Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Najbardziej dramatyczne wydarzenia podczas środowego protestu Strajku Kobiet rozegrały się na placu Powstańców przed siedzibą TVP, przeciwko której demonstrowano. Jak relacjonowała Marta Lempart, uczestnicy demonstracji najpierw zostali wezwani do rozejścia się, po czym policjanci otoczyli ich tak, że odcięte były wszystkie drogi wyjścia z placu. Kordon policji przerwano w kilku miejscach. – Wtedy został użyty wobec nas gaz, zostali nim potraktowani również dziennikarze i posłanka Magdalena Biejat. Drugim trudnym momentem była sytuacja, kiedy tajniacy zaczęli wyciągać pojedyncze osoby z tłumu  – opisywała aktywistka OSK.

Lempart szacuje, że policja wystawiła ok. 50-60 nieumundurowanych funkcjonariuszy, którzy atakowali demonstrantów. 

Jak napisał w "Wyborczej" Wojciech Czuchnowski, tajniacy, którzy pacyfikowali protest wywodzą się z Biura Organizacji Antyterrorystycznych oraz z Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego stołecznej policji nazywanego "warszawskim SPAT-em". Do zabezpieczenia demonstracji ściągani są też funkcjonariusze wydziałów AT (antyterroryści) z innych części kraju.

Działania nieumundurowanych służb nagrało wielu uczestników protestów, filmiki trafiły do sieci. Na jednym z nich widać, jak mężczyzna wyciąga teleskopową pałkę i zaczyna nią bić protestujących. Teraz Ogólnopolski Strajk Kobiet, wzorem Białorusinów brutalnie traktowanych przez służby, rozpoczął akcję ujawniania personaliów tych osób. 

"Chcieliście Białorusi, to będziecie ją mieli. Prosimy o wysyłanie zdjęć z widocznym wizerunkiem wszystkich funkcjonariuszy, również tajniaków, którzy dopuszczają się przemocy wobec protestujących. Znajdziemy was wszystkich, nie zostawimy tego bez konsekwencji" – napisał OSK na Facebooku

Również za przykładem białoruskich protestów OSK podtrzymuje idee cyklicznych protestów. – Siła Strajku Kobiet polega dziś m.in. na tym, że ludzie przyzwyczaili się do protestów cyklicznych, rozumieją ich idee i wykorzystują je do walki o różne sprawy. Wierzą, że to ma sens i sięgają po to narzędzie – mówi "Wyborczej" Lempart. 

Protestujący coraz częściej robią też tzw. solidarnościówki, czyli protesty w reakcji na represje, jakie spotkały uczestników innych demonstracji. W piątek takie manifestacje zaplanowano m.in. we Wrocławiu (godz. 17.30 na Placu Dominikańskim) i w Katowicach (godz. 19. na Placu Kwiatowym). 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.