Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest adwokatem, jednym z kilkudziesięciu prawników zaangażowanych w świadczenie pomocy prawnej zatrzymywanym demonstrantom, koordynowanej przez organizacje broniące praw człowieka, takie jak Kolektyw Antyrepresyjny SZPILA, czy Kampania Przeciw Homofobii.

Budzące wiele wątpliwości działania policji wobec demonstrantów powodują różne reakcje społeczne. Jedną z nich jest upublicznianie wizerunku i danych osobowych funkcjonariuszy mających naruszać prawo. Działanie to doczekało się już reakcji ministra sprawiedliwości, który zapowiedział wszczynanie postępowań karnych przeciwko osobom, które dane policjantów publikują.

Problem jest jednak szerszy i nie dotyczy tylko policjantów: przecież w ostatnich tygodniach byliśmy także świadkami wystąpień przedstawicieli władz kilku uczelni wyższych, którzy przestrzegali przed sankcjami dla studentów udostępniających nagrania z wykładów i innych zajęć prowadzonych online, na których nauczyciele akademiccy reagowali na zdjęcia profilowe studentów w sposób co najmniej nieprofesjonalny.

Czy w wypowiedziach tych jest ziarno prawdy i rzeczywiście możemy odpowiadać karnie lub cywilnie, jeśli udostępnimy w sieci dane osobowe policjanta lub profesora, który naszym zdaniem naruszył obowiązujące przepisy lub standardy zachowań, jakich od niego oczekujemy?

Na pytania mediów Ministerstwo Sprawiedliwości podało co najmniej kilka podstaw prawnych, które miałyby służyć karaniu osób ujawniających dane. Przeanalizujmy je krótko.

Odpowiedzialność karna

Prokuratura Krajowa i MS wskazują na możliwość naruszenia art. 255 kodeksu karnego, który za karalne uznaje publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa.

Podstawa ta rzeczywiście mogłaby znaleźć zastosowanie, ale tylko wówczas, gdybyśmy udostępnili dane danej osoby, jednocześnie zachęcając do popełnienia wobec niej jakiegoś czynu zabronionego. Jego stosowanie do samego udostępnienia danych nie wydaje się możliwe.

Po pierwsze dlatego, że czyn ten można popełnić tylko w zamiarze bezpośrednim (zob. wyrok Sądu Najwyższego, IV KKN 464/98), czyli mówiąc prosto: publikując dane oczekujemy, że zostaną one wykorzystane do popełnienia przestępstwa.

Co więcej, w orzecznictwie sądów wskazuje się, że wymogiem zastosowania odpowiedzialności z art. 255 k.k. jest znaczny zasięg owego nawoływania do popełnienia przestępstwa, zaś trudno mówić o znacznym zasięgu, gdy publikacja następuje na własnym profilu społecznościowym i zasadniczo była skierowana tylko do kręgu znajomych.

Podobnie sam fakt publikacji nawet na internetowym forum ogólnodostępnym nie spełnia jeszcze sam z siebie waloru odpowiednio szerokiego upublicznienia (tak np. wyrok Sądu Rejonowego w Słupsku, II K 367/08).

Wydaje się więc, że odpowiedzialność z art. 255 k.k. jest mało prawdopodobna.

Podobnie rzecz ma się z art. 18 § 3 k.k., który przewiduje odpowiedzialność za pomocnictwo w popełnieniu czynu zabronionego przez inną osobę, np. ułatwiając jego popełnienie. Miałby on występować według stanowiska rządu łącznie z art. 255. Problem polega jednak na tym, że trudno mówić o pomocnictwie w popełnieniu przestępstwa bez właściwego przestępstwa (tutaj – z art. 255). W orzecznictwie polskich sądów dominuje pogląd, że pomocnictwo ma charakter skutkowy, czyli nie jest karalne, jeśli do przestępstwa w rzeczywistości nie dojdzie (np. wyrok Sądu Najwyższego III KK 149/07). Skoro zatem trudne byłoby przypisanie odpowiedzialności z art. 255, to tym bardziej z art. 18.

Wreszcie, w kontekście parlamentarzystów uzyskujących dane osobowe funkcjonariuszy, wskazuje się na możliwość kwalifikacji prawnej z art. 231 k.k., który dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Trudno jednak odgadnąć, jakie uprawnienia miałyby zostać nadużyte przez posłów lub senatorów dokumentujących naruszenia prawa przez policję i przekazujących osobom zainteresowanym dane funkcjonariuszy, którzy działali w ich sprawach. Z pewnością jednak nie da się zastosować tej podstawy do obywateli niebędących funkcjonariuszami publicznymi.

Może zatem… RODO?

Dodatkowo prokuratura wskazuje na możliwość naruszenia art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.

To chyba najbardziej zadziwiająca ze wszystkich kwalifikacji, dlatego, że raptem kilka dni wcześniej prokuratorzy w różnych częściach kraju hurtowo odmawiali wszczęcia postępowań z tego artykułu przeciwko osobom publikującym w internecie dane osobowe i adresy zamieszkania lokalnych działaczek Strajku Kobiet. Dlaczego zatem przepis ten miałby chronić policjantów i dotyczyć ujawniania danych funkcjonariuszy, ale już nie zwykłych obywatelek? Nie wiadomo.

