Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rządzący wymyślili sobie, że w proeuropejskiego ducha Polaków uderzą kolonializmem, porównaniami Unii do Związku Radzieckiego i lekceważeniem skali unijnej pomocy dla Polski. Skończyło się, jak zwykle: kasę wzięli (i słusznie), ale się nie cieszyli. W końcu ta wredna Unia jeśli cokolwiek daje, to za mało. A w ogóle to nie ma nic za darmo. A poza tym nam się należy!

Suwerenna matematyka, kreatywna informacja

Były szef MSZ Witold Waszczykowski stwierdził niedawno w wywiadzie dla RMF FM, że „dopłaty, które uzyskujemy z Unii, to nie są jakieś gigantyczne pieniądze” i że „szału nie ma”. To trochę tak, jakby siostrze, która podarowała nam 50 zł, odpowiedzieć, że to właściwie nie za dużo – i jeszcze zapomnieć o słowie „dziękuję”.

Krok dalej poszedł europoseł Bogdan Rzońca z PiS, który na wizji w TVN 24 BiS oszacował roczny zysk członkostwa Polski w Unii. Wyliczył on sobie średnią ilość środków otrzymywanych na czysto przez Polskę w ciągu 16 lat naszego członkostwa i podzielił ją przez średnią cenę kilometra autostrady w 2020 r. i wyszło mu, że wystarczy tego na 150 km autostrady, czyli tyle, ile jest z Rzeszowa do Zamościa. Próżno przypominać europosłowi z Podkarpacia, że po 4 zł (tak sobie zaokrąglił) euro było 5 lat temu – i próżno wyjaśniać, że nawet gdyby podzielić 32 miliardy złotych, o których mówi, przez 50 milionów złotych, to za Chiny ludowe nie wyjdzie z tego 150 km autostrady (nawet uwzględniając dane europosła i poprawnie licząc jego autorską metodą wychodzi 640 km). Tak więc widać, że próżno, bo dystansu między matematyką a matematyką suwerenną PiS nie da się pokonać żadną autostradą.

Cena kłamstwa

Za kreatywną matematyką idzie w PiS kreatywna informacja. Na początku roku Mateusz Morawiecki stwierdził, że „Unia Europejska nie dała jeszcze ani eurocenta na walkę z koronawirusem”. Za tym poszły działania niektórych samorządowców związanych z obozem rządzącym, którzy wkład UE w walkę z pandemią postanowili przemilczeć. Nie pozostało to bez echa, bo

Polska jako jedyny kraj w Unii została napomniana przez Komisję Europejską w sprawie rzetelnego informowania o europejskim wsparciu finansowym walki z pandemią.

Problem w tym, że dezinformacja, którą sieją rządzący, ma rujnujący wpływ nie tylko na nasze relacje z Europą, ale też uderza we wsparcie, którego Wspólnota nam udziela.

Mówić konkretami

Z postawy rządzących wynikają dwa wyzwania dla opozycji i społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Pierwsze dotyczy pokazywania rzeczywistej skali unijnego wsparcia w sposób przystępny, prosty i zrozumiały dla zwykłych ludzi. Bo czy tego chcemy, czy nie, wsparcie finansowe, jakie otrzymujemy, obok przynależności do strefy Schengen, jest w świadomości społeczeństwa głównym dobrodziejstwem wynikającym z członkostwa Polski w Unii. Trzeba jednak mówić o tym dobrodziejstwie w sposób trafiający do wyobraźni: liczby, nawet jeśli to miliardy, są abstrakcją.

A do społeczeństwa przemawiają konkretne planowane inwestycje takie jak remont Alei 29 Listopada w Krakowie, linia kolejowa północ – południe w Świętokrzyskiem czy utworzenie Centrum Rehabilitacji Geriatrycznej w Rymanowie-Zdroju.

Logika koniokradów

Drugie bez porównania bardziej wymagające wyzwanie dotyczy korekty naszego sposobu myślenia o Europie. Najwyższy czas, byśmy zaczęli o niej myśleć jak o miejscu rozwiązywania problemów. Naszych problemów. Czas skończyć z myśleniem o Unii w stylu szachraja, który bez przerwy kombinuje, jak by tu coś wyciągnąć. Bo Unia jest wspólnotą ludzi, którzy chcą się nawzajem wspierać i szanować. A nie zgrają cwaniaków skłonnych się okradać i nawzajem obrażać.

Jarosław Kaczyński, który kilka lat temu na stwierdzenie Viktora Orbána o tym, że można razem konie kraść, odpowiada: „jest na pewno parę takich stajni, a szczególnie taka jedna, wielka, z napisem Unia Europejska, gdzie można i trzeba, ale oczywiście pro publico”, przypomina to bardziej głos pazernego wujka, a nie wicepremiera uczciwego europejskiego państwa.

Projekt Schumana nie polegał na stworzeniu europejskiego bankomatu. Chodziło o zbudowanie kontynentu wolnego od konfliktów. Domu, w którym zamiast co kilkadziesiąt lat się nawzajem napadać i mordować, wspólnie rozwiązujemy problemy.

Sami w pokoju

Suwerenna izolacja? Pewnie, można zamknąć się w pokoju i utrzymywać dobry kontakt tylko z jednym lokatorem tego samego mieszkania, nie odzywając się do reszty lokatorów w bloku. Tylko po co? Jak długo wytrzymamy? Jeśli chcesz cokolwiek załatwić, musisz w końcu wyjść do ludzi, otworzyć się na nich, zaufać. Bez kompleksów, bez oskarżeń, bez kombinowania kto kogo. Bez oszustw, wrzasków, obrażania innych.

Od roku wyniszcza nas pandemia, od dawna zatruwa nas smog, klimat jest w opłakanym stanie, Putin sieje chaos tuż za naszą wschodnią granicą, a władza, zamiast mierzyć się z tymi kryzysami, przygotowuje nas mentalnie do polexitu. To ostatni dzwonek, by zmienić ten rząd i na serio zająć się pracą u podstaw.

Jakub Klich, z wykształcenia administratywista, na co dzień pracuje w biurze europosłanki Róży Thun

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.