Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List otwarty do Jarosława Kaczyńskiego, prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość

Jestem lekarzem, ginekologiem-położnikiem. Od ponad 40 lat uprawiam tę fascynującą dziedzinę medycyny. Nie wdepnąłem nigdy aktywnie w politykę, ale podobnie długo mnie ona żywo interesuje. Do dopuszczalności “przerywania ciąży” miałem i mam stosunek dość jednoznaczny, negatywny. Ale… Nie ma żadnych wątpliwości, że życie zaczyna się od połączenia dwóch komórek rozrodczych, czyli od tzw. poczęcia. Jednak czy należy je bezwzględnie chronić od tej chwili? To nie jest zagadnienie, które powinno regulować prawo państwowe.

Dziesiątki albo nawet setki tysięcy aborcji rocznie dziś wykonuje się w tzw. podziemiu lub za pobliską granicą. Praktykowałem już jako lekarz, gdy aborcja była dozwolona do 12. tygodnia ciąży, na tyle liberalnie, że traktowano ją jako jedną z metod antykoncepcji. W Polsce dokonywano wtedy kilkuset tysięcy zabiegów rocznie! Więcej niż dziś mamy żywych urodzeń! Warto zwrócić uwagę na to, że miało to miejsce w kraju, gdzie znacznie ponad 90 proc. mieszkańców deklaruje się jako katolicy.

Ciąży nie przerywały więc zbrodniarki-feministki, ale głównie pobożne parafianki.

Swobodny dostęp do takich rozwiązań w publicznej służbie zdrowia przy braku nowoczesnej i taniej antykoncepcji, niedoborach edukacji seksualnej, przez dziesiątki lat fatalnie kształtował sumienia Polek i Polaków. Zmiana systemu politycznego i większy wpływ Kościoła katolickiego stworzyły warunki do zmian ustawowych i doprowadziły do uchwalenia tzw. kompromisu aborcyjnego w 1993 r. To było i jest znaczne ograniczenie prawa kobiet do decydowania o życiu noszonego przez nie dziecka (płodu, zarodka). Mimo “ochrony życia od poczęcia” dopuszczono do przerwania tegoż w określonych trzech wskazaniach. Nie ma więc i nie będzie mowy o bezwzględnej ochronie. Tylko skrajni fundamentaliści od lat dążą do jej uchwalenia, wbrew zdaniu większości społeczeństwa.

Nawet Kościół katolicki i rozsądni politycy akceptowali powstrzymanie się od ekstremizmu. Nie otwierano “puszki Pandory”, aby nie gwałcić sumień Polek i Polaków ani nie zmuszać kobiet do dramatycznych decyzji. Niestety dziesiątki albo nawet setki tysięcy aborcji rocznie dziś wykonuje się w tzw. podziemiu lub za pobliską granicą.

Nigdy nie wykonywałem zabiegów przerwania ciąży. Ani pracując w latach 80. w publicznej służbie zdrowia, ani praktykując od ponad 25 lat w sektorze prywatnym. Nikt z lekarzy nie był zmuszany do tego, by wbrew sumieniu przerywać ciążę, nie utrudniało to zrobienia specjalizacji ani kariery zawodowej. Dzisiejszy autorytet skrajnej prawicy, profesor Chazan, zdeklarowany podobno katolik, dopiero po zmianie systemu politycznego, gdy już osiągnął szczyty zawodowego rozwoju, nagle zrozumiał błąd (?!) i zaprzestał niecnego procederu. Głęboka wiara chrześcijańska nie kłóciła mu się przez lata z zabiegami wykonywanymi także prywatnie. Broń nas, Panie, od takich hipokrytów i fałszywych proroków!

