Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Danuta Kuroń-Winiarska – między 13 a 17 grudnia 1981 roku członkini Regionalnego Komitetu Strajkowego Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ „Solidarność” w WSK Świdnik i Zakładowego Komitetu Strajkowego NSZZ „Solidarność” Fabryki Samochodów Ciężarowych w Lublinie.

39 lat temu władze PRL wprowadziły w Polsce stan wojenny. Wymierzony był w niezależne i samorządne społeczeństwo, zorganizowane w dziesięciomilionowym Niezależnym Samorządnym Związku Zawodowym „Solidarność”. 13 grudnia 1981 roku władza internowała tysiące działaczek i działaczy związkowych, zawiesiła działalność związków zawodowych i twórczych, zmilitaryzowała radio i telewizję, zawiesiła redakcje gazet, wprowadziła zakaz strajków i manifestacji oraz godzinę policyjną. „Solidarność” odpowiedziała na stan wojenny strajkami okupacyjnymi, a po ich brutalnej pacyfikacji nie poddała się, lecz zeszła do podziemia.

Dziś, w wywalczonej przez „Solidarność” wolnej Polsce, polska policja brutalnie zatrzymuje i pacyfikuje nasze dzieci, wnuczki i wnuki, które na ulicach miast i miasteczek całego kraju solidarnie walczą o życie własne, życie przyrody, przyszłość świata, domagają się niezbywalnych praw do decydowania o sobie i swoim życiu i przeciwstawiają kolejnym aktom niszczenia państwa polskiego.

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Bazą społeczną tego strajku są młodzi. Nie mogą strajkować w szkołach i na uczelniach, bo te, na czas pandemii, są zamknięte. Nie mogą strajkować w zakładach pracy, bo ich nie mają, pracują na śmieciówkach. Jedyna przestrzeń im dostępna to ulice, na których nic ich przed brutalnością polskiej policji nie chroni. Nic ich także nie chroni w radiowozach i komisariatach, gdzie są skuwani w kajdanki, w sposób naruszający ludzką godność przesłuchiwani i rewidowani. Władza myśli, że stosując przemoc, młodzież przestraszy, ale ta przemoc jej nie przestrasza, ona ją tylko radykalizuje, a przede wszystkim samoorganizuje.

Zorganizowali się w ruch samoobrony. Mają sieciowy system komunikacji (aplikacja Telegram, kanał gdzie_co_wwa). Funkcjonuje kolektyw Szpila który, pod działającym całą dobę telefonem 722 196 139, zbiera nazwiska osób zatrzymanych i organizuje bezpłatną pomoc prawną. Pod numer Psychopogotowia 511 345 740 można wysłać SMS z prośbą o pomoc terapeutyczną, a na ulicach, podczas marszów i demonstracji, udzielają pomocy ratownicy medyczni Stołeczni Samarytanie. Pod komendami, w których przetrzymywane są zwiezione z ulic czy zgarnięte z domów osoby strajkujące, zbierają się solidarnościówki. Walą w bębenki i krzyczą w okna komisariatów: „Nigdy, przenigdy, nie będziesz szła sama!” i „Solidarność naszą siłą, solidarność naszą bronią!”. Gdy mijają godziny, ich niepokój o los koleżanek i kolegów wzrasta, krzyczą do policjantek i policjantów: „Zdejmij mundur, przeproś matkę!” i „Powiedz córce, gdzie dziś byłeś!”, a gdy i to nie pomaga, coraz głośniej walą w bębenki i coraz głośniej krzyczą z zachrypniętych gardeł: „Zdejmij orła, przypnij kaczkę!” i w końcu zdesperowani: „Zdejmij mundur przeproś matkę, włóż kaganiec i kolczatkę!” oraz „Macie krew na rękach!”. W czasach pierwszej „Solidarności” ten sposób demonstrowania nazywaliśmy ruchem non violence, bez przemocy.

Zasadą jest, że jak ktoś kogoś bije, to reakcja musi być natychmiastowa, nie czekamy, aż uderzy drugi raz. Dlatego dziś, 13 grudnia, w rocznicę niechlubnego ataku władzy na społeczeństwo, wzywam moje koleżanki i kolegów z NSZZ i NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” do strajku solidarnościowego z młodzieżą, ze #strajkkobiet #strajkwszystkich. Wspierajmy Ogólnopolski Strajk Kobiet w każdy możliwy dla nas sposób. Wsparcie minimum to oflagowanie, co dziś znaczy wywieszenie w oknach, na balkonach i w samochodach czerwonej błyskawicy, przywołanego przez Strajk Kobiet powstańczego i szaroszeregowego symbolu gniewu i oporu przeciw opresyjnej władzy. Poza tym róbmy to, co możemy i co potrafimy, nie komentujmy, nie doradzajmy, tylko róbmy. Sytuacja jest dynamiczna, ale wydaje się, że w tych dniach najbardziej jesteśmy potrzebne i potrzebni pod komendami policji, by swoją obecnością próbować bronić solidarnościówki, by zbierać i przekazywać do Szpili (tel. 722 196 139) nazwiska zatrzymanych, by obserwować, notować i następnie służyć pomocą jako świadkowie oskarżenia w przyszłych procesach. Dlatego ci z nas, którzy mają zdrowie i siły, niech przychodzą pod komendy, ci, którzy już zdrowia i sił nie mają, niech znajdą inny sposób, by wspierać OSK.

Wiem, że nie wszystkim z Was będzie się to wezwanie podobać. Ale pomyślcie, jak spojrzymy w lustro i wzajemnie sobie w oczy, gdy na ulicach i komendach policja pałuje, oblewa gazem pieprzowym, łamie ręce naszym dzieciom, wnuczkom i wnukom, a my udajemy, że o tym nie wiemy, że tego nie widzimy, że to, czego doświadczają młodzi, to tylko „utarczki” z policją. Zmobilizujmy się i pokażmy, że hasła „Solidarność naszą siłą! Solidarność naszą bronią!” coś jeszcze dla nas realnie znaczą.
---
Tekst pochodzi z wpisu Autorki na Facebooku.
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.