Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Solidarność i odpowiedzialność na sto dni” to motto jednej z konferencji Mateusza Morawieckiego w sprawie obostrzeń na grudzień i styczeń. Z całego spotkania najbardziej zapadł mi w pamięci okrzyk premiera do Polaków: „siedźcie w domu!”

Duże wrażenie zrobiło też wykluczenie szkół z realnej działalności do 18 stycznia 2021r. (w tym równoczesne ferie dla wszystkich województw) oraz bezpardonowe zamknięcie placówek kultury łącznie z bibliotekami. Wszelkie zaś spory przeciął rzecznik ministerstwa zdrowia Wojciech Andrusiewicz słynną frazą: „W tym roku ferie spędzamy w domu!”. Czy to niespodziewana troska rządu o nas?

PiS czyha na młodzież

Znając dobrze tę słabą władzę, wiemy, że potrzebuje czasu na zaostrzenie walki z obywatelami, zmęczonymi skalą pandemii i łamaniem prawa. A więc zamiast (licząc od marca) „tysiąca dni solidarności” mamy teraz zadeklarowane dwa miesiące. Na co?

Najbardziej boli całkowite odcięcie uczniów i uczennic od szkół, widzów od miejsc kultury, artystów i pracowników kultury od działalności i dochodów, ludzi od profesjonalnej usługi sportowej. Tak, fundamentem jest ochrona naszego zdrowia, ale widać, że aparatowi władzy jest już chyba wszystko jedno, nie chce jej się działać, tylko trwać.

Teraz można zobaczyć, że fanatyczna prawica i jej główni przedstawiciele tak długo będą manewrować faktami i naszymi nadziejami, aż wolni obywatele zrezygnują z wizji własnego życia i zaakceptują to, co proponuje PiS. Nieprawdziwe odczucie? Tym bardziej to widać, kiedy obserwuje się prawdziwą (niestety) bitwę policji z kobietami i młodzieżą oraz rządu z Unią Europejską. Staje się faktem, że Jarosław Kaczyński i jego wspólnicy chcą zagarnąć wszystko. Żeby to osiągnąć, blokują postęp. Lepią państwo na stole jak jakąś makietę z mokrego papieru. Niszczą relacje i kontakt ze światem w imię narodowego pielenia ogródka. Po szykanach wobec prawników, dziennikarzy, medyków zostali jeszcze - nauczyciele, naukowcy, artyści.

Wyraźnie widać, że PiS szczególnie teraz czyha na szkoły, uczelnie i kulturę, a więc na miejsca, gdzie aktywnie trzeba używać siły rozumu i wolności.

Zatem kilka słów o szkole. Nauczanie w szkołach podstawowych i średnich na trwale zostało okaleczone przez zniszczenie gimnazjów. Preferowaną przez rząd dydaktyką jest obecnie metoda ciężkiego kursu, spotęgowana w podręcznikach historii, języka polskiego, a nawet geografii wizją monumentalnej polskości.

Więc plan jest taki. Wymusić na nauczycielach uległość, która ma w domyśle stać się w nas naturalną cechą. Jeśli w nauczycielach, to i w uczniach, i uczennicach. I potem w rodzinach. I tak zebrawszy całe społeczeństwo, władza podyktuje nam wolność, a zarazem nam ją odbierze. Ktoś może zarzucić mi przesadę w takim toku myślenia.

Jak to jest być nauczycielem w państwie PiS

Otóż nie. Obok bycia obywatelem proszę przez chwilę pobyć nauczycielem, nauczycielką w tym państwie. Pogarda, kontrole, nakłanianie do biernych zachowań, wtrącanie się w treści języka tolerancji, wymuszanie archaicznego patriotyzmu, presja biskupiego Kościoła, brak wsparcia. Tak to wygląda. I ani razu miłego, opartego na szacunku, doceniającego słowa. Ta władza pogardza otwartą, krytyczną, refleksyjną edukacją. Atakuje uczelnie jakimś ulicznym słowem „lewackie”. Wymusza donosicielstwo i rywalizację wśród intelektualistów, szarga odwagę nauczycieli broniących studentów i uczniów za wspieranie praw kobiet i wolnej od narodowej smugi edukacji. A więc władza boi się obywateli.

