Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O tym, że nie może wejść do Sejmu, aktywistka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marta Lempart dowiedziała się we wtorek po południu, kiedy razem z senatorem Koalicji Obywatelskiej Bogdanem Klichem chciała wejść na posiedzenie komisji senackiej spraw zagranicznych i Unii Europejskiej, której przewodniczy Klich. Tematem posiedzenia była informacja o stanowisku rządu w toczących się negocjacjach dotyczących budżetu UE oraz funduszu odbudowy oraz rozważane przez premiera Mateusza Morawieckiego weto wobec budżetu UE.

- W biurze przepustek usłyszałam, że komendant Straży Marszałkowskiej wydał wobec mnie zakaz wstępu do Sejmu. Czekało tam na mnie gotowe pismo - relacjonuje "Wyborczej" Lempart. - Nie było żadnej dyskusji, komendant nie odbierał telefonu od pracowników biura. Opuściliśmy z senatorem Klichem budynek, za nami szło czterech strażników - opowiada.

Zakaz wydał nadkomisarz Michał Sadoń, który na czele Straży Marszałkowskiej stoi od lipca. W piśmie adresowanym na wrocławski adres Lempart stwierdził, że "mając na względzie zachowanie spokoju i porządku oraz zapewnienie bezpieczeństwa Sejmu i Senatu", zawiesza prawo wstępu na tereny i do budynków podlegających Kancelarii Sejmu od 24 listopada br. do 23 listopada 2021 r. 

Swoją decyzję nadkom. Sadoń uzasadnił wydarzeniami, do których miało dojść według niego 30 października. 

"O godz. 15.45 uczestniczyła pani w wyłamaniu metalowej bramy i wdarła się w okolice garaży znajdujących się na terenie będącym w zarządzie Kancelarii Sejmu. Pani działanie spowodowało zagrożenie bezpieczeństwa budynków Sejmu i Senatu oraz osób przebywających tam i stanowiło naruszenie porządku na terenie będącym w zarządzie Kancelarii Sejmu" - czytamy w piśmie szefa SM. 

Pismo komendanta Straży Marszałkowskiej do Marty LempartPismo komendanta Straży Marszałkowskiej do Marty Lempart red.

Jednak protest przy garażach, który opisuje nadkom. Sadoń, odbywał się nie 30 października, lecz dwa dni wcześniej. Szczegółowo relacjonowali go reporterzy "Wyborczej".

To dłuższy fragment, ale warto go w tym momencie przytoczyć: 

"O godzinie 15.30 ciężarówka parkuje u zbiegu Matejki i Wiejskiej.

Protestujący podchodzą do barierek. - Dawać, tanecznym krokiem i do barierek, tańczymy z barierkami - krzyczy przez megafon Marta Lempart. Ludzie podeszli pod ogrodzenie, ale zachowują się spokojnie i pokojowo. Nie szarpią barierek, machają do policjantów. (...)

Godzina 15.43 protestujący doszli do szlabanu przy Kancelarii Prezydenta na ulicy Frascati. Na miejscu jest policja i przedstawiciele Straży Marszałkowskiej oraz SOP.

I pada kolejne hasło: - Mordy zdradzieckie, z Wiejskiej nie wyjedziecie.

Ewidentnie słowa Lempart padły na podatny grunt. Protestujący najwyraźniej postanowili nie wypuścić posłów z budynku sejmu.

Godzina 15.50. Protestujący wchodzą na ulicę Frascati, boczną Wiejskiej. Chcą otoczyć budynek Sejmu i Senatu. (...)

Po godz. 16 z innej strony ludzie próbują dostać się do kancelarii Sejmu przez wejście przez garaże. To jakieś 20-30 osób. Policja zareagowała, nie dopuściła do tego. Zasłoniła wejście. (...)

Tymczasem Dawid Krawczyk [reporter "Wyborczej"] jest pod bramą do garażu Sejmu i Senatu przy al. Na Skarpie. Jest tu kilkudziesięciu policjantów. Ustawili się zaraz przed bramą, kaski przy pasach, tarcze upuszczone. Protestujący, którzy siedzieli pod bramą nie stawiali żadnego oporu, wstali po tym jak przyszła policja.

- Policjantki też macie ciała - krzyczą kobiety.

