Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poniżej, w reakcji na list opublikowany w "Gazecie Wyborczej", kilka uwag w sprawie Mirosława Chojeckiego i jego potraktowania przez IPN.

Czy narody mają pamięć? Może. Kiedy państwo powołuje instytut do zajmowania się pamięcią narodu, to po to, żeby tę pamięć upaństwowić. Bywa, że państwowa, zinstytucjonalizowana pamięć różni się od pamięci prywatnej, a czasem nawet nie ma z pamięcią nic wspólnego. Instytucja powołana, by przyznawać certyfikaty pamięci, jednych znieważa przemilczeniem, podważając ich osiągnięcia, innych gloryfikuje, sankcjonując uzurpację dokonań.

Moja pamięć prywatna podpowiada mi, że Instytut Pamięci Narodowej w sprawie Mirosława Chojeckiego, współzałożyciela Niezależnej Oficyny Wydawniczej NOWA, działacza Komitetu Obrony Robotników, dopuścił się draństwa. Nie tylko wobec Mirosława Chojeckiego, ale i wobec pamięci.

W jaki sposób IPN sprzeniewierza się zasadom, którym miał służyć, piszą sygnatariusze listu otwartego z sprawie opinii IPN na temat zasług Mirosława Chojeckiego dla ruchu wolnościowego. Ja ograniczę się do tego, jak te zasługi zapamiętałem.

Miałem 14 lat, gdy historię zwolnionego z pracy i aresztowanego Chojeckiego - za kradzież powielacza - opowiadaliśmy sobie z kolegami na szkolnych przerwach. Nie ze wszystkimi kolegami, ale z tymi, których rodzice i dziadkowie słuchali Wolnej Europy i Radia France Internationale. Z tymi, którym hasło ”powielacz” kojarzyło się jednoznacznie, bo mieli w domu publikacje NOWEJ. Chropowaty, szarawy papier, szary niewygładzony druk i wielkie nazwiska, wielkie tytuły, które dzięki NOWEJ odkrywałem: Miłosz, Konwicki, Hrabal, Brodski i Barańczak, Arendt, Brandys - niektóre z tych tytułów mam do dzisiaj i nigdy się tych wydań nie pozbędę, bo nie pozwala mi na to pamięć prywatna, pewnie za mało narodowa wedle standardów IPN. Tak jak za mało narodowy wedle tych samych standardów jest dla IPN Mirosław Chojecki.

Michnik, Kuroń, Chojecki, Moczulski, Lipski - z tymi nazwiskami kojarzyła mi się Polska i demokratyczna opozycja w czasach PRL, gdy byłem w liceum, potem na studiach.

Ta lista może być o wiele dłuższa, ale te nazwiska są na niej zawsze. I zawsze jest wśród nich nazwisko Mirosława Chojeckiego, bo nie wyobrażam sobie wolnej i demokratycznej Polski bez wolnego słowa, którego on zawsze był obrońcą.

Gdy wiele lat później mogłem wreszcie poznać Mirka Chojeckiego osobiście, byłem niezmiernie dumy, bo wiedziałem, że moja prywatna pamięć spotyka Historię. To pewnie z ciągu takich spotkań rodzi się - jeśli przyjąć, że istnieje - pamięć narodowa. Nie sądzę, by potrzebowała politycznych instytutów o prokuratorskich kompetencjach.

Bez względu na to, komu i jak IPN daje i odbiera statusy poszkodowanych i uprawnienia, dla olbrzymiej grupy osób, tych, którzy pamiętają, Mirosław Chojecki jest i pozostanie jedną z najbardziej zasłużonych postaci demokratycznej opozycji z czasów PRL.

Cezary Lewanowicz

Czekamy na kolejne listy, opinie, komentarze: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.