Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem wieloletnim pracownikiem Szpitala Onkologicznego w Bielsku-Białej i członkiem młodego zespołu Zakładu Radioterapii, mało znanej i niewidocznej grupy zawodowej, zwanej technikami radioterapii.

W tym smutnym okresie szalejącej pandemii na świecie ani na chwilę nie zwolniliśmy tempa pracy, a wręcz w związku z zachorowaniami personelu musieliśmy wytężyć siły. Pracujemy po godzinach pracy, w okrojonych zespołach, za wszelką cenę stawiając sobie za cel kontynuację leczenia pacjenta onkologicznego, który poddawany radioterapii powinien to długie leczenie kontynuować.

Staramy się nie narzekać.

Pacjenci umęczeni i wystraszeni chorobą, czekający w długich kolejkach nierzadko nie wytrzymują psychicznie i wylewają na nas swoje żale oraz frustracje.

Staramy się to rozumieć i łagodzić te nastroje.

W obliczu wszechobecnej w społeczeństwie frustracji i rozgoryczenia tym bardziej budujące i podnoszące na duchu jest to, iż zdarzają się sytuacje, kiedy tenże umęczony pacjent po zakończonej terapii docenia nasz trud i poświęcenie. Jest to zjawisko bardzo rzadkie i dlatego zasługuje na podkreślenie.

W ostatnim czasie wpłynął do dyrekcji naszego szpitala list córki pacjenta z podziękowaniem dla naszego zespołu. Jako koordynator pracy w zespole odczytywałam ten list całemu personelowi.

To były dla nas bardzo krzepiące słowa, chwytające za serce. Na nowo chce się nam wstawać do pracy i podejmować ją z radością.

Jednocześnie smutna jest ta radość. Dziennie leczymy dziesiątki takich pacjentów. Jedno podziękowanie, a cieszymy się jak dzieci...

Jestem blisko pacjenta na każdym etapie jego leczenia. Wiem, jak trudna i wyniszczająca to choroba. Wiem również, że czasami dobre słowo i uśmiech mogą pomóc i POMAGAJĄ przetrwać ten czas!

Dobre słowo i uśmiech pomagają również nam... służbie zdrowia.

Chciałabym zachęcić do wyrażania takiej wdzięczności tych, którzy to widzą i tego doświadczają... To ogromnie ważne dla nas!

Dziękuję również tym, którzy mimo swojego osobistego cierpienia potrafią wyjść poza granice swojego ja, szerząc atmosferę miłości, pokoju i nadziei.

Że dobro istnieje naprawdę.

Joanna

W zasadzie wszyscy w to wierzymy, bo inaczej nie dałoby się żyć. Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.