Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bardzo się cieszę, że w końcu ktoś się odważył napisać o być może mniejszości, która nie lubi tej corocznej przedświątecznej presji na koniecznie rodzinne święta.

Mam takie odczucie i obserwacje, że święta są w tym kraju przeznaczone wyłącznie dla dużych rodzin, par spodziewających się potomka lub zakochanych z rodzinami, a przecież są osoby samotne z różnych powodów, pary, które nie mogą mieć dzieci, pary bez rodzin... Co z nimi?

Czy ktoś pomyślał , że reklamy zachwalające rodzinne święta, obrazki typu: dzieci, dziadkowie, sanie, śnieg, prezenty, mogą wywołać u osób wrażliwych depresje, emocje negatywne, a nawet cierpienie.

Mogą one poczuć się wyrzutkami, bez prawa przynależności do społeczeństwa.

No i oczywiście cała ta nadmiernie radosna i brzęcząca dzwoneczkami otoczka.

Uważam, że potrzebny jest umiar i być może lepsza analiza socjopsychologiczna naszego społeczeństwa. Dlaczego zapominamy o mniejszości, która z jakichś powodów nie obchodzi świat z radością, jak nakazuje im otoczenie.

Katarzyna Szymańska

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.