Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwszy raz w swoim 23-letnim życiu korzystam z listu do redakcji jako formy wyrażenia swojej opinii, jednak uważam, iż okoliczności kilku ostatnich godzin, dni, miesięcy i lat doprowadziły mnie do sytuacji, w której czuję, aby mój głos został usłyszany na forum ogólnopolskim.

Odkąd pamiętam, byłem wychowywany w atmosferze szacunku dla instytucji państwowych, które reprezentują nas wszystkich niezależnie od poglądów politycznych, wyzwania czy koloru skóry. Zostałem także wychowany w szacunku dla prawa, które w szczególności powinno być przestrzegane przez państwo, które to prawo tworzy.

Wydarzenia ostatnich lat pokazały mi, że prawo nic nie znaczy, a instytucje, w które tak mocno wierzyłem, są zawłaszczane przez rządzących. Zobaczyłem kruchość wszystkiego tego, co było efektem pracy poprzednich pokoleń, i jak wszystko się rozpada.

Wydarzenia te nie wywołały we mnie takiego oburzenia, które doprowadziłoby mnie do wyjścia na ulice i protestowania, co z perspektywy czasu traktuję jako mój „grzech pierworodny”. Wyrażałem oburzenie w komentarzach na portalach społecznościowych i w prywatnych rozmowach, jednak nie czułem więzi z ludźmi, którzy w początkowych latach „marszu przez instytucje” większości sejmowej ostrzegali nas, że na końcu tej podróży znajduje się przepaść.

Trochę się z tego podśmiewałem, łudząc się, iż do tej przepaści nigdy nie dotrzemy, ponieważ mamy wiele bezpieczników, które nas przed tym ochronią, jednak z czasem bezpieczniki te znikały, również zostały zawłaszczone przez większość sejmową.

Gdy to się stało, mówiłem sobie, że przecież jest jeszcze europejski bezpiecznik, a on nas ochroni. Niestety, bezpiecznik ten okazał się bardzo powolny i ograniczony tarciami wewnętrznymi.

Wydarzeniem, które bezpośrednio popchnęło mnie do napisania tego listu, jest ogłoszenie przez rząd zakazu przemieszczania się w noc sylwestrową, które zostanie wprowadzone w drodze rozporządzenia, co wprost naruszą naszą konstytucję, a dokładnie jej art. 52, która w tym zakresie nie pozwala na żadną twórczą interpretację.

Władza po raz kolejny pokazała, że może wszystko, tylko że tym razem ta decyzja nie dotyka samych instytucji czy pojedynczych obywateli. Tym razem ta jedna decyzja dotyka w sposób bezpośredni i natychmiastowy wszystkich.

Kończąc niniejszy list, chciałbym przeprosić wszystkich tych, którzy kilka lat temu stali w słońcu, deszczu, mrozie i przestrzegali nas przed przepaścią, która wydawała mi się czymś odległym i niemożliwym.

Pozwolę sobie też na zakończenie sparafrazować pewnego polityka większości sejmowej, pisząc: prawo najwyższe nie ma konkurencji, reszta to nihilizm.

Karol, lat 23

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.