacja ISO Jakuba Bierzyńskiego. Fundacja wsparła już na sumę 16 tys. zł pierwsze osoby, od których wyegzekwowano kary sanepidu. Nad poprawnym wydawaniem pieniędzy czuwa rada honorowa z udziałem m.in. Agnieszki Holland, senatora Bogdana Klicha, Piotra Niemczyka, Wojciecha Warskiego, prof. Moniki Płatek, posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, mec. Krzysztofa Stępińskiego, prof. Jarosława Wiśniewskiego - wylicza.

- Pomoc jest przeznaczona dla osób represjonowanych i poszkodowanych uczestników demonstracji pokojowych; nie obejmujemy np. wystąpień bandyckich, jakie miały miejsce 11 listopada - dodaje senator Klich, jeden z członków rady honorowej.

Aby nikt nie musiał się bać

Drakońskie kary nakładane przez sanepid przekraczają możliwości finansowe przeciętnego człowieka. - Są po to, aby człowieka zniszczyć, nie tylko zniechęcić do udziału w protestach - mówi senator Klich, który podkreśla, że choć czasy są ciężkie, to przedsięwzięciu trzeba zapewnić przejrzystość finansową.

- Fundusz, który działa przy fundacji Instytut Społeczeństwa Otwartego, jest wyodrębnioną „skarbonką” dla gromadzenia środków na ten właśnie cel - podkreśla Klich.

Fundusz istnieje od dwóch tygodni, do tej pory skorzystało z niego kilka osób. Pomoc dla ukaranych nie jest bezzwrotna. Gdy bezprawnie ukarany obywatel odzyska pieniądze dzięki wyrokom niezawisłych sądów, będzie musiał oddać je fundacji.

- Chodzi o to, aby dać iskierkę nadziei, że nikt nie jest pozostawiony sam sobie - mówi senator Klich.

Pieniądze pochodzą ze zbiórki publicznej poprzez stronę internetową albo poprzez bezpośrednie wpłaty na konto.

Inne organizacje, np. Ogólnopolski Strajk Kobiet, zapewnią bezpłatną pomoc prawną protestującym, którzy przed sądami administracyjnymi będą walczyć o anulowanie bezprawnych kar.

Czekamy na Wasze listy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.