Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wpis z FB publikujemy za zgodą autorki

Kiedy byłam małą dziewczynką, uczył mnie przekory i poczucia humoru, upierając się, że zielony samochód jest czerwony i odwrotnie; po każdym dziecięcym upadku kazał natychmiast wstawać, nic się przecież nie stało; podkreślał przede wszystkim, że nigdy nie wolno mi się niczego bać. W latach 90. zabierał mnie na rozlepianie plakatów z Mazowieckim na wiejskich przystankach i do redakcji „Res Publiki”. Był pierwszym czytelnikiem wszystkich moich wypracowań, potem tekstów. Jego podstawowa, wbrew pozorom zupełnie niebanalna rada stale brzmiała: pomyśl, zanim napiszesz.

Prof. Marcin Król z małą ZosiąProf. Marcin Król z małą Zosią archiwum rodzinne

Uparł się, żebym po studiowaniu literatury poszła też na filozofię, i nie wiem, kim bym dziś była, gdyby się nie uparł. Kiedy powstał „Dwutygodnik”, służył mi też radami doświadczonego redaktora. W końcu w ostatnich latach i ja zostałam czytelniczką rzeczy, nad którymi pracował. I tak dzwoniliśmy ciągle do siebie, radząc się co do myśli, sformułowań, planów na pisanie. Jego myślenie cechowała precyzja i bezczelność kogoś, kto był prawdziwie wolny.

Wolność zachował także dzięki fizycznej odległości od politycznych sporów, dzięki podlaskiemu domowi i pokoleniom owczarków podhalańskich, których ogony radośnie machały na tle szarozielonych łąk. Krajobraz tam płaski jak na obrazach Malczewskiego, które tak lubił. Przez okna widać sad, z drugiej strony gęsty ogród i za nim las – to miejsce, ten widok i tę rozczulającą polską łąkową płaskość nazywał ojczyzną. Najbardziej lubiłam te rozważania z ostatnich jego książek, które wyprowadzał właśnie z kadru okna, biegu zająca. Cieszył się ostatnio tak bardzo z narodzin drugiej wnuczki: że po świecie chodzi taki nowy ktoś, kto ma w sobie jedną czwartą jego samego. Jego nieokiełznanej wewnętrznej wolności będę teraz szukać w moich córkach.

Kiedy rozstawaliśmy się w moim dzieciństwie na jakiś czas, obiecywaliśmy sobie, że będziemy za sobą tęsknić, ale na wesoło. Będę próbować.

Zofia Król

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.