Niezależnie jednak od dziwnie zmiennej interpretacji tego samego przepisu przez tę samą Prokuraturę Krajową, również ta podstawa odpowiedzialności karnej jest mocno naciągana.

Przede wszystkim, jak już wskazywał ostatnio np. dr Maciej Kawecki, przepisy RODO (a zatem i polskiej ustawy) generalnie nie znajdują zastosowania do tzw. prywatnego użytku danych, a właśnie taki charakter ma udostępnienie informacji na własnym profilu społecznościowym.

Z kolei w przypadku stron internetowych i facebookowych, korzystają one z klauzuli prasowej, która wyłącza stosowanie RODO do publikacji prasowych. Kwestia ta jest na tyle doniosła, że RODO odnosi się do niej już w preambule, w której motyw 153 stanowi, że „aby uwzględnić, jak ważna dla każdego demokratycznego społeczeństwa jest wolność wypowiedzi, pojęcia dotyczące tej wolności, takie jak dziennikarstwo, należy interpretować szeroko”.

Dobra osobiste

Obok przepisów karnych, których zastosowanie do opisywanych spraw wydaje się co najmniej karkołomne, nie można jednak zapominać, że dane osobowe, czy wizerunek, są chronione również przepisami prawa cywilnego.

I tak, art. 23 kodeksu cywilnego obejmuje ochroną m.in. dobra osobiste takie jak choćby wizerunek, cześć, czy nietykalność mieszkania. Przyjmuje się, że katalog ten nie jest zamknięty, zaś sądy wielokrotnie go rozszerzały. Art. 24 k.c. z kolei upoważnia do żądania zaniechania danego działania, a także usunięcia jego skutków (np. przeprosiny), wreszcie zapłaty zadośćuczynienia lub odszkodowania.

Przy publikacji danych funkcjonariuszy, czy nauczycieli akademickich, o naruszenie dóbr osobistych może być nietrudno. Przede wszystkim może dojść do tego wówczas, gdy przypiszemy danej osobie zachowanie, którego tak naprawdę się nie dopuściła, godząc w jej cześć, czy renomę. Podobnie może być w przypadku publikacji samego tylko adresu, jeśli dana osoba zacznie np. odbierać szereg niechcianych, dziwnych przesyłek. Do tego wszystkiego trzeba również pamiętać, że działania te mogą godzić nie tylko w samą osobę, której dane upubliczniamy, ale także w jej najbliższych, czy sąsiadów.

O ile możemy mieć uzasadnione przekonanie, że danym zachowaniem konkretny policjant czy wykładowca „zasłużył sobie” na dezaprobatę społeczną, o tyle należy zawsze zastanowić się, czy aby na pewno na podobną dezaprobatę zasługują jego dzieci, sąsiedzi itd.

Podjęcie decyzji zbyt pochopnie może narazić nas na odpowiedzialność cywilną, czyli najczęściej – konieczność zapłaty określonej kwoty pieniężnej na rzecz poszkodowanych naszym działaniem.

Jak działać, aby nie stracić?

Odpowiedzialność karna za publikację w sieci danych funkcjonariusza jest mało prawdopodobna (co nie oznacza, że wkrótce parlament nie wprowadzi nowych przepisów w tym zakresie. Ostatnio podobne przepisy wprowadzono we Francji, wywołując duże napięcia społeczne).

Możemy jednak odpowiadać cywilnie, jeśli publikacja ta doprowadzi do naruszenia dóbr osobistych osoby, której dane publikujemy, albo dóbr osób z jej otoczenia. Poza tym, wydaje się, że wskazana metoda wpływa jednak na poczucie bezpieczeństwa konkretnych osób, niekoniecznie tych, których dane publikujemy, ale zwłaszcza ich dzieci.

Myśląc właśnie o dzieciach funkcjonariuszy i akademików zdecydowanie odradzam publikację danych konkretnych osób w internecie.

Z drugiej strony, potrzebujemy mechanizmu uzyskiwania informacji o policjantach, którzy naruszają nasze prawa i nasze dobra osobiste. Choćby dlatego, zamiast wrzucić dane zidentyfikowanego przez nas funkcjonariusza, który np. użył gazu, gdy nie było ku temu podstaw, lepiej wysłać je na dedykowane skrzynki Strajku Kobiet lub grupy prawnej wspierającej demonstrantów.

Wówczas nie dokonamy ich upublicznienia, zaś skorzystać z nich będą mogły te osoby, które powinny mieć do niech dostęp – np. osoby, które chcą pozwać funkcjonariusza za jego brutalność wobec nich.

Wsparcia prawnego w przypadku zatrzymania podczas spontanicznych zgromadzeń można szukać m.in. kontaktując się z numerem antyrepresyjnym: +48 722 196 139.
Nagrania i zdjęcia z zatrzymań oraz inne informacje związane z nieadekwatnymi działaniami policji można przesyłać na adres: nagrania-antyrep@riseup.net

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.