Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Widziałam setki 'tajniaków' w bluzach z kapturem, którzy grupami przemieszczali się po mieście i czasem wyciągali teleskopowe pałki, żeby lać kobiety. Walili gazem po twarzach ludzi, którzy chcieli opuścić policyjne kotły. Puszczali też jakiś śmierdzący i duszący dym, po którym piekły oczy i gardło. Parlamentarzyści, kiedy chcą pomóc obywatelkom i obywatelom, również są szarpani i popychani. Bezprawne legitymowania i mandaty, które anulowane są po kolei przed sądami. Wyłapywania przy powrotach do domów. Warszawa wygląda jak Mińsk".

Znów zacząłem śledzić wydarzenia w Polsce. Włos mi się jeży, jak w to ciągu niespełna paru miesięcy po wyborach prezydenckich zaostrzył się kurs partii rządzącej w stosunku do obywateli, którzy się z tą polityką nie zgadzają.

Moje wzburzenie spotęgowały obrazy interwencji tajniaków podczas protestu kobiet w Warszawie. Niezliczone siły policji pacyfikujące grupkę stojących pod sądem w Warszawie młodych ludzi solidaryzujących się z zatrzymaną w dniach poprzednich aktywistką strajku kobiet.

Obrazy wynoszonej przez trzech dryblasów w policyjnych uniformach i w białych kaskach młodziutkiej, filigranowej dziewczyny przywołały u mnie natychmiast obrazy rozpędzania solidarnościowych protestów w czasie stanu wojennego, kiedy to ZOMO w identyczny sposób walczyło z demonstrantami. Czternastolatek, który zamieścił link dotyczący strajku kobiet na FB, trafił do sądu rodzinnego.

A zatem bez owijania w bawełnę, jak to robią niektórzy dziennikarze wolnych mediów, trzeba jasno powiedzieć: Polską rządzi dyktator i satrapa w obłędzie, który moim zdaniem jest wynikiem jego panicznego strachu.

Jarosław Kaczyński jest ogarnięty żądzą utrzymania władzy za wszelką cenę. To już nie tylko jest niebezpieczne, ale też zagraża całej tkance społecznej narodu polskiego.

Rezolucja polskiego parlamentu w kwestii weta rządu dla budżetu Unii europejskiej i pakietu pomocowego nie tylko dotknie Polskę i Polaków, ale ograniczy także możliwość zwalczenia kryzysu pandemicznego w całej Unii.

Jako obywatel Unii Europejskiej mówię „NIE“ - nie ma mojego przyzwolenia dla planów Kaczyńskiego i Orbana. Nie zgadzam się by płacone przeze mnie, moje dzieci , znajomych i sąsiadów podatki zasilały rządzących w Polsce i na Węgrzech łamiących wszelkie wartości, na których zbudowana jest europejska wspólnota.

Właśnie piszemy listy do naszych parlamentarzystów, że nie wyrażamy zgody na jakiekolwiek negocjacje z rządami Polski i Węgier w sprawie praworządności.

Jeśli nie zgadzają się na przestrzegania prawa, niech będą wykluczeni z podziału pieniędzy europejskich, te pieniądze należy przekazać organizacjom pozarządowym i samorządom.

Mam nadzieję , że opozycja w Polsce ogarnie się i zauważy, że dyktaturę PiS i Kaczyńskiego można pokonać wyłącznie jako zjednoczona z obywatelami opozycja. To jest wspólny wróg, bo niewątpliwie wrogiem polskiego społeczeństwa jest obecna ekipa i jej przystawki.

Mam też nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja z czasu rządów PO i PS, kiedy to miano postawić przed Trybunałem Stanu oberprokuratora Ziobro, ale zabrakło kilku głosów.

Wszyscy, podkreślam, wszyscy niszczący obecnie polską demokrację muszą stanąć przed niezależnym sądem, gdzie otrzymają wyroki na jakie zasługują.

Trzeba przywrócić Polakom wolności i demokrację, o którą walczyli w czasach solidarności 80 roku w kraju i na emigracji.

PS Scena z wynoszeniem drobnej dziewczyny w czerwonej kurtce przypomina mi jako żywo sceny z czasu stanu wojennego, kiedy to za opornik noszony w klapie kurtki dostawało się pałą od oszalałego zomowca...

Obywatel/ka Unii Europejskiej

Piszcie, komentujcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.