Perspektywa restrykcji sprawiła, że wiele osób teraz próbuje wykorzystać czas większej swobody i organizuje sobie przedświąteczne spotkania. To fatalnie. Mówię to jako lekarz chorych na COVID-19. Widzę, jak wielu jest wciąż pacjentów, jak ciężko przechodzą zakażenie i jak umierają
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prof. Joanna Zajkowska jest zastępcą kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku

Anita Karwowska: 28 grudnia rząd wprowadza faktyczny lockdown, nazywając to narodową kwarantanną. Wcześniej premier mówił, że na taki krok zdecyduje się tylko wtedy, gdy sytuacja epidemiologiczna będzie bardzo poważna. Czy potrzebujemy tych restrykcji?

Prof. Joanna Zajkowska: Liczba zakażeń jest mocno niedoszacowana, wiele osób z koronawirusem nie poddaje się testom. Nie chcą tego robić albo przechodzą zakażenie na tyle łagodnie, że w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, że są zakażeni. Szacuje się, że w rzeczywistości mamy dziś w Polsce trzy-, a może nawet pięciokrotnie więcej zakażeń, niż podają statystyki.

Kiedy do tego dodamy święta, zakupy prezentów, spotkania rodzinne i imprezy, to sytuacja robi się groźna, bo wszystkie te aktywności sprzyjają rozprzestrzenianiu się wirusa.

Najnowsze ograniczenia wprowadzone przez rząd były więc nie do uniknięcia. Do tego doszło jeszcze jedno zagrożenie, czyli nowy wariant wirusa zidentyfikowany w Wielkiej Brytanii, który rozprzestrzenia się łatwiej niż pierwszy koronawirus. Jeśli nie zareagujemy, to zachorowań będzie znacznie więcej.

Trudno połapać się w ich logice. Galerie handlowe zostały na chwilę otwarte, po świętach znów będą zamknięte. Może dziś bylibyśmy w lepszej pod względem liczby zakażeń sytuacji, gdyby cały czas pozostały zamknięte?

- Rozumiem, że to decyzja podyktowana względami ekonomicznymi. Nie najlepsza, ale dobrze, że z wymogiem zasłaniania ust i dezynfekowania rąk.

Bez zmian pozostały zasady dotyczące kościołów. Wciąż będzie to jedna osoba na 15 m kw. Jaki to może mieć wpływ na sytuację epidemiologiczną?

- Szczególnie niebezpieczna jest pasterka zwykle przyciągająca bardzo wielu wiernych. Jeżeli się na to zdecydujemy, to poszukajmy nabożeństwa na świeżym powietrzu. Albo po prostu obejrzyjmy transmisję w telewizji czy internecie.

Wiem, że dla wielu osób to ważne, by w święta być w kościele, ale niesie to ze sobą duże ryzyko zakażenia. Radzę więc zostać w domu, a i tam unikać wspólnego śpiewania kolęd (podczas śpiewania łatwiej o transmisję wirusa, który przenosi się drogą kropelkową), długiego przesiadywania w większym gronie.

Zamknięte pozostają restauracje, kina, wigilie mają być kameralne, a sylwester z godziną policyjną - między godz. 19 a 6 rano nie będzie można wychodzić z domu. Czy to uchroni nas przed trzecią falą pandemii - jak mówią dziś rządzący?

- Zdaję sobie sprawę z tego, że godzina policyjna w sylwestra przywołuje najgorsze historyczne skojarzenia. Ale muszę podkreślić, że ograniczenie kontaktów społecznych do minimum jest dziś konieczne.

Pracuję w klinice, gdzie leczymy COVID-19, i nie mam wątpliwości, że musimy zrobić wszystko, by ograniczyć transmisję wirusa, zanim uda się nam wygenerować odporność populacyjną dzięki szczepionce.

Perspektywa restrykcji sprawiła, że wiele osób teraz próbuje wykorzystać czas większej swobody i organizuje sobie przedświąteczne spotkania. Restauracje są zamknięte, zostają więc domówki. A niestety, to okoliczności szczególnie sprzyjające transmisji wirusa - w pomieszczeniach, bez zachowania dystansu o zakażenie naprawdę łatwo.

Jak będzie wyglądała sytuacja epidemiologiczna w Polsce w najbliższych tygodniach?

- Zachorowań będzie więcej, transmisja między ludźmi będzie się utrzymywać, dopóki nie zyskamy odporności populacyjnej dzięki szczepionce.

Nakłada się na siebie wiele utrudniających walkę z wirusem okoliczności: święta, sezon infekcji, konieczność przebywania w zamkniętych pomieszczeniach i zmęczenie społeczeństwa ograniczeniami.

Mimo obostrzeń, coraz większych, ta transmisja nadal więc będzie. Najważniejsze więc, by był to wzrost kontrolowany, z którymi nasz system będzie w stanie sobie poradzić.

Część zakazów ma wątpliwą podstawę prawną albo wprost łamie nasze prawa obywatelskie. Trudno apelować w takiej sytuacji, by stosować się do bezprawnych ograniczeń.

- Nie mamy wyjścia. Mówię to jako lekarz chorych na COVID-19. Widzę, jak ciężko chorują całe rodziny, jak umierają i jak wciąż wielu jest tych pacjentów. Jeśli nie mamy przekonania, że te przepisy są zgodne z prawem, to zachowujmy ostrożność po prostu z rozsądku i troski o innych, bo to jest istota sprawy.

Zaraz po świętach zaczynają się szczepienia. Kiedy wyjdziemy z domów?

- Odporność nabywamy miesiąc od rozpoczęcia szczepienia, pełna skuteczność pojawia się siedem dni po drugiej dawce. Pierwsze odporne osoby będą więc dopiero po tym czasie.

Dzięki temu, że będziemy szczepić seniorów, w perspektywie kilku miesięcy zmniejszy się umieralność na COVID-19, bo umierają głównie starsi pacjenci. Ale to nie seniorzy transmitują wirusa, oni zwykle są mało aktywni, i to inni ich zakażają.

To znaczy, że przypadków koronawirusa będzie jeszcze długo dużo, tylko że wśród młodszych osób. Dopiero wtedy, kiedy oni się zaszczepią, pandemia będzie w odwrocie.

 Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    W tempie jakim rząd planuje szczepić, ludzi poniżej 60 roku życia zaszczepią w 2022. Inne kraje będą po szczepieniach większości na wiosnę 2021.
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    Jak się boją biskupa, to zarażeń będzie więcej. Za pasterkę przyjdzie zapłacić.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    Problem polega na tym, że Pani Doktor widzi swój wycinek, czyli oddział i najcięższe przypadki. Tak, ludzie umierają na Covid, i dalej jest to promil społeczeństwa. Cała reszta musi sobie radzić normalnie, ale bez pracy bądź w oczekiwaniu na zwolnienie, jako ze rząd zabronil ludziom zarabiać na siebie, w zamian oferując. Kolejne restrykcje nie sprawią że wirus zniknie, a będą coraz bardziej dewastować kraj.
    @mireon
    Czyli co proponujesz, otworzyc wszystko i niech najsilniejsze jednostki przezyja?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Sądząc po badaniach w zachodnio-pomorskiem to współczynnik zachorowania/wykrycia to 10:1, a nie 5:1.
    A z tego wynika, że już 30% populacji zachorowało i jest odporne. Wśród tych którzy pracują z ludźmi zapewne więcej.
    Szybciej nabędziemy odporność grupową przez przechorowanie, niż szczepionki.
    Ale w międzyczasie umrze drugie 50 tysięcy osób...
    już oceniałe(a)ś
    0
    1