Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Katolicy nie są dziś w Polsce prześladowani, nie potrzebują szczególnej ochrony ani policji, ani samozwańczych obrońców Kościoła” - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Andrzej Szostek, ksiądz, marianin, profesor, etyk i filozof, były rektor, człowiek mądry, światły, świetny wykładowca i niekwestionowany autorytet.

W tym samym czasie Jarosław Kaczyński, świecki katolik, doktor nauk prawnych, polityk, wyraża "z głębi serca płynącą wdzięczność" za spontaniczne zaangażowanie w obronę świątyń oraz tworzenie Straży Patriotycznej pod hasłem »Brońmy Krzyża, obrońmy Polskę«, za niezawodność i dawanie odporu »niebywale wulgarnemu, barbarzyńskiemu nihilizmowi, który na skalę dotąd w naszych dziejach niespotykaną profanował miejsca kultu i symbole religijne, atakował kapłanów, a także niszczył narodowe świętości«".

Analizując fenomen Kaczyńskiego, po zestawieniu tych dwu wypowiedzi zaczynam rozumieć, z kim mamy do czynienia: z  samozwańczym wodzem narodu i prorokiem, całkowicie oderwanym od rzeczywistości, obojętnym i odpornym na wszystko, co różni się od jego zabetonowanych poglądów.

Może zaprotestować cały świat - nie zrobi mu to żadnej różnicy. Będzie robił swoje, parł do przodu jak czołg, miażdżąc wszystko, co napotka na drodze.

Za kogo trzeba się uważać, żeby wykorzystywać pieniądze podatników i zaprzęgać cały aparat państwa do realizacji osobistych celów - od angażowania państwowej policji w charakterze prywatnych ochroniarzy po pochówek brata na Wawelu, razem z polskimi królami?

Trzeba nie mieć honoru ani żadnej skłonności do refleksji, żeby po masowych protestach nie zrozumieć, że najwyższy czas zejść ze sceny - chyba że preferuje się taczkę jako środek transportu używany do odwrotu.

Polski podatnik finansuje wszystkie, nawet najbardziej nieprawdopodobne fanaberie rządzących i słyszy po wyborach, że oni zasługują na jeszcze więcej. Oni są od dyktowania warunków, od uzurpowania sobie praw i przyznawania przywilejów, od przeprowadzania własnej woli, jak przystało na zwycięzców, od traktowania wyborców jak narodu podbitego, bo im się to po prostu należy. Jak długo jeszcze?

Beata

Czekamy na listy:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.