Nauczyciele zdaniem ministrów Zalewskiej, Piontkowskiego i Czarnka to tylko wykonawcy zadań, a nie twórczy i przedsiębiorczy pracownicy szkół.

Bo taka jest retoryczna maestria brutalnej polskiej prawicy, że pod pretekstem światowej pandemii i w własnej nieszczerości próbuje zdławić autorytety naukowe i wyobraźnię sztuki, i nas, zwykłych ludzi oporu wobec narastających represji – werbalnych i fizycznych. Miliony ludzi tak to widzą. My, nauczyciele, mimo zagmatwanego przekazu o faktycznych ogniskach koronawirusa, podejmujemy każdą formę nauczania: stacjonarną, hybrydową, a teraz przed nami zdalna praca. Czy to jest w perspektywie osiągnięć uczniów dla Ministerstwa Edukacji ważne?

Dlaczego polityka była ważniejsza niż edukacja

Nie wiadomo do końca, czy całkowite przejście na zdalne nauczanie to był dobry wybór, szczególnie jeśli chodzi o szkoły podstawowe i uczniów przed egzaminami. Dla dzieci nauczania wczesnoszkolnego zerwanie ze szkołą to zawieszenie dziecięcego celu, a brak relacji pozbawia ich stymulacji wielorakich kompetencji, w tym procesów poznawczych. A z kolei uczniowie klas ósmych i maturalnych nie mają możliwości trwałego i pogłębionego przygotowania do egzaminów. Gdzieś mieści się tu wielki organizacyjny błąd, a może przeciwnie – rządowa siła ograniczeń! Tkwią teraz wszyscy w lekcjach samotności i niepokoju, często zdenerwowani przed kamerkami. Często w ciszy stłumionych problemów.

Można więc tysiące razy pytać, dlaczego minister edukacji nie pomógł szkołom wprowadzić rozsądnie kontrolowanej nauki hybrydowej? Dlaczego od września nie testowano nauczycieli? Dlaczego polityka była ważniejsza niż edukacja? Na dodatek nieoględnie i wprost użyto teraz sformułowania, że wymagania na egzaminach ósmoklasistów i maturalnych w 2021 „będą jednorazowo obniżone o 20-30 procent”, jak gdyby kupując przychylność młodzieży.

Minister dodatkowo brutalizuje przekaz, że właściwie edukacyjny zastój jest z winy strajkujących nauczycieli w 2019 r. Jak można tak pogardliwie demotywować ambicje uczniów, manewrować ich emocjami i podawać nieprawdę? Proszę panie ministrze wreszcie powiedzieć uczniom i uczennicom coś ważnego, odkrywczego, podkreślić ich wartość, przeprosić, zwłaszcza że już wiele w polskiej rzeczywistości rozpoznają i potrafią słusznie okazać bunt. To jest młodość. To jest start w życie i nie wolno łamać im dróg życiowych, indoktrynować obsesjami narodowymi (np. ciągłym wskrzeszaniem kontrowersji wokół „żołnierzy leśnych” z czasów powojennych) i straszyć wszystkich za bycie sobą.

Spójrzmy w tym mroku koronawirusa i załamania równowagi istnienia oczami dzieci i młodzieży. Czy to jest aż tak trudne? Na koniec - nie da się nie zauważyć, że wszystkie kreatywne miejsca i przedsięwzięcia zamknięto teraz prawie równocześnie – szkoły, kina, teatry, galerie, muzea, sale koncertowe. Nietrudno pomyśleć, że to wręcz pomysł na spokój w państwie – będziemy słabi, niedouczeni, infantylni, rząd na pewno dopowie: i zdrowi.

Jest taka zagadka greckiego filozofa Zenona z Elei – dlaczego żółw jest szybszy od szybkonogiego Achillesa? No właśnie: dlaczego 1500 osób w galerii handlowej emituje mniej wirusów niż 25 procent widzów w +100-osobowym teatrze lub kinie?

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.