Aktualny wyrok Trybunału Konstytucyjnego, do którego skłonili nieodpowiedzialni politycy prawicy, obudził demony oraz wywołał wielki społeczny gniew i opór wobec postulowanych zmian. Obowiązująca ustawa nie była może doskonała. Nie zadowalała skrajnych skrzydeł - ani zwolenników całkowitego zakazu, ani liberałów dopuszczających zabiegi bez ograniczeń. I tak jest to jedna z najbardziej restrykcyjnych regulacji w Europie. Jednak przez 27 lat panowała milcząca zgoda, żeby niepotrzebnie nie rozognić dyskusji i sporów, które nie doprowadzą do wypracowania lepszych rozwiązań. W końcu jednak rządząca prawica, zapewne za aprobatą lub nawet decyzją Jarosława Kaczyńskiego (przecież w państwie PiS nic nie dzieje się bez woli “naczelnika”), uznała za potrzebne rozpętanie dramatycznego konfliktu. Nie ulega wątpliwości, że ani wniesienie sprawy do TK, ani sam wyrok sądu pod wodzą “odkrycia towarzyskiego” prezesa PiS - nie mogły nastąpić bez wiedzy i przyzwolenia tego ostatniego. On jak demiurg dzieli i rządzi według swojego widzimisię manipuluje instytucjami państwa i codziennym życiem Polaków.

Dlatego zwracam się do pana Jarosława Kaczyńskiego, bo on jest dziś najwyższą władzą w Rzeczypospolitej. Jakim prawem pan i kierowana przez pana formacja dążycie do ubezwłasnowolnienia tysięcy kobiet w Polsce?! Wbrew ich woli i przekonaniom, wbrew ich interesowi i zdrowiu, zmuszacie je do podporządkowania się waszemu światopoglądowi.

Pan nie ma żadnych kwalifikacji moralnych ani wiedzy medycznej, aby decydować, czy kobieta ma nosić w sobie i urodzić dziecko skazane na śmierć już w ciąży lub wkrótce po porodzie, czy aby nosić, urodzić i opiekować się przez lata, dziesiątki lat dzieckiem głęboko upośledzonym lub kalekim!

Darzę bezgranicznym szacunkiem kobiety, pary - które wzięły na siebie to brzemię. Wiedząc już w ciąży, że dziecko będzie dotknięte trisomią 21 (zespołem Downa) lub innego rodzaju patologią albo dowiadując się o tym już po porodzie, matka lub oboje rodzice zdecydowali sami, bez potrzeby odwoływania się do takiej czy innej wiary, przepisów prawa czy konstytucji. Wystarczyła im bezwzględna miłość i własne sumienia. To heroiny (i rzadziej - herosi), godne najwyższego uznania, podziwu i empatii.

Pan z armią oszalałych popleczników chce zmusić także kobiety i ich rodziny, których na ten heroizm po prostu nie stać - do męczeństwa! Cóż pan rozumie z ich dramatów – człowiek bez życiowej partnerki, nieposiadający dzieci, obracający się w kręgu rodziny bynajmniej nie praktykującej zasad katolickiego pożycia? Na męczeństwo skazują nie spolegliwi władcy i prawodawcy, ale dyktatorzy i zbrodniczy satrapowie.

Pan nie ma “technicznych trudności” w zdalnym łączeniu się na posiedzenia rządu - pan ma psychopatologiczny problem w łączeniu się z narodem!

Ponad połowy tego narodu, społeczeństwa, “suwerena’” tak chętnie hołubionego przez władzę PiS, odmienianego przez wszystkie przypadki - pan po prostu nie rozumie, nie słucha, nie dostrzega, lekceważy i, co więcej, na tę większość pan judzi, pluje, podżega do przemocy wobec niej. Raz jest to “tęczowa zaraza LGBT”, innym razem “mordy zdradzieckie”, “chamska hołota”, “komuniści i złodzieje”, “drugi sort” - niewyczerpany słownik obelg i inwektyw, zaiste godny prawego, pełnego miłości bliźniego chrześcijanina. Zamknięty w strzeżonej przez policję pustelni na Żoliborzu albo w cytadeli na Nowogrodzkiej, za ścianą swoich twierdz nie żyje pan problemami rodaków, tylko swoimi paranojami, fobiami i urojeniami.

Wzywając do “obrony kościołów” bojówki PiS, pałkarzy z ONR-u, osiłków mieniących się Wojownikami Maryi i Żołnierzami Chrystusa - jest pan odpowiedzialny za sianie nienawiści, eskalację przemocy i podziału Polaków. Kopie pan przepaść, której możemy nie zasypać przez dziesiątki lat. To nie zasługa “ojca narodu”, ale dyktatora i watażki zza biurka. Tak zaczynały się i kończyły tragedią burdy i rokosze w historii naszej Ojczyzny.

Czekamy na Wasze listy, komentarze, opinie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.