Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Byłem kiedyś na spotkaniu z Donaldem Tuskiem w Gdańsku. Tematem tego spotkania było "Czy o taką Polskę walczyli gdańscy stoczniowcy?". Tusk na moje pytanie, czy aby na pewno o taką, jaką mamy obecnie, odpowiedział, że tak, i w zasadzie na tym mógłby zakończyć swoją wypowiedź.

Później jego arogancja była jeszcze większa, Polska to zielona wyspa, druga Irlandia, nie ma z kim przegrać..., a Polacy tyrali za pięć złotych na godzinę.

Od lat mówiłem o konieczności wprowadzenia godziwej minimalnej płacy, przy liberałach było to oczywiście niemożliwe. Natomiast Kaczyński wprowadził minimalną płacę i nic się nie zawaliło, wręcz przeciwnie. Jeżeli chcemy, aby obecne straszne rządy PiS skończyły się za trzy lata, to już dzisiaj, nie jutro, trzeba stworzyć wspólny program opozycyjny, który dałby Polakom nadzieję na lepsze i przede wszystkim normalne życie.

Dwa razy z rzędu daliśmy wygrać PiS przez głupią opozycję. Pięć lat temu przez Razem i Zandberga. Nie wszedł w koalicję z SLD i lewica nie weszła do sejmu, dając większość PIS-owi. Ostatnio z kolei przez PO i PSL, którzy nie chcieli stworzyć wspólnej listy wyborczej z SLD, przy akompaniamencie Millera, który twierdził, że się nie da, bo są zbyt duże różnice programowe. Bzdura.

Czyli rację miał nasz wieszcz Jan Kochanowski, że Polak przed szkodą i po szkodzie głupi. Za trzy lata mamy kolejne podejście. Czy znowu okaże się, że jesteśmy totalnie głupią opozycją, która nie potrafi podjąć współpracy, by wygrać wybory?

 Waldemar Szydłowski,  Gdańsk

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.