Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekam na szczepionkę jak na zbawienie. Kiedy tylko dostanę skierowanie, pobiegnę w podskokach się zaszczepić. Niestety, jestem na tyle młoda, że nastąpi to pewnie za dwa lata, tymczasem muszę słuchać i czytać jak ludzie, którzy mogą dostać ją wcześniej, wymyślają tysiące powodów, by się nie zaszczepić, i nóż mi się w kieszeni otwiera.

Ja od 10 miesięcy słyszę, jak to mam być solidarna z nimi - ograniczać swoje potrzeby życiowe, trzymać w zamknięciu dziecko, które traci kolejne miesiące normalnej edukacji, najlepiej w ogóle nie oddychać. Czytam relacje ludzi, którzy tracą pracę, zamykają firmy, bo nie mogą prowadzić swojej działalności, żeby wirus się przy okazji nie roznosił.

Chcę teraz usłyszeć wezwanie do solidarności skierowane do seniorów, medyków, nauczycieli - W imię solidarności, zaszczepcie się!

Babciu, dziadku - zaszczepcie się, żeby wasze dzieci i wnuki mogły normalnie uczyć się, pracować, rozwijać swoje pasje. Bo to te "aresztowane" z powodu wirusa dzieci i młodzież będą zaraz płacić podatki na wasze emerytury. Część z nich będzie głosować w najbliższych wyborach.

Okażcie solidarność, zaszczepcie się gdy tylko będziecie mogli, żebyśmy mogli wrócić do życia, póki będzie nam się chciało do niego wracać i nim będziemy mieć tak dosyć słuchania wezwań do ograniczania się w imię solidarności z seniorami, że spiszemy was na straty.

Matka, córka i wnuczka

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.