Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zdążył spaść śnieg w Warszawie i już mogliśmy sobie przypomnieć o jedynym znanym sposobie administratorów, właścicieli posiadłości sposobie na odśnieżanie. Wziąć łopatę do ręki, a w garść piasek to już wstyd. Lepiej skorzystać z zawartej pewnie  w "poradnikach domowych" wiedzy, nie myśleć o skutkach.

Aura sobie z nas zakpiła, następnego dnia po śniegu nie było już śladu. Dzieci cieszyły się kilka godzin. Ktoś ulepił bałwana, porzucał śnieżkami, wyciągnął sanki z piwnicy.

A zwierzęta? Są takie, które dobrze się bawią. Inne przestępują z łapy na łapę.

Szedłem następnego dnia chodnikiem, widziałem grudy soli, nie śniegu. Widziałem małe, białe kamyki, które chrobotały pod butami.

Widziałem kawkę, która zjadała tę chemiczną sól. Nie sądzę, by była wśród ptaków wyjątkiem. Drzewa, krzewy, trawa konsumowały sól w inny sposób. Psy, które wyprowadzamy na spacer, zlizywały z piekących poduszek łap.

Zatroszczmy się o zwierzęta, przyrodę, nie wyłącznie o to, jak sobie ułatwić życie.

Mam apel do "solniczek" przed godziną, w której zwierzęta gadać będą ludzkim głosem. O ironio, śniegu pewnie już tej zimy nie będzie.

Sebastian Maroszek

Co Wy na to? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.