Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mirek Chojecki był osią NOW-ej

Jestem byłym współpracownikiem Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Przeczytałem list historyków w obronie Mirka Chojeckiego i zatkało mnie. Bronić Mirka przed kim? Przed komuną sam się obronił. „Odmowa uznania zasług?”. Od lat obserwuję sprawy polskie z dystansu, i chyba na szczęście. Rozumiem, że fałszerze historii chcą załatwić Mirka. Tak jak próbowali załatwić Lecha. Tak jak, toute proportion gardée, załatwili Trockiego. Nie był tym, kim był. Był agentem. Albo wcale go nie było. To się dziś nazywa "wygumkować", ale nieraz kończyło się inaczej.

List opisuje historię, która jest bez znaczenia dla oceny postaci Mirka. Ten, kto historię tę wyciągnął, nie działał w dobrej wierze. Jest jedno kryterium niezawodne. „Po ich owocach poznacie ich”.

Mirek Chojecki był moim dyrektorem przez 4 lata, 1976-1979. Nie muszę mówić, co robił i co zrobił. Był osią NOW-ej, a NOWA była osią opozycji demokratycznej. I my z nim. Gdy był z nami, nie baliśmy się. To, co zrobił, wydatnie przyczyniło się do powstania wolnej Polski. Tę wolną Polskę dzisiaj właśnie rozpierdalamy, używam pierwszej osoby liczby mnogiej „my”, choć bardzo chciałbym powiedzieć „oni”.

W starym dowcipie o miłości puentą jest miłość do Związku Radzieckiego. I jakże słuszne pytanie, wszystko pięknie, tylko kto tu kogo pierdoli.

Odpierdolcie się od Mirka. Albo jeszcze lepiej: Wypierdalajcie.

Wołodia Zbiniewicz, Uppsala

Znałem jego zasługi

Z Mirkiem Chojeckim zetknąłem się w Paryżu w roku 1987. Doskonale wiedziałem, kim jest, co robi i jakie są jego zasługi.

Z Paryża przywiozłem nowoczesny na owe czasy komputer dla Przeglądu Wiadomości Agencyjnych - PWA - "pawia", podziemnego pisma, które współredagowałem.

Ernest Skalski

 Nie wątpię,  że zostanie doceniony

Zdecydowanie słuszna jest opinia pp. profesorów o decyzji IPN w sprawie Mirosława Chojeckiego ("głęboko krzywdzące i niezgodne z zasadami, jakimi miał się kierować Instytut Pamięci Narodowej”) - podzielam ją naturalnie, ale jest to sformułowanie - powiedziałabym - rzeczowe i eleganckie, natomiast samo wydarzenie urąga elementarnemu poczuciu przyzwoitości i mieści się znakomicie w kodeksie metod i celów "pseudodemokratycznej” partii PiS, obejmujących między innymi niszczenie ludzi. Zarówno wizerunkowo, jak i fizycznie. Przykładów nie brak.

Mirka Chojeckiego znam osobiście, współpracowałam z Nim w Paryżu w latach osiemdziesiątych, wyrażam głęboki podziw dla jego inicjatyw, działalności, zaangażowania. Bez wątpienia jemu także należy się miejsce w panteonie "Solidarności". I nie wątpię również, że zostanie doceniony odpowiednio do zasług.

Barbara Szczepańska

Podobnie jak moja matka współpracowałem z "Solidarnością" od roku 1980, a będąc w Paryżu po 13 grudnia 81, miałem na tyle bliskie kontakty z Mirosławem Chojeckim, by poznać i docenić jego dokonania w tamtym okresie. Decyzję Instytutu Pogardy Narodowej uważam za hańbiącą.

Marek Drzewuski

IPN prowadzi politykę

Mirka Chojeckiego znam do tej pory, jeszcze z czasów „przed – KOR”, akurat w dniu, gdy go wywożono radiowozem z IBJ na Żeraniu, ja znalazłem się w Pałacu Mostowskich, na „próbie przesłuchania”.

Bezwarunkowa odmowa nieuznania Mirosława Chojeckiego, za „osobę prześladowaną” pokazuje oderwanie kryteriów i procedur IPN od ówczesnej rzeczywistości.

Znam z seminariów kilku historyków, sygnatariuszy cytowanego listu, i z listem tym się solidaryzuję.

Jacek Staszelis

 Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.