Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam uwagę do tekstu odredakcyjnego,z którego przesłaniem w pełni się zgadzam.

Otóż chodzi o postrzeganie Wschodu jako siedliska satrapii.Tak się składa, że na wschód od Polski leży Ukraina, a nie tylko Rosja czy Białoruś, gdzie dziś dzieją się straszne rzeczy na oczach Europy, tak jak 7 lat temu w Ukrainie. W Ukrainie z ogromnym niepokojem śledzimy to, co się stało z Polską, która była wzorem udanej transformacji i najbardziej przez Ukraińców lubianym krajem. Straszenie Wschodem, może skuteczne na krótką metę ze względu na rozpowszechnienie stereotypu Europy Wschodniej jako nie Europy, na dłuższą metę jest kontrproduktywne i niebezpieczne.

W Polsce żyjemy w błogiej świadomości, że oto wreszcie nie należymy do Europy Wschodniej (w domyśle: nie tylko zdominowanej przez Rosję, ale tej gorszej, zgrzebnej, przaśnej, niedomytej, niedouczonej, nieokrzesanej i opartej na fizycznej przemocy i zniewoleniu ludzi, zwłaszcza kobiet). Tyle że za chwilę możemy z powrotem znaleźć się w oślej ławce. Już nie mówiąc o tym, że przywary Wschodu, które z takim zapałem ganimy, są wewnętrznymi przywarami, tak jak były one w dobie oświeconych.

Co nie zmienia faktu, że przynajmniej dwa reżimy za naszą wschodnią i północno-wschodnią granicą – białoruski i rosyjski – są oparte na przemocy. Jednak przypisywanie całemu Wschodowi wad konkretnych reżimów to błąd, który za chwilę może się zemścić na nas bezpośrednio. Sami znowu znajdziemy się – jeśli już się nie znaleźliśmy – w tej wschodniej szufladce: nieokrzesani, niedouczeni, gwałcący prawo i stosujący przemoc wobec kobiet.

Ola Hnatiuk, profesor UW i Akademii Kijowsko-Mohylańskiej

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.