Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poniżej opisuję historię swojego 18-letniego brata (tegorocznego maturzysty), który chce iść w moje ślady i studiować na SGH. Olimpiada, o której piszę, jest organizowana przez Polskie Towarzystwo Historyczne we współpracy z Sejmem i IPN-em.

Łukasz Bator jest uczniem klasy maturalnej w VI LO im. Jana Kochanowskiego w Radomiu. Jest pasjonatem historii, a zwłaszcza nowożytności. W związku z tym postanowił w poprzednim roku szkolnym sprawdzić swoją wiedzę w olimpiadzie historycznej. Po przejściu do 2. etapu zajął w nim 4. miejsce (od finału, gdzie czekały na niego indeksy na wszystkie kierunki humanistyczne w Polsce, dzieliła go jedna pozycja). Początkowo był załamany, jednak dzięki radom nauczycieli, rodziców i moim wziął się w garść i obiecał sobie, że w przyszłym roku będzie przygotowany jeszcze lepiej. Tym bardziej, że zeszłoroczni zwycięzcy byli maturzystami, czyli dzisiejszymi studentami I roku, co oznacza, że jego szanse znacząco się zwiększyły.

Jak postanowił, tak zrobił. Przygotowania rozpoczął już w lipcu br. Jego plan dnia zakładał kilkugodzinne wertowanie trudno dostępnych pozycji z okresu nowożytności. Jestem przekonany, że nabyta i ustrukturyzowana wiedza zawstydziłaby niejednego licencjata na kierunku historia nawet na czołowych polskich uniwersytetach.

Tegoroczna XLVII olimpiada historyczna miała być uwieńczeniem jego starań i zdobyciem indeksu na upragnione studia jeszcze przed uzyskaniem wyników maturalnych. Niestety w VI LO im. Jana Kochanowskiego w Radomiu uczniowie nie zostali zgłoszeni formalnie do XLVII olimpiady historycznej. Dowiedzieli się o tym fakcie trzy dni przed egzaminem ustnym, po napisaniu prac konkursowych, które zostały zaopiniowane pozytywnie.

Okazało się, że przewodnicząca komisji szkolnej nie otrzymała informacji zwrotnej po wysłaniu formularza zgłoszeniowego (należało ją wydrukować i załączyć do dokumentacji szkolnej). W wyniku błędu tej osoby (jej personalia są ściśle chronione przez szkołę) dziesięciu uczestników straciło szansę na udział w tej olimpiadzie.

Szkoła nieoficjalnie próbowała dotrzeć do Komitetu Głównego Olimpiady i poprosić o zmianę niekorzystnej decyzji. W odpowiedzi usłyszała, że problem dotyczy ponad 30 liceów w całej Polsce. W tym samym czasie uczniom zalecano spokój i pozytywne nastawienie w kolejnych dniach. Zgodnie z harmonogramem olimpiady w dniach 23-25 listopada br. powinna odbyć się w szkołach część ustna I etapu (w zeszłym roku Łukasz Bator został w niej oceniony na stopień celujący), zaś 30 listopada upływał termin wysłania przez komisje szkolne prac badawczych uczniów.

26.11 o sprawie zostało poinformowane Ministerstwo Edukacji Narodowej – Departament Podręczników, Programów i Innowacji (DPPI), który bezpośrednio nadzoruje konkursy i olimpiady.

Matka jednego z uczestników skontaktowała się bezpośrednio z p. Magdaleną Traczuk-Rompałą, starszym specjalistą w Departamencie Podręczników, Programów i Innowacji w Ministerstwie Edukacji Narodowej, która obiecała przyjrzeć się bliżej sprawie i wrócić z odpowiedzią do końca 27.11. Niestety, na tym kontakt się urwał.

W piątek (tj. 27 listopada) uczniowie otrzymali oficjalną wiadomość, że odwołanie szkoły nie zostało ocenione pozytywnie, a tym samym nie mogą uczestniczyć w tegorocznej olimpiadzie.

Problem nie dotyczy wyłącznie mojego brata – pozostałych kilku kolegów jest załamanych i wyczerpanych psychicznie – dla wielu z nich (tak jak np. dla Łukasza) to ostatnia szansa na przystąpienie do olimpiady, w ramach której zaznajomili się z wybranym okresem historycznym na poziomie głęboko wykraczającym poza zakres materiału. Łukasz jest tak zdesperowany, że rozważa celowe nieotrzymanie promocji (!), aby móc wystartować w olimpiadzie za rok.

Olimpiada była dla wielu uczniów możliwością wykazania się swoją ponadprzeciętną wiedzą, a w przypadku sukcesu – otrzymaniem indeksu na wymarzone kierunki na dowolnej uczelni w Polsce oraz znacznym ułatwieniem w rekrutacji na prestiżowe studia za granicą. W zaistniałej sytuacji setki godzin poświęconych przez nich na przygotowanie idą na marne – i to z powodu błędu szkoły oraz złej woli organizatorów – na co absolutnie nie mogli mieć wpływu.

Czekamy na Wasze komentarze, opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.