O godz. 17 wejścia i wyjazdy z terenu Sejmu ciągle są blokowane przez ludzi. Część z protestujących poszła w innych kierunkach. Główne to pl. Trzech Krzyży oraz Krakowskie Przedmieście, gdzie o godz. 18 ma się rozpocząć protest studentek. Na szybie białego samochodu położone są transparenty, za wycieraczką wetknięta została czarna parasolka. (...)

O godz. 17.18. przy bramie od strony alei Na Skarpie jest kilka razy mniej osób niż jeszcze godzinę temu. Na ulicy siedzi kilkadziesiąt osób.

To wydarzenia z 28 października. Dwa dni później, 30 października Strajk Kobiet organizował Marsz na Warszawę, a Marta Lempart otwierała go o godz. 17 na placu Zamkowym, gdzie uczestnicy zostali zaatakowani przez kiboli. 

Marta Lempart: Nie ma żadnej sprawy "wyłamanej bramy"

W rozmowie z "Wyborczą" Lempart mówi: - Nie ma żadnych zarzutów ani wyroku za "wyłamywanie bramy", nie wyłamywałam jej. Ale przyznaję, że razem z grupą osób próbowałam się dostać na teren Sejmu, co jest legalne - podkreśla aktywistka. 

W przeszłości zakaz wstępu do Sejmu miała m.in. Iwona Hartwich, liderka protestu rodziców osób z niepełnosprawnościami w 2018 r. w budynku Sejmu. Kancelaria Sejmu wydała go w połowie lipca 2018 r. i miał obowiązywać do 27 maja 2020 r. Jednak w październiku zeszłego roku Hartwich zdobyła mandat poselski z list Koalicji Obywatelskiej, co automatycznie zniosło zakaz. 

Czego Marta Lempart nie mogła dziś powiedzieć w Senacie 

Treść wystąpienia, którego nie mogła wygłosić, Marta Lempart przesłała do senatora Klicha. Napisała w nim:

"Nie mam możliwości zwrócenia się do Państwa osobiście. Jako obywatelka wzbudziłam paniczny strach komendanta straży marszałkowskiej, który dziś uznał, po raz kolejny, że jego polityczni mocodawcy ochronią go przed konsekwencjami za łamanie moich praw obywatelskich oraz reguł rządzących polskim parlamentem.

Nie to jest jednak najważniejsze. Nie jest najważniejsze to bezprawie, które przeminie.

Najważniejsze jest to, co dzieje się na ulicach i w sercach młodych ludzi, którzy za jakiś czas będą decydować o Polsce. Niech Państwa z PiS nie zmyli brak tradycyjnych europejskich haseł właściwych nam, czterdziestolatkom, starszemu pokoleniu, w fali protestów przetaczających się przez Polskę. Młodzież, która idzie z nami, kobietami – a przypomnę, że w protestach Strajku Kobiet wzięła udział co trzecia młoda osoba w Polsce – traktuje nie tylko obecność Polski w Unii Europejskiej jako oczywistość.

Dla nich oczywistością są europejskie wartości – wolność, solidarność, samostanowienie, obywatelskość, sprawczość. Są dla nich naturalne jak oddychanie, a pomysł, że Polska ma zamienić się w duszną, smutną przystań fundamentalistów nienawidzących wolności – budzi w nich nie tylko gniew i sprzeciw. Budzi w nich także śmiech. Śmiech budzi to polityczne nadymanie, te koturnowe kwestie, ten cały teatrzyk odprawiany przez panów, którzy śmiertelnie boją się kwestii praworządności - bo walczą o to, żeby za swoje dokonania nie skończyć w więzieniu.

Przyjrzyjcie im się dobrze, szanowni Państwo. My walczymy o to, żeby PiS nie wypchnął nas z UE. Oni, ta bita na ulicach młodzież, są tymi, którzy wypchną z Polski PiS. A sami zostaną, bo są od urodzenia Europejkami i Europejczykami. Tej tożsamości nikt i nic nie jest w stanie pozbawić.

W nich Wasza klęska, panowie z antyeuropejskiego teatrzyku. I w nich nasza nadzieja. Ostatnie marsze są nie są marszami proeuropejskimi. One są wewnątrzeuropejskie".

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.